*
Chojnice 10.12.2008;05.01.2009; 22.01.2009
Szanowny Panie Zbigniewie Talewski
Najpierw składam Panu serdeczne podziękowanie za Pana trud, za troskę i poświęcaną zaszczytnej a zbyt mało docenianej przez innych Pana działalności wydawniczej i innej regionalnej działalności na Kaszubach Gochach itd. – wydawcy „Naji Gochë”.
Wydawnictwo to czytam od pewnego czasu tj. od zauważenia go w księgarni „Wiedza” w Chojnicach i stał się on moim ulubionym periodykiem także mojego kolegi z Brus Kazika Sledź.
Już wcześniej zamierzałem napisać do Pana o pewnych sprawach i miałem już ułożony list, ale wreszcie teraz zdecydowałem się poważnie, stanowczo napisać.
Po 1989 r. nie zaprzestał Pan działalności na rzecz Kaszub i nawet zwiększył zakres. I to cieszy między innymi mnie, Pomorzanina, Zaboraka, więc składam za tę działalność serdeczne podziękowanie jako głos z ludu, pana czytelników „Naji Gochë”. Pan był w innej „opcji” niż ja. Niż ukształtowany w dobrej rodzinie, w mym otoczeniu, środowisku, mój charakter, me odczucia. Ja wciąż w opozycji do PZPR, komunistów itd. O Wydarzeniach Grudniowych w 1970 roku słyszałem już wtedy mając 11 lat. Mój wujek był wtedy w Gdyni i Gdańsku i o Katyniu też wtedy słyszałem. W sierpniu 1980 r. – 14 lutego byłem w Gdańsku – czytałem oryginalne ulotki z Stoczni w Gdańsku. Byłem też wielkim miłośnikiem Leszka Moczulskiego i KPN. Takie są me dzieje z młodości. Gdy nastał stan wojenny nie mogłem być całkiem bierny jako patriota i poeta. Była pewna działalność…listy, ulotki, plakaty i były wiersze pisane z odczuć mego gorącego serca. Teraz to przeszłość, ale wciąż w pamięci mej i w sercu tamte dni młodości, i wciąż ten hardy charakter, gdy dzieje się niesprawiedliwość w mym odczuciu, np. w pracy. Teraz odkrywam się wobec Pana. Mijają czasy i zacierają się ślady tamtych zdarzeń, czynów. A chciałbym, aby Pan wiedział, bo bardzo cenię Pana, stał się Pan mi bliski, mile mnie oceniając na łamach „Naji Gochë”. Zamieszczając me wiersze kilkakrotnie.
Więc piszę do Pana, bo chciałbym zaznaczyć u Pana, że byłem młodym zapaleńcem, „radykałem” „ekstremą” z pewną działalnością inną niż Pan. Nie wszyscy piszący byli za Komuną, a teraz czytam wydawany przez Pana periodyk „Naji Gochë” i dziękuję Panu za jego treść, za jego wydawanie. Pan był członkiem innej „opcji” rozwoju. Pan był członek m.in. PRON-u a ja gorący i zaangażowany członek ZMW zwalczający WRON i ich zwolenników.
Ale co łączy nas – to Kaszuby, regionalizm, Gochy, Zabory.
Może nieudolne me wiersze, niedobre, ale pisane były na gorąco, z gorącym gorejącym sercem na krzywdy, które wtedy się działy. Wysyłam ksero z „Głosu Wybrzeża” na potwierdzenie mych słów i wiersze niektóre z tamtych czasów „Wojny polsko-jaruzelskiej” jak mówi i pisze autor w tytule książki.
„Czym więc ma być literatura, jeśli nie opisywaniem prawdy, głoszeniem wolności” – „oddaje przeżycia, emocje, napięcia, stan duszy człowieka w tamtym czasie”. – tak pisze pisarz Stanisław Srokowski. Ja myślę tak samo jak on to ujął.
Wysyłam do Pana więc kilka wierszy z poezji – ZMW – z stanu wojennego. Coś z działalności ZMW.
Wysyłam też, myślę, że cenne dla Pana, regionalne DVD przeze mnie nagrane z moich zbiorów.
I DVD z Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Chojnice 2008 r.
zespół Folklorystyczny Ziemi Czerskiej z Czerska
zespół Dance E Identidad z Ekwadoru
zespół „Szczecinianie” z Szczecina.
II DVD „Kaszebë” z Chojnic w Krojanach na Rekrutacji Szarży Ułańskiej pod Krojantami z 1939 r. – 2008 r.
