NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Gryf morduje polskiego oficera

[NG: 12]   Autor: Franciszek Wołoszyk - (liczba artykułów: 1)
Grób Józefa Gierszewskiego na cmentarzu przykościelnym w Borzyszowach.

Grób Józefa Gierszewskiego na cmentarzu przykościelnym w Borzyszowach.


Tablica pamiatkowa. Szkoła w Borzyszkowach.

 

Tablica pamiatkowa. Szkoła w Borzyszkowach.


 


Ku pamięci Bohatera...

Na horyzoncie życia w tej kaszubskiej części Pomorza pozostanie na zawsze, jako ciemna plama zamordowanie kapitana Ryś- Gierszewskiego.

Poznałem go osobiście kilka tygodni przed tragedią na zebraniu partyzanckim w nocy na pustkowiu koło wsi Dziemniany. Był to starszy pan, pełen energii, odważny oficer, rwący się do walki i pracy z zamiarem jak najlepszego służenia Polsce, zatroskany o jedność akcji partyzanckiej i o większe jej natężenie.

Spotkaliśmy się właśnie celem omówienia koordynacji działalności partyzanckiej. Bylem bardzo zadowolony z tego spotkania. Wyczułem w nim wartościową jednostkę w walce z okupantem. Zaimponował mi swoją postawą prawdziwego Polaka. To też wiadomość o zamordowaniu go, która nadeszła do mnie z pierwszego źródła i tej samej tragicznej nocy, przygnębiła mnie ogromnie.

Niespodziewanie zjawił się wczesnym rankiem w moim schronie podporucznik Soból - Jan Szalewski i Czarny (wg Sobola - Czarny to partyzant o nazwisku Wojciech Wirkus - red.), którego nazwiska nie pamiętam.
- Księże kapelanie, smutna wiadomość - rzekł Soból nie ukrywając wielkiego wzruszenia. Był blady i dolna warga drgała mu. Czarny cynicznie się uśmiechał.
- A co się stało?
- Kapitan Ryś nie żyje...
- Co? Jak to możliwe? Czyżby Niemcy napadli na schron?
- Nie, swoi... Został skazany na śmierć przez organizację Gryf i właśnie tej nocy wykonano wyrok. Kolega Czarny był świadkiem jego śmierci.
- Na miłość Boską nie rozumiem... Polacy zabili swego Rodaka? Polskiego oficera? W ukryciu? Ale za co? Czyżby coś zdradził Niemcom?
- Nie, nie Broń Boże! On był dobrym Polakiem!
- A więc za co, za co zamordowany ?
- Nie wiem księże kapelanie, może kolega Czarny zna więcej szczegółów, bo mieszkał z nim do ostatniej chwili.
Poczym Soból spuścił oczy, patrząc w ziemię.
Podejrzewałem, że wiedział wszystko, ale nie chciał mówić. Wyczuwałem nawet, że albo brał udział w owym sądzie, skazującym kapitana Rysia na śmierć, albo musiał być poinformowany o wszystkim.
Zwróciłem sie z kolei do Czarnego:
- Powiedzcie mi Czarny, dlaczego zamordowaliście go?
- To nie ja, proszę księdza kapelana, ja jedynie byłem świadkiem tego morderstwa. Przedtem mówiono, ze był kłótliwy, zbyt samodzielny, autorytatywny, i ze nie chciał podporządkować się organizacji. Dla mnie był zawsze przyjacielem i ojcem niejako.
- Więc byliście świadkiem tej zbrodni?
- Tak, proszę księdza kapelana. Dziś po północy do naszego schronu przyszło kilku uzbrojonych ludzi. Na dół nie zeszli, stanąwszy przed otworem do schronu, dawali mi znaki, bym wyszedł do nich. Nie wiedziałem jeszcze o co chodziło. Kapitan Ryś spał, pod poduszką miał zawsze nabitą broń- parabellum. Uzbrojeni przybysze rozkazali mi rozbroić go. Zszedłem więc ostrożnie z powrotem do schronu, wyciągnąłem jego broń spod poduszki i wyniosłem na wierzch, oddawszy ją im do rąk. Wtedy trzech z nich natychmiast wskoczyło do schronu. Jeden z ręcznym karabinem maszynowym, drugi z teczką, a trzeci miał zwykły karabin w ręku. Zszedłem za nimi. Zbudzili kapitana, który zerwał się ze snu przerażony, zobaczywszy obcych uzbrojonych ludzi przy swym łóżku. Sięgnął po broń pod poduszkę... I wówczas ten z teczką wyszukał jakieś pismo i odczytał wyrok, skazujący Rysia na karę śmierci przez organizację Gryf. Wyrok nie był umotywowany. Kapitan Ryś śmiertelnie blady zaczął błagać o życie: „Rodacy co robicie? Jestem niewinny ! To pomyłka, to intryga... ja wiem kto czyhał na moje życie! Wiem komu byłem w drodze... Nie zabijajcie mnie , mnie polskiego oficera..., darujcie mi życie ... mam rodzinę... ja chcę tak jak wy wojnę przeżyć... Zaterkotał krótko karabin maszynowy... i dalsze słowa kapitana urwały się w krtani... Przechyliwszy się do przodu, wypadł z łóżka na ziemię... Dookoła niego rozpłynęła się duża kałuża krwi...
Po tym opowiadaniu, z którego odniosłem wrażenie, iż „Czarny” brał udział w spisku na życie kapitana nastąpiło dłuższe milczenie. Na twarzach moich żołnierzy był widoczny smutek i przygnębienie.
- Byliście więc Czarny - powiedziałem - wspólnikiem zbrodni! Zdradziliście wiernego przyjaciela, który poprostu ojca wam zastępował! Przyjaciel spał, a wy czekaliście na przyjście jego morderców, pozostawiając otwarte drzwi do schronu. Normalnie na noc zamyka sie schron pokrywą. Należało przed nocą ostrzec kapitana i odejść z nim w inne lasy. Ubyło wam w walce z wrogiem dzielnego oficera, zabiliście dowódcę, a wiadomo, że rozpaczliwie brak nam oficerów. Zdradzić przyjaciela to rzecz podła Obowiązkiem waszym było choć z narażeniem własnego życia nie dopuścić do zamordowania go. Bóg za to karać będzie. A dla organizacji Gryf jest to wieczna plama, która nigdy nie będzie wymazana z jej historii. Organizacja mordując swych braci w ukryciu zostanie potępiona przez historię Wolnej Polski. Gdy nadejdzie upragniona wolność, wstyd każdemu przyznać się będzie, iż był członkiem morderczej organizacji. Niewinna krew spadnie na ich sumienie.

