/wg zapisu Lecha Bądkowskiego/
Był sobie prosty poczciwy Kaszubek, który nagle popadł w kolizje z prawem z przyczyny, o którą, według prezentacji, trudno byłoby go podejrzewać. Oto do sądu wpłynęła na niego skarga o alimenty na dziecko spłodzone w związku pozamałżeńskim. Zanim doszło do rozprawy, wpłynęła druga- od innej kobiety, z przeciwnego krańca powiatu. Sędzia Karnowski nie spieszył się, dawał sobie czas, zresztą w tamtych latach, po pierwszej wojnie światowej, i w tamtych wioskowych stronach nikt za często na kalendarz nie spoglądał. Zatem zdążyła wpłynąć skarga trzecia.
Zaniepokojony sekretarz chojnickiego sądu zwrócił się do pana sedziego, żeby wreszcie wyznaczył termin rozpraw. Karnowski poprzedniego wieczoru zabawił się kielichem w zacnej kompanii i tego dnia głowa dokuczała mu okrutnie.
– Zaczekajmy, zaczekajmy – powiedział – Skoro mamy już trzy baby, może jeszcze czwarta się zgłosi. I po co mielibyśmy każdą sprawę rozpatrywać oddzielnie, kiedy najpewniej podobne do siebie jak krople wody? Bab kilka, ale majster jeden. Zbierzmy ich do kupy.
– Na jednym posiedzeniu on tego nie załatwił – zauważył sekretarz.
– On nie, ale my załatwimy. Tylko trochę jeszcze poczekajmy.
Rzeczywiście, w niedługim czasie wpłynęła nie tylko czwarta, ale piąta i wreszcie szósta skarga. Pół tuzina. Oberwanie chmury. Znękany kolejną bibką, pan sędzia uległ w końcu naleganiom sekretarza i wyznaczył termin. Jeden. Stawiły się wszystkie poszkodowane oraz winowajca. Karnowski od dawna już zwrócił uwagę na fakt, że ofiary miłosnego przeniewierstwa pochodzą z różnych i odległych od siebie kątów Chojnickiego, co zresztą z pewnością poczciwemu Kaszubkowi ułatwiało uwodzicielski proceder.
– Jak ty to robisz, Nastku – zapytał Wysoki Sąd wielce zaciekawiony – że tak fruwasz z kwiatka na kwiatek po dalekich łączkach?
– A bo ja kupiłem rower – z dumą odpowiedział pozwany.
Rozprawa odbyła się z towarzyszeniem płaczu i pisku niemowląt, które każda matka przyniosła ze sobą jako nieodparty dowód winy Nastka. On zresztą niczemu nie zaprzeczał, raczej szczycił się swą działalnością objawioną światu. Natomiast martwił się pan sędzia: wiedział, że zaspokojenie słusznych i choćby najskromniejszych żądań wszystkich sześciu kobiet było niemożliwością, bo sprawca dzieła po prostu z czego nie miał płacić tylu pieniędzy.
– Słuchaj, Nastku – przemówił do jego rozsądku. – Wybierz jedną z nich, a wszyscy widza, że masz z czego wybierać, i ożeń się z nią. Jak zostanie twoją żoną, to będziesz miał o jedną mniej do płacenia.
– Nie panie sędzio – twardo odrzekł Nastek. – Żadna z nich nie widzi mi się za żonę. Ja mam inną upatrzoną.
– Co, siódmą?
– Niech będzie, że siódmą. Ona – Nastek krągłym ruchem uwypuklił swój brzuch - też jest tak daleko.