Kiedyś wysłałem do Pana skserowane kartki z książki „Dzieje Kościoła Polskiego” dotyczące Pomorza i wywnioskowałem min. z listu do Pana Stefana Fikusa, że było to czytane z zainteresowaniem. Mam teraz przed sobą II tom tego wydawnictwa i tam są różne ciekawe rzeczy warte szerszego udostępnienia. Myślę, więc, jeżeli interesuje to Pana w dalszym ciągu wysłać ksera na różne tematy związane z działalnością Pana i tutejszymi regionami.
Na początek może coś z starych dziejów o Świętopełku, w kontekście budowy Pomnika Świętopełka II Wielkiego w Gdańsku.
P.S. W zeznaniach Pit w zeszłym roku chciałem podarować 1% z podatku na rzecz Fundacji „Naji Gochë”, ale nie mogłem nigdzie zdobyć numeru KRS, a potem gdy wyszły „Naji Gochë” z podanym numerem było już za późno.
Myślę uczynić to w tym roku i namówić innych do tego.
Teraz kończę już i życzę Panu dobrego zdrowia i dalszej owocnej działalności w 2009 r. i dalszych latach.
Wierny czytelnik „Naji Gochë” - Wiesław Marczak z Chojnic
P.S. „Turcje” występy w Chojnicach też mam nagrane w całości i tego Pana co Pan miał na okładce „Naji Gochów” o pojednaniu polsko-tureckim.
„Nasza Poezja” Z(wiązek)M(iłujących)W(olność)
(13 grudnia 1981, 1120 )
I stan wojenny w dzień św. Łucji został ogłoszony.
Generał Jaruzelski jak wszechwładny rządzić chce.
Jako „car” kacyk Breżniewa – jego lewa ręka.
Prawą Gierek był – lewą Jaruzelski generał armii.
13 grudnia z soboty na niedzielę.
Kiedy ludzie spokojnie spali sobie.
Niecny czyn dojrzał w partyjnych głowach.
Ogłoszono wojenny stan, by zlikwidować „Solidarność” nam.
„Trzynastego wszystko się zdarzyć może” w piosence jest.
Trzynastego – piękny słoneczny dzień,
A w Gdańsku działacze „Solidarności” internowani
gdy spokojnie obradowali nad wyjściem z kryzysu Polski.
17 – tego w rocznicę Grudnia chciano zamanifestować
Zamanifestować chciano przeciw bezprawiu,
I na cześć poległych robotników w 1970 r. w Grudniu
A „twardogłowym” w partii jako pretekst posłużyło to
I stan wojenny ogłoszono w Polsce 13-tego.
„I bronić Polskę będziemy” – mówią oni.
Lecz przed kim? – my ludzie pytamy się
Przed kim? – przed ludem pracującym miast i wsi?
Czarna Wrona niby gapa hitlerowska
Teraz rozgnieździła się w Warszawie
My jej nie chcemy, my nie popieramy ich wcale.
My nie chcemy hitlerowców ani sowietów.
Lecz my orły, my młodzi, my solidarni,
Nie damy się. Orzeł Wronę zwycięży.
Godłem Polski orzeł jest. (Wiesław Marczak)
„…Wysyłam ksero z „Głosu Wybrzeża” na potwierdzenie mych słów…”
Michał Pruski
Sumienie wolne od cła
„Głos Wybrzeża” 19.06.1982 r.
Nie wierzę ludziom, którzy mają sezonowe twarze. Boję się ich, bo kiedy spotkamy się po długim niewidzeniu, mógłbym nie rozpoznać ich postaci na ulicy i prosząc o przeprowadzenie przez jezdnię, dostać się przypadkiem pod tramwaj. Mnóstwo osób ginie w ten sposób w beznadziejnej nieświadomości, że oto pod koła pchnęła ich ta sama ręka, która jeszcze wczoraj klepała po łopatkach. Niespodziewanie wróciły czasy, kiedy opowiadając wierszyk o kotku i stłuczonym jajeczku trzeba przede wszystkim mieć na względzie, czy jajo nie pochodziło od czarnej kwoki. Należy zważać na to także i w tym wypadku, gdy niewinną z pozoru dykteryjkę opowiada się osobie tudzież z pozoru zupełnie niewinnej. Krzaki malin czepiają się odzieży a kanał ma wąski przekrój.
A jednak nie wszyscy obnoszą sezonowe oblicza. Cena odwagi znowu poszła w górę. Oto otrzymałem, odważny na pierwszy rzut oka, pakiet poezji wypisanej wielkimi kulfonami, na papierze w kratkę. Napisano tam m.in.:
„Dobre są sabotaże komunie zadane (i dobrzy byliby partyzanci prawi) najlepiej z bronią w ręku napadać i z komunistami się nie układać (w polskich lasach drzew dosyć jest), szubienice można postawić w każdym mieście, będą na nich mogli wisieć partyjni, których nazwiska teraz zapamiętujemy, zginie wielu partyjnych, zrobimy wam pogrom.” – Związek Miłujących Wolność – ZMW.
