Latarnia w Czołpinie w krainie Słowińców.
Widok z latarni na Wydmę Czołpińską.
Polacy okresu staropolskiego widzieli w morzu jedynie obcą i groźną potęgę; która uosabiała niebezpieczeństwo i wzbudzała lęk. „[...] –Sroższe jest morze niżeli bój krwawy [...]” pisał w 1662 roku Marcin Borzymowski.
Przez długi czas tylko u nielicznych poetów i prozaików pojawiają się motywy marynistyczne, wyrażone zresztą w formie nieporadnej, i prymitywnej. Twórcy ci często, pisząc o morzu, nie widzieli go nigdy i tworzyli z wyobraźni. Sam motyw latarni morskiej spotykamy szczególnie rzadko. Ale na przykład w utworach Jana Kochanowskiego (1530 - 1584), który poznał zarówno Bałtyk jak i Morze Śródziemne, można spotkać wiele ciekawych pojęć z zakresu żeglugi i wiedzy nawigacyjnej. Między innymi znamy również wzmiankę o latarni morskiej (Fragment):
Uskrom z łaski swej morskie nawałności,
A podnieś ogień portu zbawiennego:
Na który patrząc moglibyśmy tego
Morza chytrego zdrady
Przebyć bez wszelakiej wady,
A odpoczynąć po tym żeglowaniu.
Jedną z najciekawszych i najpoważniejszych pozycji literatury pamiętnikarskiej wśród szesnastowiecznych relacji pielgrzymów do Jerozolimy jest obszerny pamiętnik księcia Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, zwanego -„Sierotką”. Pod datą 19 października 1583 roku czytamy:
Nazajutrz tłukliśmy się cały dzień między Rodisonem [wyspą Rodos] a insułą Carpathos, po włosku Scarpanto (gdzie poetowie bają, że Pallas się urodziła i wychowana była), więc że patron nie wiedział położenia koło insuły, przystąpić nie śmiał, aby się nawa nie rozbiła. Aż w wieczór poczęto na insule kłaść ognie u jednego promontorium [przylądka] (bo taki zwyczaj, iż gdzie widzą błędną nazwę ci, co na insule, niecą ognie, aby żeglarze wiedzieli, gdzie przystąpić mogą bezpiecznie), tak że całą noc wieszaliśmy się [krążyliśmy] nad insułą [...]
U Piotra Kochanowskiego, w pięknym przekładzie Goffreda Torquatta Tassa (Kraków 1618), spotykamy klasyczny motyw latarni aleksandryjskiej: „[...] i mało co z drogi Far, który wprzod był obeszły wodami Wysep, a teraz złączył się brzegami”.
Wzmianką o tej samej latarni znajdujemy również w „Zabawach Przyjemnych i Pożytecznych” (1768) „[...]Sostrates sławny budowniczy wystawił Pharos albo latarnią blisko Aleksandryi [...]”.
Inni autorzy określają latarnię morską tylko jednym słowem „latarnia” bez dodawania „morska”. Walerian Wyszyński w tłumaczeniu Argenidy Bugnota (około 1743) pisze
A na pobliższej morzu założyła skale:
Abym tym co podobneż tej miłości fale
Wytrzymują, na miejscu Latarnia świeciła
Andrzej Ustrzycki w utworze Krucyaty (Poznań 1769) pisał: „[...] Wieża ta nad morzem była latarnią na pokazowanie portu [..]”.
Latarnię morską w Wisłoujściu nazywano po prostu: „laternia”, „laterna”. Dworzanin króla Zygmunta III, Wacław Kiełczewski, w swoim opisie wyjścia floty z Gdańska do Szwecji, pisał w 1593 roku „[...] Naprzód puścieł się Król JM z nami wszystkimi od Laterny 16 Septembris już prawie w drogę ku Sztokholmu [...]”.
Znany w literaturze staropolskiej Sebastian Fabian Klonowic w utworze Flis, To jest Spusczanie statków Wisłą... (1595) o latarni wisłoujskiej pisał: "[...] W tym kącie Głowa, w drugim zasadzona Laternia ona [...]”.
I wreszcie u Stanisława Grochowskiego - August Jagiełło wzbudzony (Kraków 1608) - można czytać
Komisarze tam zjeżdżali,
Przed którymi przysięgali
I kapitan na Laterni,
Zaczem wszyscy byli wierni.
