Po wkroczeniu Niemców na GOCHY, tu podobnie jak na całym Pomorzu , w pierwszych dniach rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania „gorliwych” Polaków. Szukano wszystkich, którzy patriotyczną postawą narazili się najeźdźcom, a także wszystkich obywateli aktywnych w życiu społecznym. Poszukiwano urzędników, nauczycieli, księży, członków Polskiego Związku Zachodniego i organizacji paramilitarnych...” W szkole – wspomina Bolesław Machut – hitlerowcy już na samym początku zniszczyli portrety dostojników państwowych, pisarzy, pastwili się nad każdym śladem polskości, zdeptali bibliotekę szkolna, połamali krzyże...”
Machut ukrywał się przez pewien okres u Hapków koło Lipnicy i kiedy wykryto bunkier, uciekł do Leśna. Niebawem i tam wytropili go Niemcy. Znalazł się w Stutthofie.
Z kolei kiedy to powrócił z ucieczki do swego domu w Lipnicy ze swą rodziną Cholewiński, przyszli do niego gestapowscy i bezlitośnie się nad nim znęcali, pobili i zmasakrowali go.. Zarzucali mu działalność w patriotycznych organizacjach. Po pewnym czasie do domu Cholewińskich przyszło ponownie dwóch esesmanów z Bytowa. Powtórzyli masakrę. Po kilku miesiącach Cholewiński został aresztowany i przez dłuższy okres przebywał w więzieniu chojnickim. Stąd trafił do obozu w Stutthofie, a następnie do Oświecimia. W obozie tym został zamordowany 1 listopada 1943 roku
W przeddzień aresztowania Cholewińskiego, do jego mieszkania przyszedł miejscowy volksdeutsch i radził mu uciekać. Podobnie postąpił inny volksdeutsch, Erlich z Gliśna, który powiedział mu, żeby uciekał, gdyż w nocy zostanie zabrany do wiezienia. Erlich dowiedział się o tym od Glomba, gestapowca z Bytowa, tego, który pracował na niemieckim przejściu granicznym w Rekowie. Cholewiński nie wierzył. Aresztowano wtedy więcej osób, m.in. ukrywającego się u krewnych w Lipnicy sędziego Gliszczyńskiego z Modziela /został zamordowany/, sekretarza Gruba z Lipnicy /został zamordowany w Stutthofie/ i Borzyszkowskiego, sędziego z Chojnic przebywającego u rodziny w Kiedrowicach /przeżył/.
Po powrocie z ucieczki nauczyciel Jan Wera z jednoklasowej szkoły w Osusznicy, otrzymał polecenie zgłoszenia się do gestapo w Chojnicach. Nauczyciel bał się tam pojechać i udał się po radę do swego kolegi Rohde z Upiłki. Niemiec ten odmówił poręczenia. Natomiast Niemiec Scheel z Lipnicy nie radził zgłaszać się w gestapo. Nauczyciel przy jego pomocy zameldował się na swoim gospodarstwie kupionym przed wojna i tam pracował jako rolnik przez całą okupacje.
Jan Wera posiadał dwa odbiorniki. Jeden oddał Niemcom, a drugi ukrył i wykorzystywał. Słuchał radiostacji zachodnich. Ktoś musiał o tym donieść Niemcom, bo jak córka Wery była u Scheela ten powiedział jej „wy macie radio”. Dziewczynka się wyparła. W ten sposób jednak Scheel ich ostrzegł – radio usunięto. Wkrótce też przyjechali żandarmi i bezskutecznie poszukiwali radioodbiornika. Scheel nie robił niczego za darmo. Chętnie brał wynagrodzenie za udzielaną pomoc Polakom, a szczególnie jego brat Bruno.
Po kilku tygodniach panowania niemieckiego do Lipnicy przyjechał Bronisław Główczewski, syn gospodarza, który przed wojna sprzedał swoją posiadłość i wyprowadził się do Bydgoszczy. Główczewski uważał, iż tutaj, wśród znajomych łatwiej mu będzie się ukryć. Niedługo jednak cieszył się życiem. Niemcy złapali go w czasie obławy koło Kiedrowic i na miejscu rozstrzelali. Zwłoki przywieźli następnie do Ośrodka Zdrowia w Lipnicy – na rozpoznanie.
W Lipnicy ofiarą niemieckiego terroru padli również: Marian Gembara, urzędnik /zginął w 1940 roku Stutthofie/; Stanisław Januszewski /zginął w Stutthofie/; Maksymilian Repka /zastrzelony 17 marca 1944 roku w Brodach koło Brus, podczas ucieczki/. Jako partyzant zginął też rolnik Stefan Gierszewski z Prądzony. Rodzinę Franciszka Kabuna z Lipnicy wyrzucono z gospodarstwa i umieszczono w obozie w Potulicach, ponieważ odmówiła podpisania volkslisty. Podobnie postąpiono z Drostami z rodziną Andrzeja Kiedrowskiego i innymi.
Niedaleko od Lipnicy, w Zapceniu, aresztowano Izydora Tyborczyka - urzędnika celnego. Zginął 25 lipca 1941 roku w obozie Mauthausen-Gusen. Rolnik Bernard Bukowski zginął w 1943 roku jako partyzant w lesie koło Gliśna. Kazimierz Talaszka – nauczyciel z Prądzony- zamordowany został w 1939 roku koło Jarcewa niedaleko Chojnic, a Aleksander Bukowski wywieziony z Prądzony 4 listopada 1939 roku zginął bez śladu.
Jako żołnierz Wojska Polskiego w walkach we wrześniu 1939 roku zginęli mieszkańcy Lipnicy: Jan Borzyszkowski /rolnik/ i Józef Wera /rolnik/ oraz Józef Kiedrowski, a z Prądzony – Wnuk-Lipiński, natomiast z Zapcenia – Michał Ratz, nauczyciel /zginął w Grudziądzu/. Z tej samej miejscowości kupiec Paweł Wera zginął w czasie prowadzenia zwiadowców Armii Radzieckiej.
Na pewno nie są to wszyscy zamordowani i polegli mieszkańcy Gochów. Lista jest znacznie dłuższa.
We wrześniu 1982 roku w 43 rocznice napaści Niemiec na Polskę w Borzyszkowach wzniesiono pomnik upamiętniający wszystkich pomordowanych Kaszubów na Gochach. W pobliskich Borzyszkowach, które Niemcy w 1912 roku i jeszcze w latach czterdziestych nazywali Boriskowo, panował zawsze duch polski. W 1942 roku Niemcy postanowili zatrzeć słowiańskość tej miejscowości i zgermanizowali jej nazwę, zmieniając na Bergfrid. Kaszubi jednak zawsze żyli nadzieją powrotu do Polski. / cdn. /