NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

„Klëka” - 70 lat później

[NG: 41]   Autor: Sławomir Cholcha - Luzino (liczba artykułów: 13)

Dwa tygodnie przed Wielkanocą, w niedzielę 26 marca 1939 r., czyli 70 lat temu, ukazał się ostatni, trzydziesty numer wejherowskiego tygodnika „Klëka”. Warto o niej pamiętać, bo było to pierwsze w historii samodzielne polskie pismo w tym mieście. Niemal od początku drukował je słynny wejherowski drukarz Alfons Pater.

Z datą 8 grudnia 1937 r. wyszła pierwsza, czterostronicowa „Klëka”. Ogłaszała takie m.in. zadania: „podtrzymanie i pielęgnowanie naszych pięknych obyczajów i tradycji”, „wyrugowanie z tego regionu wszelkiego elementu mniejszościowego z wszelkich dziedzin życia społecznego i gospodarczego” i „wypisanie na sztandarze każdego Kaszuby hasła »Bóg i Ojczyzna«”. Ostatnie dwa podano większą czcionką i one też skupiły uwagę redakcji.
Założycielami „Klëki” byli wejherowianie: Franciszek Schroeder (1911-1990), urzędnik i lokalny polityk, narodowiec i antysemita, Paweł Szefka (1910-1991), nauczyciel muzyki i literat amator, oraz Konrad Ponka i Zygfryd Kreft. Na pewno najważniejszy był ten pierwszy, pisał dużo i prowadził stałe rubryki pisma, w tym cykl Kaszebskij radeljôn [tj. radio] pleszcze..., w którym omawiał aktualne wydarzenia i publikacje.
„Klëka” miała być dwutygodnikiem. Dość szybko wydano 4 numery i... zaczęły się tzw. schody. Wówczas burmistrz Wejherowa Teodor Bolduan przyznał pismu spore pieniądze, dzięki którym „Klëka” wychodziła przez cały rok. Zamiast dwutygodnika była „półmiesięcznikiem”, dopiero na początku 1939 r. przyśpieszyła i stała się tygodnikiem, ale żywot jej zakończył się właściwie już po czterech takich numerach. Ten marcowy był piątym - „pośmiertnym”.
W początkach 1938 r., po odejściu Szefki, „Klëkę” uratował Leon Roppel (1912-1978), wówczas student w Krakowie. Pisał listy do redakcji, wartościowe artykuły historyczne i kaszubskie nowelki jako „Piętów Tóna”. Zbiór jego opowiadań Na jantôrowym brzegu ukazał się przed samą wojną jako samodzielne wydawnictwo, sponsorowane i reklamowane przez „Klëkę”, i... spłonął na wejherowskim rynku po wejściu Niemców.
Ofiarnymi współpracownikami „Klëki” byli też: literat amator Jan Ryszard Rąbca (1913-1978), który publikował w nim szkice o Wejherowie, artyści plastycy Łucjan i Edward Ogórek, ten drugi także pisarz, oraz poeta ze Lwowa Jerzy Bandrowski, brat sławniejszego Juliusza Kadena. Poświęcił on swe pióro morzu oraz gościnnemu miastu, o którym stworzył cykl wierszy Wieczór Trzech Króli w Wejherowie.
„Klëka” miała być pismem kaszubskim, chociaż chciała Kaszubów wiązać z Polską i zwalczała plany regionalnych „separatystów”, czyli zrzeszińców. Pisała bardziej zrozumiałym językiem kaszubskim, stopniowo też z niego rezygnowała. Miała bardzo duże problemy z pisownią kaszubską, która nie była wtedy ustalona, np. takie słowo jak „morze” pisano po kaszubsku na kilka sposobów: „muerze”, „młorze”, „młerze”, a nawet „mjerze”!
Oprócz konkurencyjnych działaczy kaszubskich zwalczano też Niemców, bolszewików, masonów i Żydów, których w Wejherowie było najwyżej 200. Bardzo wiele farby drukarskiej poszło na demaskowanie rzekomych spisków masońsko-żydowskich. Atakowali je F. Schroder i E. Ogórek, pokpiwali sobie J. R. Rąbca i L. Roppel, drukowano też artykuły z innych pism narodowych i katolickich, słowem „używano” sobie na Żydach bez ograniczeń. Pisano np. tak: „Nic więc od żyda, nic dla żyda, nic przez żyda, ale wszystko bez żyda.” Było to przy okazji „bramki samobójczej”, bo przez niedopatrzenie wydrukowano raz w piśmie reklamę żydowskiej firmy!
Przeglądając rocznik 1938 „Klëki” (jedyny pełny: 23 numery), widzimy, że pismo stopniowo robi się coraz ciekawsze. Osiągnęło objętość 12 stron, miało kolorową okładkę, sporo zdjęć i reklam, publikowało czasem ciekawe materiały publicystyczne i folklorystyczne oraz wartościowe utwory literackie. Zdjęć dostarczał Jan Konrad Kotłowski (1912-1972) z Luzina, pisał też o tańcach kaszubskich i dożynkach, a potem dał fotoreportaż z kaszubskich dożynek w Gdyni Cisowej. Poezje natomiast tworzyli głównie okoliczni grafomani. Bardzo płodnym wśród nich był Józef Ceynowa (1905-1991) z Połczyna, którego 6-częściowy poemat kaszubski Rzeź Kaszëbów w Gduńsku ciągnął się do ostatniego numeru pisma.
Oprócz częstej w piśmie radosnej twórczości „Klëka” drukowała też kaszubską klasykę: utwory ks. Leona Heykego, Aleksandra Majkowskiego, Franciszka Sędzickiego, ks. Bernarda Sychty i Floriana Ceynowy. O Ceynowie wiele pisał Roppel, omówił on też m.in. postać zmarłego wtedy Majkowskiego, pisał o kaszubskim „śpiącym wojsku”, poruszał temat zagrożenia niemieckiego. Zaś słynną Balladę o Mistrzu Berkanie i Trzech Pomorskich Żupanach Majkowskiego przygotował do druku inny współpracownik pisma Klemens Derc, powojenny działacz teatralny, którego nazwiskiem też ją pomyłkowo podpisano!
Sporo wysiłku kosztowało zapewnienie gazecie podstaw finansowych. Apelowano o prenumerowanie pisma, reklamowano je na wiele sposobów (nawet wierszem), uruchomiono też łańcuszek wpłat na „kaszubskie dzieło prasowe”, jakim miała być „Klëka”. Nie dało to spodziewanych efektów, a nieprzemyślane przyśpieszenie rytmu ukazywania się pisma na początku 1939 r. oraz plan wydania opowiastek L. Roppla wykończyły je do reszty. Projektowany „Tygodnik Wielkiego Pomorza” był mirażem redaktora Schroedera, który pod koniec już prawie sam prowadził „Klëkę”, a nie było wtedy komputerów czy internetu. Redakcja nie miała nawet telefonu, a przez większą część swego żywota mieściła się w domu redaktora naczelnego.
W popularnej opinii „Klëka” padła głównie z powodów ekonomicznych, ale swoje zrobił też brak doświadczenia redaktorskiego i talentu literackiego autorów. Pismo nie stworzyło żadnego środowiska, nie miało pozytywnego programu i grało popularne melodyjki, w większości na „nie”. Na plus „Klëce” można zapisać część informacyjną, fragmenty folklorystyczne, kilka rozprawek Roppla i opublikowane materiały źródłowe. Pierwsze samodzielne dzieło wejherowskiej inteligencji piszącej jest też historią ruchu kaszubskiego. Jego lektura może nadal skłaniać do bogatych spostrzeżeń i refleksji. Po wojnie, którą przeżyli w zasadzie wszyscy autorzy „Klëki”, nie wznowiono pisma. Każdy działał na własny rachunek, zaś w Wejherowie zaczęła wychodzić pogardzana przez nich „Zrzesz Kaszëbskô”, z którą naczelny Schroeder (po wojnie: Szreder) nawet współpracował! 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: auto giełda Warszawa Odżywki dla sportowców niskie ceny, duży wybór