Kilka wieków później jeden z klasyków naszej literatury, Juliusz Słowacki, zetknął się z morzem kilkakrotnie. W czasie podróży z Paryża do Londynu urzekły poetę światła latarń morskich. Pisał on do swojej matki w liście z dnia 6 sierpnia 1831 roku „[...] o godzinie 12 w nocy wjeżdżam do Calais - z Paryża mil 37. Śliczny widok latarni morskich, bo każda inaczej się pali do rozróżnienia [...]”. W następnym liście do matki, pisanym już w Paryżu dnia 10 września 1831 roku, Słowacki relacjonuje swój rejs powrotny z Dover do Calais:
[...] dowiedziałem się z rozpaczą prawie, że do portu Calais wpłynąć było niepodobieństwem, bo tegoż ranka przy wejściu do portu rozbił się okręt i nocą” niebezpiecznie było omijać go [...] Posępny był widok portu Calais - latarnie morskie pogaszone dla ostrzeżenia okrętów, żeby nie wchodziły nocą - i szum okropny wzburzonej fali [...].
W romansie poetycznym, o legendarnym wodzu Zaporoża - Żmiji, Słowacki tylko krótko wzmiankuje o latarni portowej Synopy
A fala błękitna konała u stopy
Latarni portowej, gdzie w nocy kaganiec
Oświecał dalekie błękitu odmęty.
Lecz śledząc następnie atak kozackich czajek pod wodzą Żmiji na Carogród, znajdujemy barwny opis podpalenia przez hetmana drewnianej latarni morskiej:
Cóż to za gwiazda we mgle się pali?
Ho! To latarnia z wież Carogrodu,
Dalej za światłem! dalej i dalej!
A teraz bracia dobrze rozważcie:
Oto z daleka wieżą drewniana,
Czy ją zapalić? czy zrównać z piaskiem?
Oto na wieży latarnia miga
I brylantowym pali się blaskiem,
Niech moja czajka brzegu dościga,
Ja sam pod zręby ogień podłożę.
Już zniknął Hetman - czas szybko bieży...
Cicho i głucho - słychać jęk dziki...
To pewno strażnik skonał?... Na wieży
Błękitne siarki widać płomyka.
I nagle światło na morze pada,
Krwawo się czarna fala rumieni.
Ogniem owiana,
Straszniejsza niżeli widmo pomoru,
Niźli pochodnia w gmachu szatana,
Świeci Kozakom wieża Bosforu...
Kaszubi, jak wiemy, latarnię morską określają w swojej gwarze terminem bliza. Dziwne, ale kaszubski poeta Jarosz Derdowski, w swoim humorystycznym poemacie o „panu Czôrlińscim”, który „[...] zełgôł dlô swojëch druhów kaszubsciech [...]”, tego terminu nie używa i tak opisuje helską latarnię:
Ono biôłe tam na kuńcu to je czub latarnie,
A tu prociem bôtu dzuba obie są Jastarnie...
i następnie latarnię w Gdańsku:
Wiedno dalij pędzą wałë statek od Jastarni.
W stronę Gdańska précz ku morscij niesąc go latarni...
Kaszubskie określenie latarni wykorzystał natomiast Stefan Żeromski w Wietrze od morza ,,[...] Daleka elektryczna blica Rozewie rzucająca raz wraz, co minuta, swój nagły promień na kilkadziesiąt kilometrów daleko [...]”. Morze i latarnie morskie poznał Żeromski w czasie podróży odbytej po Riwierze i Korsyce w roku 1902. Pod datą 11 kwietnia zanotował on w swoim dzienniku:
[.,.] W nocy na balkonie hotelu. Ciemna noc, zatopiona w morskich huczących bałwanach. Mistral. Wody drą się i huczą. W ciemności na ulubionym mi brzegu w stronę Hyeres błyska wciąż po dwakroć latarnia morska. Zupełnie jakby chmury krzesały ogień z morza. Raz - raz - potem milczenie, I znów raz - raz! Otchłań ciemności wylewa z paszczy ryk bałwanów i strumienie kamieni [...].