Kilka miesięcy później Czarny zginął w bunkrze, zabity przez policję niemiecką.
Sędziwy pułkownik ks. J. Wrycza (Prezes RN Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski” - red.) dowiedziawszy się o tej zbrodni zerwał całkowitą łączność z Gryfem, a mnie polecił spisać szczegóły morderstwa, celem zachowania ich na okres powojenny.

Osobiście również odżegnałem się od wszelkiej współpracy z organizacją, która bezprawnie mordowała swych rodaków.

Co by było, gdyby każda z istniejących wielu organizacji leśnych, stworzywszy sobie własny sąd wojenny, skazywałaby na śmierć niewygodnych, konkurencyjnych w pracy dla Polski - rodaków, zamiast łączyć wszystkie wysiłki i wspólnie bić wroga. A do tego celu dążył zamordowany kapitan Ryś.

Wyrok śmierci wydany przez organizacje Gryf na polskiego oficera, rwącego się do walki z wrogiem Ojczyzny, świadczy o niedojrzałości charakteru tych, którzy zdecydowali się na tak haniebny czyn. Zaimponowała im władza oparta o rewolwer w kieszeni...

* Niniejszy fragment pochodzi z książki ks. Franciszka Wołoszyka zatytułowanej „Ogień i łzy” wydanej w 1982 roku w Detroit w wydawnictwie - Prindet in Canada Michigan. Autor ps. „Konar” w latach okupacji był kapelanem oddziałów Gryfa działających przede wszystkim na terenie Zaborów i Goch.

W dzień Święta Niepodległości 2001 roku w Konarzynach w gminie Stara Kiszewa z udziałem ks. Bp. – Ordynariusza Diecezji Pelplińskiej prof. Jana Bernarda Szlagi i władz powiatu kościerskiego odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej ku pamięci niniejszego bohatera – ks. Franciszka Jana Wołoszyka – generała brygady.