Czyż po takiej lekturze nie szkoda trudu na przekonywanie naiwnych, że piosenka wciąż ta sama pobrzmiewa przez lata. Szkoda żółci na próżno wylewanej – wszystko płynie – po nas przyjdą następni.
Tych kilka nieuporządkowanych uwag pragnę z całego serca zadedykować pewnej autorce anonimowego listu skierowanego na moje nazwisko, w którym roi się od tryskających jadem epitetów. Pani owa doradza mi, abym nie podpisywał się pod swoimi tekstami, gdyż pokalam w ten sposób własne dzieci. Przyznam szczerze, że pismo to poruszyło mnie dogłębnie. Nie chodzi jednak o to, że poczułem się osobiście dotknięty, o nie! Anonim głęboko mnie zasmuca, bowiem jest najjaskrawszym przykładem nietolerancji, obłudy i tchórzostwa. Z listu tego wyziera pyszczek kreta – ślepego kopiącego zajadłe norki.
„Nie podpiszę się, bo boję się takich jak ty” – brzmi pointa. A szkoda – bo moglibyśmy umówić się gdzieś na kawę i pokopać pod sobą wzajemnie – twarzą w twarz. Być może okazałoby się wówczas, kto z nas jest gorszym – idąc za twoimi słowami – skurwielem. Jak powiedziałem – odwaga jest w cenie, glupota tania jak barszcz. Skoro jednak do osobistej wymiany poglądów nie dojdzie, być może znajdą się inni skłonni podyskutować bez maski.
Podpisuję się własnym nazwiskiem tkwiąc w przekonaniu, że takich jak ty nieczęsto będę miał szczęście spotykać.
Od red.
Dziękuję za list za cenną przesyłkę (utrwalone na dosłanych przez Pana imprezy) za szczere słowa oceny i wyrażonej oceny mojej osoby i działalności.
Pragnę Pana uspokoi, że mimo pozornie innych „obozów” i prezentowanych poglądów zarówno i Pan i ja robiłem tyle na ile było mnie stać po to by wszystko to wyszło na korzyść naszej ojczyzny - Polski i Polaków, zwłaszcza w tym naszym regionalnym wymiarze.
Muszę Pana uspokoić, że moje otoczenie, moja rodzina, wszystko, co mi ona dała w zakresie wychowania było godne, uczciwe …nakazywało mi szanować i służyć przede wszystkim drugiemu człowiekowi.
Na ile mi się to udawało i po jakiej byłem stronie w tamtym gorącym czasie walki i demokratycznej transformacji może skromnie świadczyć wystawiona mi przez IPN „legitymacja” nadająca mi status pokrzywdzonego, który otrzymałem za to czym i jak „nagradzał i karał mnie” za moją działalność w tym okresie na rzecz tych zmian o które obaj i …wszyscy My Polacy z taką determinacją (każdy na swym miejscu) walczyliśmy …. No cóż …czasami ( w mej świadomości) rodzi się pytanie czy warto było i czy warto nadal być bez reszty oddanym wspólnym – społeczeństwu – sprawą…kto teraz wystawi nam (np. Panu i mnie) odnośną jak tamta gówno „ wartą – legitymację - zaświadczenie” pokrzywdzonego … Jak mówi przysłowie…”łaska pańska jest…” a zwłaszcza tych co dzisiaj i teraz na naszych plecach wdrapali się na Olimp władzy i spoczęli na laurach wiedząc, że są jeszcze głupcy, którzy nadal w ich imieniu pociągną ten wózek…z bagażem idei, z których się wyobcowali… Selavi!!!/tz/
**
Szanowny Panie!
Popełniłam tekst o kolejnej wsi Przymuszewo na Zaborach i o mojej
wychowawczyni p .Felicji Przewoskiej.
Gratulujemy Panu tak wspaniałego wydawnictwa, jakim jest to czasopismo "
Naji Goche" .Nasi rodacy w kraju i zagranicą bardzo się cieszą ,że mogą
czytać teksty o swoich korzeniach rodzinnych w zakresie osób ,
miejscowości i wydarzeń.
Wiele razy mówili mina ten temat.
Okazuje się ,że mężczyźni też często czytają poezję. Jeszcze raz
dziękujemy Panu za ten ogromny wysiłek dziennikarski i redakcyjny.
Janina Głomska/Brusy
***
Szanowny Panie Redaktorze!
