| |
Moje typyW cyklu: Widziane z Gdańska (liczba artykułów 5)[NG: 07] Autor: Ryszard Ciemiński - Gdańsk (liczba artykułów: 20)Kisiel (Stefan Kisielewski) miał za czasów cenzury w zwyczaju raz na pewien czas drukować listę, którą nazwał na własny użytek „Moje typy”. Gromadził na niej imiona oraz nazwiska ludzi, którzy mu czymś podpadli. Nie chcąc zaś – nie mogąc wobec zewnętrznych okoliczności walić kawę na ławę, co mu się w nich nie podoba (często, gęsto bywały to postacie na dziennikarsko-politycznym świeczniku), umieszczał je w swoistym kontekście innych osób, tym samym dawał do zrozumienia czytelnikom tej listy, co miał na ich temat do powiedzenia. Czyż na Kaszubach można by się posłużyć podobną stylistyką? Zapewne tak. Z zatem spróbujmy...
Ponieważ czasy do Pana Kisielowych niepodobne, należy z miejsca rozsupłać co, w intencji autora, kryje się za nazwiskami tymi. A zatem Józef Borzyszkowski. Tekst, jaki sporządził w momencie rozstania się z „Pomeranią”... Nie licuje on z godnością profesora, ex senatora i ex wojewody. Trzeba umieć wycofywać się z godnością. Kazimierz Klawiter. To, że stanął do wyborów na prezesa ZKP ożywiło, do pewnego stopnia, kaszubską demokrację. Jednak kampania kuluarowa, towarzysząca zgłoszeniu się w prezesowskie szranki, mogła wicemarszałka Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku narazić na posądzenie o zbyt wysokie o sobie mniemanie. Starosta pucki Artur Jabłoński. Pomijając zażywną sylwetkę, u tak młodego w końcu człowieka, naraził się środowisku muzealnemu nazbyt rygorystycznym zwolnieniem z pracy szefowej muzeum puckiego – Elżbiety Lewandowskiej. Zasługi tej stwórczyni puckiego „szpitalika”, skansenu w Nadolu, ekspozycji w Krokowej, kilku jeszcze placówek muzealnych na Kaszubach są niewątpliwe. Sposób jej potraktowania przez puckiego starostę mógł wskazywać na niedostatek dobrych manier u Pana Starosty. Józef Dambek. Ostatnio demonstrował w rocznicę Grudnia 70. Miał z nim coś wspólnego, w sposób osobisty. Jest wszędzie tam, gdzie trzeba komuś dokopać, kogoś od czci i wiary odsądzić. Jak choćby sędziwemu – 90-tka na karku – Aleksandrowi Arendtowi. I jakąż nuworyszowską agresywność, przy tym objawia. Rodzi się pytanie, gdzie bywał za czasów PRL-u? Jakoś go nie spotkałem nigdy w szeregach niepokornych. Choćby na Zrzeszeniowej niwie. Kazimierz Klejna. Niegdyś mer Łeby, wojewoda słupski, senatort. Jak raz popadł w karuzelę stanowisk, tak się do niej przywiązał, że w chwili porażki wyborczej, zagwarantował sobie z pomocą kumpli lukratywne stanowisko dyrektorskie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Pan starosta wejherowski. /W. Szalewski –red./ Sposób, w jaki rozstał się z dyrektorem wejherowskiego muzeum – Bogusławem Brezą, do najbardziej eleganckich nie należał. A mógł choćby zasięgnąć języka u przedstawicieli społecznych organizacji. Takich, jak dla przykładu, Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Skoro, jednak Zrzeszenie, już przed laty zrezygnowało z roli mediatora, w takich sprawach, nie dziwota, że ludzie Zrzeszenia bywają przez urzędników tak traktowani, jak spotkało to energicznego wielce dyrektora wejherowskiego muzeum. |

![Ryszard Ciemiński [Gdańsk]](/foto/autorzy/157.jpg)