| |
PożegnaniaW cyklu: Z żałobnej karty (liczba artykułów 18)[NG: 02] Autor: Zbigniew Studziński - (liczba artykułów: 25)Tu mnie na lakach pochnol kwiat Slowa tej kaszubskiej piosenki, która śpiewalem (i gralem) w zespole "Gochy", towarzyszą mi zawsze wtedy, gdy jadąc z Wiela zbliżam się do Lipnicy. Nie żałuje żadnego dnia przeżytego na Gochach. Na każdym kroku spotykała mnie tu życzliwość i sympatia, którą doświadczam i dziś. Kiedy kolega Zbigniew Talewski zapropomował mi rubrykę w czasopiśmie Naji Goche przed oczami stanęły mi setki spotkanych w ciągu 25 lat w Gochach ludzi ,przeżyc, doznań, wzruszeń. O czym pisać od czego zacząć ?, ale jak mówił jeden z moich kolegów z Lipnicy: „ jak nie wiesz od czego zacząć, zacznij od początku"!!! Dlaczego tak uczynić a dlatego chociażby jak mawia Czesław Miłosz, że „....nasze życie nie jest zbiorem dat. / nasza biografia to zmyślenie ...” Czy obaj mają w tym względzie rację? Nie mniej gorzką prawdą jest, że co rusz odchodzą od nas bliscy, krewni, przyjaciele i znajomi. Niedawno pożegnaliśmy w Lipnicy naszych dwóch muzykantów z lipnickiego Zespołu Gochy: Stanisława Szypryta i Jana Pasiekę. Niewątpliwie z ich śmiercią zakończył się w historii tego Zespołu pewien etap. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. i jest to prawda . Nie ma także ludzi o takich samych osobowościach, przykładem na to byli niewątpliwie śp.Druchowie Szypryt i Pasieka, każdy z nich coś innego pozostawił po sobie nie mniej obaj zasługują na równą naszą wdzieczną pamieć. Dziś już z niejakiego dystansu patrzę na ich postawy życiowe na to co po sobie pozostawili. Stasiu Szypryt był człowiekiem łagodnym, dobrodusznym, życzliwym, a nadane mu przezwisko „Szyprytek” samo za siebie mówiło, że był nie lada komediatem, fibrykusem i żartownisiem. Nigdy przy tym żle nie mówił o ludziach o swych znajomych czy sasiadach a przy tym był zawsze gotów do niesienia pomocy. A pomagał dużo bo był obdarzony niezwykłymi i rozlicznymi umiejętnościami, które były zwłaszcza przydatne wczasach PRL-u, szczególnie w latach siedemdziesiatych, kiedy to nie było rzemieślniczych – prywatnych zakładów usługowych. W tym to czasie nieodzowny Stasiu potrafił naprawić prawie wszystko co się popsuło w gospodarstwie domowym – łącznie z pralką marki Frania, także naprawiał zarówno rowery jak i ciagniki. Prawie regułą było, że za te usługi nie brał on pieniedzy stąd... rewanżowano mu się w "innej" formie. Pan Bóg nie poskopił mu zwłaszcza talentu muzycznego. Akordeon w jego ręku po prostu śpiewał. To on został w utworzonym przez panią Zofie Cieślińską pierwszym najważniejszym grajkiem.Moje muzykowanie na skrzypkach podczas wspólnych prób nabierało zupełnie innego niż to bywało w innych okolicznościach brzmienia. Moje skrzypce porywane mistrzostwem akordeonu Stasia wydawały wiele bogatsze i piękniejsze dżwięki. Póżniejsza choroba nie pozwalała mu tak często uczestniczyć w próbach. Nie można było już na niego liczyć a zwłaszcza wtedy kiedy zespół wyjeżdzał na występy. Wówczas denerwowaliśmy się wszyscy od kierowniczki pani Agnieszki Cyrowej do Jana Pasieki, który pewnego dnia bardzo mocno zareagował na jego spóznienie spowodowane jego prywatnymi występami w miejscowym barze, ale cóz ta choroba stała się silniejsza od niego. Z kolei Jan Pasieka śpiewał i grał w Gochach na diabelskich skrzypcach. Nie był tak muzycznie utalentowanym jak Stanisław Szypryt, ale nie miej niż on ukochał nasze kaszubskie pieśni i muzykowanie. Stąd pokochał cały nasz zespół a na poniedziałkowe próby czekał zawsze z ogromnym utęsknieniem. To on przygotowywał salę do prób, na nasze przyjście było w niej zawsze czysto i ciepło to on w gronie członków zespołu tworzył specyficzna, przyjacielska atmosferę. Nikomu z nas nie przeszkadzał jego w „lufce” wiecznie palący się papieros. Był on przy tym obowiazkowy, skrupulatny i aż do pedanterii uczciwy , co niektórzy uznawali te jego walory za swoiste dziwactwo. Dom Strażaka miejsce naszych prób i spotkań traktował jak własną checz. Dbał o jego doposażanie o jego estetyke. Przy tym uczciwie i mądrze zarzadzał kasą i wpływami za wynajem sali a uzyskiwane w ten sposób pieniądze umiejętnie zagospodarowywał. Drugą jego pasją była działalność w Straży Pożarnej. Z tych obu działalności tj. jako członka zespołu Gochy i straży pożarnrej słynął w Lipnicy i okolicy stąd to znany był powszechnie jako Pasieka i mało kto nawet wiedział iż miał także imię... Jan. Nawet jego żona pieszczotliwie przy wszystkich nas zwracała się do niego – „Pasieka przynieś to czy tamto...”. Na koniec powrócę do postawionego już pytania czy ktoś ich dzisiaj zastąpi? Oczywiście dosłownie jest to niemożliwe, ale na pewno to co po sobie pozostawili zaowocuje a osobisty ich przykład zwłaszcza na rzecz ich zaangażowanych obywatelskich postaw na pewno będzie wzorem. Przypomnę, że obu łączył zespół Gochy, obu w działaniach łączyła miłość do swojej wsi i ludzi a przede wszystkim do ich rodzin. Obaj byli przykładnymi ojcami i mężami. Obaj wykształcili i wychowali swoje dzieci na porządnych ludzi . Obecność tylu mieszkańców gminy na ich pogrzebach świadczyła, że cieszyli się szacunkiem nie tylko w Lipnicy, ale w całych Gochach. Słowem niewątpliwie zasługują na naszą pamieć !!! |

![Zbigniew Studziński []](/foto/autorzy/40.jpg)