Kuzynka z Lipnicy przysłała mi „Naji Góchë”. Bardzo panu dziękuję za takie wyróżnienie. Przeczytałam całą gazetę od A do Z, wszystkie artykuły są ciekawe. Nie mówiąc już o wierszach, kiedyś w audycji kaszubskiej usłyszałam wiersz „Dwie drogi” pani M.Reszki, chciałabym przeczytać więcej jej wierszy, są piękne, przemawiają do serca. Tak samo wiersze pana A.Szczepaniaka są cudowne. Podobają mi się pani A.Peplińskiej i pani G.Gdańskiej wiersze. Dobrze, że teraz więcej wiem na temat „wojny Palikowej” i o Ewangelikach na Gochach. Jestem dumna z pana Redaktora i pana Benedykta Reszki, że została wskrzeszona pamięć o Kościele Ewangelickim w postaci tablicy upamiętniającej ten piękny Kościół i z książki „Ewangelicy na Gochach”. Ja dokładnie pamiętałam, gdzie stał Kościół i jak zobaczyłam zdjęcia na ostatniej stronie to pamięć ożyła i ta ambona, wszystko jak żywe i prawdziwe. Tak jak pisze pan Benedykt, że ten Kościół wzbogacał panoramę wsi. Mnie zawsze serce się ściskało na takie barbarzyństwo, to przecież był piękny zabytek, dlatego powstał mój wiersz „Noc taka piękna”. Bardzo się cieszę z tego, że została otwarta „Leśna Strażnica Tradycji i Patriotyzmu” chwała panu za to, a pana gazeta jest naprawdę wspaniała, mam już trzy pana gazety i ciągle czytam je na nowo i myślę, że wszyscy Kaszubi powinni ją kupować i nie tylko Kaszubi jest tego warta i dziękuje z całego serca za te wszystkie rzeczy, które są w tej gazecie. Bardzo podoba mi się płyta zespołu „Kaszuby” słucham jej kilka razy dziennie. Prawie wszystkie piosenki znam, ale musze się panu przyznać, kiedy kilka lat temu usłyszałam piosenkę „Żeby wrócił ten czas, kiedym bydełko pasł” to ryczałam jak bóbr, potem ja sobie nagrałam i tak ryczałam z tęsknoty, może jestem sentymentalna romantyczka, ale wolę być taka, a nie jak niektórzy w niczym piękna nie dostrzegają. U nas w Debrznie odbył się już piąty Przegląd Zespołów Ludowych i Biesiadnych im. Św. Andrzeja i od pięciu lat zasiadam w jury i jak śpiewają zespoły kaszubskie to płaczę i siłą muszę powstrzymywać łzy, a nasza Pani Dyrektor Domu Kultury mówi przy całej widowni i zespołach, że teraz nagrodę dla zespołu Kaszubskiego wręczy Kaszubka z krwi i kości pani Irena Klinger, która płacze jak słyszy pieśni kaszubskie, a ja dumna i wzruszona wręczam nagrodę i życzę tym „moim” zespołom wielu sukcesów i gratuluję za piękne występy. Dzięki pana gazecie mniej tęsknię za Borowym Młynem.
Z poważaniem - Irena Klinger Debrzno
****
Brusy, 12.02.2009
Pan Zbigniew Talewski
Redaktor Naczelny Naji Goche
W numerze 6/2008 Naji Goche p. Janina Głomska stawia mi zarzuty, które trudno zrozumieć.
W artykule o Potulicach nie znalazłem zdania mówiącego o kierowaniu do obozu przez sołtysów. „Nie wolno deprecjonować ludzi”. Starałem się zebrać dane o ofiarach, a nie sprawcach. Ludzie ginęli i umierali, a społeczeństwo zapomniało o nich np. Medard Pałubicki za zbieranie danych o zbrodniach hitlerowskich został skierowany do Stutthofu, gdzie zginął.
Władze PRL nie dopuszczały informacji o pomordowanych przez Sowietów ale i Niemców, w ogóle minimalizowano straty. W książce „Dzieje Brus i okolicy” z 1984 r. na str. 393 podaje się, że przez hitlerowców zostało zamordowanych 83 osób. Podczas gdy tylko jesienią 1939 r. zostało zamordowanych 50 osób, a w obozach koncentracyjnych zginęło 57 osób.
Następny zarzut, że stawiałem błędne hipotezy nie jest uzasadniony. Pani Głomska w swoim artykule tylko mimochodem wspomina „że tak wielki proceder był podyktowany budową poligonu wojskowego SS na tych terenach”. Moim zdaniem nie można mieszać wysiedlania Polaków i osadzania Niemców, która to akcja zakończyła się wiosną 1943 r. z akcją przesiedleń i wysiedleń z terenu projektowanego poligonu. Akcja wysiedleń z projektowanego poligonu rozpoczęła się w sierpniu 1943 r. i dotyczyła bynajmniej 5,5 tysiąca osób, z których około 40% wywożono do Potulic i na roboty przymusowe do Niemiec.
Zgadzam się z Panią Janiną Głomską, iż „ludzie powinni znać prawdę”.
Z poważaniem
Marian Jutrzenka Trzebiatowski