NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Stacja drogi krzyżowej Kalwarii Wielewskiej.

Stacja drogi krzyżowej Kalwarii Wielewskiej.


Obraz Matki Bożej Pocieszenie z XVIII w. w Sanktuarium kalwaryjskim w Wielu.

Obraz Matki Bożej Pocieszenie z XVIII w. w Sanktuarium kalwaryjskim w Wielu.


Krzyż został położony na skalnym rumoszu wzniesienia. Jezus słaniał się z wyczerpania po przesłuchaniach, torturach, biczowaniu i męce długiej drogi z brzemieniem krzyża, naigrawań, szyderstw, upokorzeń.

Całe wzgórze – przypominające łysą czaszkę olbrzyma i z tych zapewne powodów zwane przez Żydów od pradawna Golgotą, a przez Rzymian Kalwarią – wypełnione było ludźmi. Stali tu i saduceusze, faryzeusze, legioniści, skrybowie i lud przyziemny, tak iż zdawać by się mogło, że stanęła tu cała Jerozolima. Zebrany tłum, z początku hałaśliwy, rozwrzeszczany, w miarę upływu czasu ucichał, milkł i posępniał.

Kaci legionowi z wprawą energicznie pociągnęli Jezusa i położyli wznak na leżącym krzyżu. Jeden z nich rozpościerając Jego prawą rękę na poprzecznicę krzyża szarpnął ją tak, aż zatrzeszczały wyrywane stawy, po czym przycisnął do belki i kilkoma uderzeniami młota wbił w nadgarstek długi gwóźdź. Krew zrazu wypełniła niszę dłoni, a potem trysnęła ku górze barwiąc purpurowo wbijane żelazo. Palce kurczyły się i rozwierały. Jezus jęczał, choć oczy miał szeroko, boleśnie otwarte, wpatrzone w niebo... Kiedy szarpnięto lewą rękę, by ułożyć ją równo po drugiej stronie poprzecznicy, krew z zadanej wcześniej rany wylewać się zaczęła po dłoni na drewno krzyża. Drugi gwóźdź zachrzęścił na kościach i ścięgnach, krwi wypłynęło mniej, jakby uszła już z prawej dłoni. Z bólu Jezus aż się wzdrygnął i gwałtownie skulił nogi. Dwaj kaci podwiązywali powrozem ręce do poprzecznicy. Pewno czynili to nie po raz pierwszy, wiedząc że na postawionym krzyżu ciało nie utrzyma się długo jeno na samych gwoździach wbitych w ręce. Ciężar uwieszonego na krzyżu ciała mógłby łacno rozerwać ścięgna i kości rąk. Zaciskali mocno powrozy, owijając je kilkakroć wokół poprzecznicy. Ten, który przybijał ręce, zebrał nogi Jezusa, rozprostował je i przycisnął do odziomka, a potem podgiął lekko, ułożył jedną na drugą i jął przebijać je na wylot grubym gwoździem. Kiedy żelazo dotarło do drewna, stopy przeginać się poczęły, a całym ciałem Jezusa wstrząsały bolesne dreszcze. Palce rąk obejmowały krwawe gwoździe. Omdlał, stąd może nie czuł bólu i nie słyszał uderzeń młota i chrzęstu kości, kiedy wbijano Mu drugi bretnal w górną część stóp. Kaci jeszcze podwiązali Mu nogi do odziomka i stali teraz w kilku przy poprzecznicy, czekając, aż ocknie się z omdlenia.

Cicho było... Tak Jak w drodze na Golgotę szydzili z Niego i plwali nań, tak teraz posępnie milczeli. Słyszało się tylko przejmujący jęk Matki Jezusa...

Ocknął się i powiódł oczyma po stojących nad Nim legionistach. Wtedy ci wprawnie chwycili za poprzecznicę krzyża, jeden zaś nacelował koniec odziomka w przygotowany niegłęboki otwór.

Szybko unosili krzyż, podpierając go rękoma i popychając zaparte w dziurze drzewce. Ciało Jezusa wraz z podnoszeniem osuwało się wzdłuż krzyża, zaogniając zadane przy biczowaniu rany. Głową zaczął miotać na wsze strony. Ból narastający z każdą chwilą podnoszenia stawał się nie do wytrzymania. Jezus ostatkiem sił wyprężył się i na moment wsparł się na przygwożdżonych nogach, tak że krew z ran trysnęła na najbliżej stojących. A kiedy wyczerpany bólem obwisł na rękach, widać było, jak gwoździe, mimo powrozów, rwą, rozszarpują ciało. Znów omdlał... Legioniści wyprostowali krzyż i obkładali odziomek skalnym rumoszem i ziemią...

Ten krzyż, który leżąc na ziemi wydawał się małym, po podniesieniu – nagle zogromniał, rozpostarł się na całym niebie...

Ten krzyż wraz z umęczonym ciałem stał milcząco nad całym wzgórzem, tłumem, nad Jerozolimą, Zda się zajmował nieboskłon...

Niniejszy fragment pochodzi z książki „Niezłomny z Nazaretu”, wydanej w 1988 roku w Instytucie Wydawniczym PAX.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: