Leszek Dobrowolski (pierwszy z lewej) jego żona
Anna i syn Aleksander.
Zmarli z parafii Borowy Młyn
Stefania Stoltman z domu Bukowska córka Jakuba i Marty z d. Hapka - ur. 5 sierpnia 1926 r., zmarła 27 stycznia 2009 r, Pochowana została na cmentarzu parafialnym w Borowym Młynie
Wieczny Odpoczynek racz dać Jej Panie
Zmarli z innych parafii
Felicja Przewoska z Brus.
Poniżej publikujemy wspomnienie o niej autorstwa Janiny Głomskiej.
Pani Felicja Przewoska /ur.1919-zm.24.1.2009 /była długoletnim nauczycielem w Szkole Podstawowej w Brusach .
Klasę I b objęła jako wychowawczyni w roku 1961 i prowadziła przez 6 lat. Była wspaniałym wychowawcą i nauczycielem.
Uczyła nas w klasie I-III wszystkich przedmiotów. Od klasy IV następowały pewne zmiany przedmiotowe ,a wraz z nimi pojawiali się nowi nauczyciele. Jednak na prośbę dyrekcji i rodziców pani Felicja sprawowała nad nami dłuższą opiekę, ucząc j. polskiego i innych przedmiotów do klasy VI włącznie.
Nasza pani miała wiele zdolności, które przekazywała swoim wychowankom. To wybitny człowiek , można powiedzieć współczesna Siłaczka. Wszystkie jej lekcje to majstersztyk szkolnictwa polskiego. Ach ,co to była za polszczyzna. Każde zdanie miało swoją rytmikę ,tonację łacińską, akcent .Te lekcje to prawdziwa uczta duchowa dla oczu i słuchu i innych zmysłów.
Kiedy ją odwiedzałam ,będącą na zasłużonej emeryturze, nic się u niej w zakresie bycia człowiekiem przez duże C nie zmieniło. Doskonała pamięć, świetny język, życzliwe nastawienie do ludzi. I ta głębia spostrzeżeń ..Nie to nie jest do zapomnienia. Takich ludzi się nie zapomina.
Przez te 6 lat p. Felicja dała się poznać również jako wspaniały wychowawca, a nie tylko nauczyciel i pedagog.
Zawsze do lekcji przygotowana, sumienna i troskliwa o swoje szkolne dzieci. Pamiętam ją przy tablicy w sali lekcyjnej zwanej „Kurnikiem”/klasa niewielka gabarytowo, na strychu szkoły/ ,gdy wykładała j. polski, matematykę geografię ,czy botanikę .Czasem pochyloną nad wiszącą mapą, by swoim dzieciom przybliżyć Włochy-ot taki but na południu Europy. Tłumaczyła wszystko zrozumiale, z pasją ,z ikrą. Powtarzała ,jeśli była taka potrzeba. Na wychowaniu muzycznym grała nam na cymbałkach, tamburinie ,fortepianie-instrumencie ,który bardzo lubiła. Czasem przynosiła na lekcje radio, co było wtedy zupełną nowością. Była też nauka rytmiki. Zachęcała nas również do gry na instrumentach. Niektórzy skorzystali z tych zaproszeń ,grając w szkolnej orkiestrze, czy śpiewając w szkolnym chórze.
Oprócz zajęć lekcyjnych urządzała wycieczki –piesze, rowerowe i pociągiem.
Oglądaliśmy drzewo rosnące nieopodal szkoły i na jego podstawie poznawaliśmy tajniki sporządzania opisu. Odwiedziliśmy Orlik i klasztor ,w tym kaplicę oraz Raduń, gdzie zażywaliśmy kąpieli w tamtejszym jeziorze.
Na zajęciach z wychowania fizycznego ślizgaliśmy się na stawie, który udostępnił szkole prywatny gospodarz i ćwiczyliśmy różne figury gimnastyczne nawet w piwnicznych izbach szkoły. Były wyjazdy na olimpiady powiatowe, osiągnięcia…
Każda lekcja p. Felicji była wykorzystana do maksimum i w większości prowadzona jako konglomerat wiedzy z różnych dziedzin. Były to bardzo ciekawe lekcje. Pani uczyła nas przy tym kojarzenia faktów-ważnej umiejętności we wnioskowaniu. Nie było dłużyzn i niepotrzebnego balastu –wszystko odbywało się rzeczowo, logicznie, sumiennie.
Nasza klasa była dobrze wychowana, co jest też niewątpliwą zasługą naszej pani. Uchodziliśmy za najlepszą klasę w szkole pod względem nauki i wychowania i to od I do VIII klasy włącznie. Klasa była zwarta, solidarna ,zintegrowana ,życzliwa sobie i bliźnim.