**
W czerwcu 2003 roku przypada 60 rocznica śmierci Józefa Gierszewskiego „Rysia” – komendanta wojskowego TOW „Gryf Pomorski”, podstępnie zamordowanego w niewyjaśnionych okolicznościach i z miejasnych do dziś motywów.
Śmierć z rąk „swoich” dosięgła go w bunkrze położonym w okolicach leśnictwa Dywan i jeziora o tej samej nazwie, leżącego pomiędzy Sominami a Trzebuniem (dzisiaj na terenie gminy Dziemniany). Dzisiaj miejsce te upamiętnia okolicznościowy obelisk. Natomiast grób Komendanta znajduje się na przykościelnym cmentarzu, w jego rodzinnej parafii w Borzyszkowach.
Chcąc uczcić Tego Bohaterskiego Syna Gochów; urodzonego i wychowanego w Prądzonie, wsi w parafii Borzyszkowskiej – Redakcja nasza ogłasza rok 2003 Rokiem Pamięci Józefa Gierszewskiego.
W związku z tym w tegorocznych numerach „NG” publikować będziemy materiały dotyczące jego życia, a zwłaszcza jego działalności bojowej w szeregach TOW „Gryf Pomorski. W głównej części będą to materiały (dotąd nie publikowane), które zostały przygotowane i przedstawione na sesji popularno - naukowej jaką w 1984 roku zorganizowali w Lipnicy i Borzyszkowach: Władysława Spiczak Brzezińska, Zbigniew Studziński i Zbigniew Talewski wraz z członkami oddziałów ZK-P w Lipnicy i Słupsku.
Tymi publikacjami pragniemy nie tylko uświetnić i przybliżyć - zwłaszcza miejscowej młodzieży z naszego Regionu - Postać tego dowódcy i partyzanta kaszubskiego, ale także treścią tych publikacji pragniemy dać odpór, nieudokumentowanym niczym zarzutom jakie od dłuższego czasu, pod adresem nie tylko Józefa Gierszewskiego, ale i niedawno zmarłego - Aleksandra Arenta - jednego z ostatnich komendantów „Gryfa” a po wojnie współzałożyciela Zrzeszenia Kaszubskiego i jego pierwszego prezesa – wysuwa grupa „aktywistów skupionych wokół panów: Stanisława Ucińskiego, Romana Dambka i innych. Do tego grona naprawiaczy historii pomorskiej dołączył redagowany pod kierunkiem pani red. Magdaleny Gwiazda - wejherowski miesięcznik regionalny „Panorama wejherowska”. Z – nr 15 tego pisma, z września 2001 roku - z niepodpisanego przez autora artykułu pt. „Por. Grzegosz Wojewski...” możemy się dowiedzieć, że – cytuje - „Grzegosz Wojewski... W lutym 1943 roku. decyzją Rady Naczelnej, w imieniu której nominację podpisał twórca i Dowódca „Gryfa Pomorskiego” por. Józef Dambek, został powołany na stanowisko Komendanta Naczelnego (pionu wojskowego). Dotychczasowy Komendant Naczelny (pionu wojskowego ) Józef Gierszewski ps. Ryś został odwołany z tego stanowiska za zdradę „Gryfa” i kontakty z Gestapo. Inżynier Grzegosz Wojewski został doceniony przez Dowódcę „Gryfa” por. Józefa Dambka za szczególną postawę patriotyczną w dotychczasowej działalności, za wybitne kwalifikacje wojskowe, organizacyjne, za perfekcyjną znajomość języka niemieckiego oraz za sukcesy konspiracyjne w organizacji „Polska Żyje”...
Niewątpliwie, co do tego nie mam podstaw by nie wierzyć, że inż. Grzegosz Wojewski był dobrym żołnierzem i konspiracyjnym dowódcą, ale nie pozwolę na to by bez żadnych udokumentowanych faktów nazywać Józefa Gierszewskiego, równie jak G. Wojewski dobrego żołnierza i patriotę – zdrajcą.
Chciałbym się przy tej okazji zapytać, czemuż to Was m.in. ww. „badaczy” nie zainteresuje w pierwszym rzędzie historia nie podporządkowania się Józefa Dambka, rozkazowi Prezesa płk. J. Wryczy i nie zniszczenie przez niego ewidencji członków „Gryfa” i skutków jakie ta niesubordynacja przyniosła, a także jego podejrzanymi kontaktami z konfidentem Gestapo - Kaszubowskim, z którym przebywał do chwili swej śmierci w kryjówce pod Sikorzynem w pow. .kartuskim.....
Dlaczego to - Panie i Panowie nie podejmujecie trudu by wyjaśnić tła osobistych animozji Dambka z Gierszewski chociażby na tle rywalizacji o „względy pań, kandydatek na komendantkę służby pomocniczej” itd..
Także na marginesie tej sprawy chciałoby się rzec "fe panie panowie... czemu tak bardzo zajmujecie się nami - Za - Borakami i Gochami...? Czy nie należałoby nasamprzód uporządkować swoją nordową historię. Jestem pewien, że w niej nie doszukacie się tyle co u nas narodowych - polskich, patriotycznych i literacko twórczych akcentów jakimi my możemy się poszczycić, a zaistniałych ku chwale „Naszonkej Kaszebizny” i Polski..."
Niewątpliwie... także i w naszej historii nie brak również nie do końca chlubnych zdarzeń, ale cóż... „gdzie drwa się rąbie lecą także wióry" !!!
/tz/


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: