| | Ziemia gromadzi prochy cz. II.W cyklu: Skąd nasz ród (liczba artykułów 7)[NG: 07] Autor: Eugeniusz Buczak - Koszalin (liczba artykułów: 7)Ślady Słowiańszczyzny na terenach III Rzeszy, przez które podróżował Józef Kisielewski, musiały być bardzo żywe, skoro - jak pisze w książce „Ziemia gromadzi prochy” - „Chciałem napisać książkę o dzisiejszych Niemczech, powstała zaś praca o sprawach Słowiańszczyzny”. Później doda — nieco dramatycznie: „Pierwotny plan książki rozleciał się w strzępy. Na czoło wysunęła się ta sprawa; sprawa wielkiej zmowy. Dran gnach Osten był zawsze wyraźny, ale nigdy nie był tak precyzyjnie działającą maszyną, jak obecnie”. Kiedy więc Józef Kisielewski zbliżał się do Odry, miał na liczniku swojego samochodu ponad 4 tys. km. Przejechał zatem spory szmat Niemiec, prawie wszędzie napotykając na żywe, nie przykryte ziemią pamiątki dawnej wielkiej Słowiańszczyzny. „Lud to błędny, bez domu, bez roli i wszelkiego starania. Gdzie przyjdzie, tam się pasie, nie dbając o swoje, cudzego nie szczędząc...” Przypomina też wiele istotnych taktów z historii kontaktów piastowskiej Polski z plemionami słowiańskimi żyjącymi pomiędzy Odrą a Łabą. Podkreśla „Pierwszy historyczny gest powstającej Polski zwrócony jest w stronę Odry”. Opisuje walki Mieszka I z Wichmanem i jego starania o pozyskanie przychylności pomorskich książąt. Przedstawia losy Pomorza Zachodniego w okresie panowania Bolesławów — Chrobrego i Krzywoustego — kiedy to Pomorzem rządzili książęta słowiańscy. Udowadnia, że była to linia genealogiczna związana z Polską. Są to sądy oparte na badaniach naukowych. z okresu międzywojennego. Dziś historię Pomorza Zachodniego znamy lepiej. ? Na ten temat napisano setki prac naukowych, popularnonaukowych i popularnych. Nie ma zatem potrzeby przytaczania sądów i opinii autora „Ziemia gromadzi prochy” w tej materii. Ważne jest to, że wraz z odkrywaniem słowiańskiej przeszłości zwiedzanych wschodnich obszarów ówczesnej III Rzeszy autor zmienia się z człowieka obojętnego, nieświadomego słowiańskiej przeszłości tych ziem, w miłośnika przeszłości, który powoli przesiąka historią i staje się jej znakomitym znawcą. To wszystko Kisielewskiego dziwi. „Jak to — pisze — Pomorze niewiele znaczy w gospodarce, a nic w kulturze, mimo że leży tak blisko Berlina? Pociąg pośpieszny ze Szczecina do Berlina jedzie niecałe dziewięćdziesiąt minut”... Stąd płynie dalszy wniosek: a dzieje się tak dlatego, ponieważ ziemie te oderwane zostały od naturalnego zaplecza geograficznego, gospodarczego, a także kulturowego. Ludność żyjąca na tych ziemiach jest bliższa kulturowo ludności polskiej. Na dowód tego przytacza następujące wydarzenie: „Przed trzema laty (1936) przyjechała na kongres z Polski do Niemiec wycieczka polskich uczonych... Pewien sędziwy uczony niemiecki prawego serca, tak prawego, że nie bał się żadnych prześladowań, w następujące powitalne, a najzupełniej prawdziwe i autentyczne odezwał się do Polaków słowami: Ten stary pan wiedział, co mówi. Historia tych ziem od wieku trzynastego do dziś dnia jest niczym innym, jak przerabianiem krwi słowiańskiej w krew niemiecką. Jeśli się w te sprawy głęboko i dobrze wmyśli, to można łatwo dojść do nowej a nagłej prawdy, że dzisiejsi mieszkańcy tych stron są w tej samej co najmniej mierze Słowianami, co Niemcami”. Potwierdzają to fakty. J. Kisielewski obserwuje m.in. odbywające się w czasie jego wędrówki po III Rzeszy uroczystości 700-lecie Berlina. Pisze: „Można ustanowić 700-lecie Berlina, ale można być bezradnym wobec takiej prawdy, że trwanie narodu jest długie i nie zmożone mimo prześladowań i sposobów takich, na jakie umiały się zdobyć Prus”. I dalej dodaje: „Pięć kilometrów od Berlina, w Spreewa1dzie, są ludzie, którzy do dziś jeszcze mówią po słowiańsku. Może się zdarzyć, że systemy germanizacji zostaną ulepszone i że za lat kilkanaście Spreewald zamilknie, zgnębiony ostatecznie, ale ta świadomość powinna zostać — mowa słowiańska w najbliższej okolicy Berlina jeszcze do cna nie wygasła”. Z wielu przykładów, wspierających twierdzenie, że ziemie pomorskie to obszar zamieszkany jeszcze przez ludność słowiańską, warto tu przytoczyć jeden, z okresu wojen napoleońskich. „Dąbrowski – pisze J. Kisielewski – udaje się rozstawnymi końmi co tchu w piersiach do Poznania i tu wśród ogromnego entuzjazmu wydaje płomienną odezwę do narodu. Na Pomorze wysyła generała Kosińskiego i... tu zawiązują się samoczynnie oddziały polskie. Na podane hasło polska ludność Pomorza zrywa się do wypierania Niemców. Historia, przekazała wzruszające przykłady patriotyzmu. W Tucznie koło Wałcza proboszcz ks. Riebschlager na czele swoich parafian opiera się długi czas Prusakom... W Słupsku mieszczanie otwierają bramy przed wojskiem polskim..W Parsęcku rolnik Krzywy Marcin organizuje chłopów, przy pomocy których wyzwala Szczecinek. Rozpoczyna się epopeja pomorska. Krótka, ale jakże wzruszająca. Oddziały polskie, świeżo zebrane. nie wyćwiczone, źle zaopatrzone, wkładają w działania wojenne tyle entuzjazmu, tyle pasji i ducha żołnierskiego, że mogą się pochlubić kilkoma pięknymi zwycięstwami. Zdobywają Słupsk, Koszalin, Kołobrzeg. Zbliżają się pod mury Szczecina”. Poznański dziennikarz nie szczędzi podobnych przykładów historycznych. O tym, że pisze prawdę i że prawdę tę objawia narodowi polskiemu, jest święcie przekonany. Pisze: „Szczecin łączy się ze wspomnieniami historycznymi. W Szczecinie są one niemal niewidoczne, choć wystarczy wyjść poza miasto kilka kilometrów, aby się znaleźć w centrum pamiątek. Ale tak właśnie szła germanizacja: zaczynała się od miasta. Małe miasteczka, i wieś, były słowiańskie, większe miasta germanizowały się szybko. Tak było dawniej, tak jest i teraz. Choć jest tak niezupełnie. Kto przeszedł bodaj przez klika ulic Szczecina i przyglądał się szyldom, ten zauważył, że co trzeci szyld prezentuje nazwisko polskie. I rzecz ciekawa, zawsze niemal w formie poprawnej, nie wykoślawionej. A więc nie Krajewsky, ale Krajewski. Gdy nam po drodze spotkani Polacy mówili: Ale w Szczecinie spotkaliśmy Niemca, który to potwierdził. Stary, emerytowany nauczyciel nadreński. Na starość przyjechał do syna mieszkającego w Szczecinie. Powiedział nam tak: Jeszcze bardziej warto przejrzeć książkę adresową szlachty z „Pommern” — tam już nie jedna trzecia, ale więcej niż połowa w nazwiskach albo imionach posiada świeże znaki polskiego pochodzenia”. Jeżeli J. Kisielewski, podróżując po terenach. zaodrzańskich III Rzeszy, pisze o nich jako o historycznym regionie słowiańskim, na którym zachowały się jedynie wyspy Słowiańszczyzny, to w Szczecinie czuje się prawie jak w Polsce. |