Tę samą scenę z balkonu spożytkował Żeromski na kartkach Dziejów grzechu
[...] Ewa kochała głęboką, bardzo ciemną noc nad wodami. Na wprost jej okna, w dalekim bezmiarze głębin zatopionych w mroku, gdy mistral wzdymał wały morskie i walił nimi o skały wybrzeża, błyskała morska latarnia. Kochała błysk latarni i zżymała się z nim duszą tak dalece jak z niczym teraz na ziemi. Zdawało się, że chmury lecące krzeszą ogień z morza. Czekała zawsze z utęsknieniem nocami na światło nocne. Oto i tej nocy [...] Nareszcie! Przeleciał elektryczny, milczący znak - raz - raz!
W Międzymorzu, w którym to Żeromski opracował "[...] jedną z najbardziej nęcących zagadek naszego morskiego wybrzeża - przeszłość półwyspu zwanego Helem [...]”, pisarz wykorzystał motyw zwodzenia światłem i ujął go w strojną szatę artystyczną
[...] Gdy w ciemną noc listopada, morze poczęło ze swej głębi i dali wydawać najbardziej ponure łoskoty i ryki, gdy od niestrzymanej potęgi huraganu wyspa drżeć poczęła w posadach, skoki spiętrzonych bałwanów przesadzały wały wysokiej, ryły jamy, pruły brzegi i nowe w międzymorzu wbijały wąwozy, a siwy, w swej straszliwości przeraźliwy żywioł morski wokoło suszę obiegał - człowiek na wyspie rozpalał nad zdradzieckimi pułapkami wielkie ognię, bujne stosy na najwyższych wzniesieniach.
Dawał niby to ratownicze i zbawcze sygnały braciom ludziom, których wielkie denegi z miejsca na miejsce ponad głębiną ciskały. Zdarzało się, że sternik na korabiu, szaloną burzą miotany, zawierzył ludzkiemu pobratymcowi na suszy.
Nie wiedział, iż czeka nań u wybrzeża, schowanego w ciemnościach, bardziej złowieszcza zasadzka, niźli burzy szaleństwo w otchłaniach - iż się gotuje do skoku nienawiść, chciwość i zemsta sroższa od najzacieklejszego podmuchu.
Gdy statek zwiedziony a zwabiony do brzegu fałszywymi ogniami, ni to ryba bezmyślna, worał się w piachy, stanął w biegu albo padał na boku - pod pozorem ratunku czerń półzwierząt wdzierała się na pokład od żądzy dysząca. Z mroku nocy migotały wściekłe oczy i maczuga wyślizgana w napaściach - a do wichrowego poświstu dołączył się świst oszczepu ostrym nabitego kamieniem.
Toteż żeglarz waregski i brytyjski nadawał temu miejscu w swojej mowie nazwę. „Hell - czyli Piekło” [...]
Motyw latarni morskiej odnajdujemy również w twórczości literackiej owianego legendą gen. Mariusza Zaruskiego. Mowa tu o sonecie, sławiącym edystońską latarnią morską, który napisany został za kręgiem polarnym na pokładzie szkunera „Nadzieja”.
Ze współczesnych nam pisarzy zacytujemy laureata nagrody literackiej im. Mariusza Zaruskiego za rok 1961, ufundowanej przez Klub Marynistów LPŻ - Karola Olgierda Borchardta, kapitana żeglugi wielkiej, który prawie trzydzieści piąć lat spędził w służbie morza:
[...] Postanawiamy pójść do niego [działa przeciwlotniczego] i wyrazić swe uznanie, podobnie jak się je wyraża znajomej latarni morskiej, jeśli kiedy zdarzy się okazja znaleźć się u jej podstawy. Klepie się ją lewą dłonią z wdzięcznością i wybacza wszystkie troski i niepokoje, jakie kiedyś sprawiła, zanim się ukazała, przypominając swym zachowaniem umiłowaną, która się nie zjawiła na umówioną godzinę. Zapomina się od razu, że bolały oczy od jej wypatrywania, że gnębił niepokój przy szukaniu w myślach urojonych błędów w zliczonej pozycji. Następuje błogosławiony spokój, który mnoży wyłącznie uczucie wdzięczności dla niej za to, że się „odkryła” i że jest. [...] (cdn)
(Latarnie morskie polskiego wybrzeża- Biblioteka Słupska t. 17)