| | Hieronim Derdowski pracował w redakcji „Gazety Toruńskiej” z kilkoma przerwami w latach 1879-1884. W tym okresie jako redaktorowi i poecie, wytaczano mu procesy prasowe za artykuły, które nie podobały się ówczesnym władzom. Wiadomo na przykład, że wytoczono mu proces za artykuł napisany w obronie Karola Miarki, pisarza, przywódcy ludu polskiego w walce z germanizacją na Górnym Śląsku. Podczas procesu, który odbył się w Pszczynie, wszczęto wobec niego postępowanie karne niby za obrazę prokuratury i sędziego. Siedział podobno jakiś czas w areszcie śledczym („Słowo Powszechne” 1957 r. nr 196). Pamiętny był także proces o obrazę burmistrza magistratu miasta Bytowa, za końcowy ustęp z „Pana Czorlinścziego”. Ustęp ten brzmi: W pierwszej rozprawie tego procesu, który odbywał się przed Izbą Karną w Toruniu, został uniewinniony, ale wskutek wniesienia rewizji do Sądu Apelacyjnego, ponownie rozpatrywano zarzut. Prokurator zażądał 30 marek grzywny, względnie 14 dni aresztu. Derdowski broniąc się jako argument przytaczał, że mieszkańcy Bytowa znają obiegową opinię o miejscowościach niemieckich – takich np. jak Damnan, Rűcksdorf, Schilda, Krähwinkel, czy polskich – Osiek, Pacanowo, Juszki, Wąchock. Mieszkańcami tych miejscowości zajmowało się wielu pisarzy, a dotkniętym stronom ani się śniło wytaczać procesy. Dalej dowodził Derdowski, że Bytowo ma w poemacie o Czarlinśczim tylko znaczenie mityczne i nie jest zatem identyczne z niemieckim Bütow. W podaniach kaszubskich Bytowo identyfikuje się z Betlejem Chrystusowym. Dodawał także, że po kontrowersyjnym wierszu miała nastąpić druga część poematu o tym, jak Czarlinśczci burmistrzował w Bytowie. Cała sprawa wzbudzała wielkie zainteresowanie, a w dodatku wielką wesołość nie tylko trybunału, ale przede wszystkim wśród przysłuchującej się publiczności. Szczególnie gdy doszło do czytania odnośnych ustępów poematu. Tłumacz początkowo wzbraniał się czytać i tłumaczyć twierdząc, że takiego języka nie zna. W końcu po sporych wypocinach i uciesze zebranych dobrnął do końca. Skończyło się na tym, że Derdowskiego uwolniono. W swoim poemacie o Czarlinśczim zadrwił też Hieronim Derdowski z burmistrza miasta Pucka. Pruski burmistrz nie poznał się na żarcie i swój brak poczucia humoru zamanifestował wytoczeniem poecie procesu karnego. Rzecz cała poszła o... węgorza na łańcuchu. Istnieje bowiem podanie głoszące, że do puckiego herbu (lew i łoś) chciał się dostać i węgorz. Nie udało mu się to na wskutek całego splotu podstępów i zdrad, które w końcu doprowadziły do skucia węgorza w kajdany. Dlatego do dziś prześladuje się pucczan drwiną, że trzymają w swym porcie węgorza przykutego do nadbrzeża. Zwłaszcza swarzewiacy lubią się przedrzeźniać, pytając pucczan: „Jak tam wasz węgorz na łańcuchu?”. Derdowski znając te drwiny zawarł w poemacie ustęp opisujący, jak Czarlinśczi przyjechał do Pucka i schwytał węgorza w przerębli. Zobaczmy co z tego wynikło, gdy zobaczył to pucki burmistrz: Samo wytoczenie pozwu Derdowskiemu za ten żarcik to sprawa istotnie komiczna, ale gorzej z tym, że sądy pruskie potraktowały ją całkiem serio. Poeta miał wiele kłopotu nim z całą powagą dowiódł, że nie chciał obrazić „godności” zasiadającego na puckim ratuszu niemieckiego urzędnika. * Patrz: Słowo Powszechne, 1957, nr 196 ; H. Derdowski: „O Panu Czarlinśczim co do Pucka po sece jechoł” - rok wydania 1976 ; Kaszebe, R. T nr 1 Gdańsk 15-30 X 1957: „Derdowski i pucki burmistrz”. |

![Zbigniew Studziński []](/foto/autorzy/40.jpg)