Pani Felicja była też wieloletnim opiekunem biblioteki szkolnej. Oj, czytaliśmy wtedy książki. W młodszych latach chodziliśmy tam z panią całą klasą ,a w późniejszych latach już sami. Zawsze można było polegać na jej dobrym doradztwie w zakresie lektury szkolnej i nadobowiązkowej. A asortyment był szeroki-od książek historycznych, przez podróżnicze i przygodowe oraz inne..
Jej zasługi są przeogromne. Formowanie młodego człowieka wymaga wiele wiedzy, poświęceń i samozaparcia. Te cechy posiadała nasza wychowawczyni. Żyła szkołą i swoimi uczniami. Skrupulatnie poprawiała wiele naszych klasówek, zeszytów, dyktand. Cieszyła się z osiągnięć swoich dzieci, wykazywała też błędy. Odwiedzała nasze domy, rozmawiała z naszymi rodzicami. Ciągle komuś pomagała i to bez rozgłosu, bez sztukaterii, po cichu.
Można ją nazwać cichym bohaterem, człowiekiem o ogromnej erudycji i bogatym sercu, pracującą ciężko i wytrwale.
Będąc na emeryturze interesowała się swoimi uczniami i cieszyła się, gdy ją odwiedzali.
Była wybitnym nauczycielem, którego się nie zapomina. Wymagająca, twórcza, pomysłowa, o szczególnie wybitnym charakterze, wiele dająca z siebie, pracująca wedle biblijnej zasady „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”. To prawdziwy wzór nauczyciela i wychowawcy. Pani Helcia, jak ją wszyscy nazywaliśmy, miała swój wielki wkład w naszą edukację i kształtowanie postaw oraz osobowość. Nie bez kozery, ktoś kiedyś powiedział, że najmłodszym dzieciom potrzebny jest najmądrzejszy nauczyciel.
Ja miałam wielkie szczęście na taką mądrą i zacną osobę trafić. Chylę przed nią głowę. Była moim wielkim autorytetem z czasów szkolnych w Brusach. I tak już zostanie.
Dzięki Ci, Panie Boże za takiego wychowawcę i nauczyciela.
*
Janina Głomska okolicznościowe wiersze
Nauczyciel
A kiedy odchodzą w zaświaty nauczyciele
Ci formujący ciało i dusze
I kiedy człowiek uprzytamnia sobie
Ile w sobie z nich ma
Wtedy rodzą się dusze ogromne
Wtedy rodzi się miłość
Która niech zawsze trwa
Apostrofa do Pani Felicji
Tyle Ci, Pani Felciu ,zawdzięczamy
Te piękne krajobrazy i marzenia
Malunki słowem i dzielenie czuciem
Te harmonie muzyczne i ludzkie
Te przeogromne tabuny wrażeń
I tę miłość ,co góry przenosi
Przyjmij ten hołd od swych dzieci
Które w świat poszły ogromny
By nieść też kaganiec oświaty
I jak nas uczyłaś
By dążyć tam Gdzie jeszcze nie doszły
*
19 listopada 2008 roku w Stadthagen w Niemczech zmarł nagle podczas pełnienia obowiązku pracy, nasz kuzyn
śp. Leszek Dobrowolski syn Luby z d. Kułapińskiej i Aleksandra Dobrowolskiego.
Leszek urodził się… w Człuchowie, tu dorastał. Potem osiadł w Gdyni, gdzie się ożenił. Prze wiele lat pracował w energetyce cieplnej. W 1983 roku – w okresie stanu wojennego wyemigrował do Niemczech. Osiadł w Stadthagen tu podjął pracę w podobnym zakładzie, w którym był cenionym specjalistą od pomiarowania.
Nie stracił kontaktu z krajem, był częstym gościem w Polsce, gdzie utrzymywał kontakty biznesowe, a przede wszystkim rodzinne. W Człuchowie nadal mieszkała jego matka i liczni krewni. Ostatni raz widzieliśmy Leszka w czerwcu 2008 r. w Człuchowie podczas uroczystości (patrz zdjęcie) pogrzebowych Jego matki, która zmarła w mając i jest tu pochowana. .
Ciało Leszka po uroczystym nabożeństwie odprawionym w języku polskim przez polskiego kapłana spoczęła na małym cmentarzu katolickim w tym niemieckim mieście. W ostatniej drodze towarzyszyła mu liczna rodzina, żona, dzieci, wnukowie oraz krewniacy przybyli z Polski.
Spoczywaj w Pokoju.
Niech Ci ta niemiecka ziemia lekką będzie.