NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

W historii Kaszub spotykamy koncepcje bardzo skrajne: od wściekle separatystycznych po łagodnie polonizujące. Leon Roppel, od śmierci, którego minęło już 31 lat, zapisał się w dziejach naszego regionu jako zwolennik godzenia stronnictw i narodów, swoistego appeasementu między Kaszubami i Polakami. Wojującym publicystą i działaczem był krótko i przed wojną. Potem postawił na pracę zamiast walki. Na pewno odcisnęły się na jego sylwetce twórczej i karierze czynniki zewnętrzne - polityczne i społeczne, ale można dowodnie wnioskować, że praca lepiej mu pasowała z punktu widzenia jego wrodzonych zdolności i osobowości. Mówiąc wprost - Roppel wolał „robić swoje”.

Leon Roppel urodził się w Wejherowie 12 września 1912 r. w rodzinie kaszubskiej, ale korzenie miał częściowo niemieckie (jego matka była z domu Schröder). Ukończył miejscową szkołę powszechną i Gimnazjum im. Króla Jana III Sobieskiego. Już wtedy aktywnie interesował się kulturą kaszubską. W 1933 r. zaczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (germanistyka i filologia słowiańska) oraz nawiązał współpracę z pomorskimi gazetami. Otrzymywał stypendium burmistrza Wejherowa Teodora Bolduana dla zdolnych studentów. Pisywał m.in. w „Gazecie Gdańskiej”, „Rodzinie Kaszubskiej”, „Tece Pomorskiej” i wejherowskiej „Klëce”.
Zbierał i inspirował się folklorem Kaszub oraz ich historią, starał się unikać konfliktów politycznych i godzić Kaszubów z Polakami. Uważał język kaszubski za dialekt, a Kaszubów za szczep polski. W twórczości kładł nacisk na zrozumiałość, stosował uproszczoną pisownię i naturalne słownictwo, nie eksperymentował. Reprezentował orientację polonofilską wśród działaczy kaszubskich. Krótko przed wojną napisał książkę „Na jantôrowym brzegu. Powiôstki kaszebskié. Dzél I”, wydaną w Wejherowie w 1939 roku i spaloną później przez hitlerowców na rynku tamże. Jeden z niewielu ocalałych egzemplarzy posiada wejherowskie Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej.
W 1939 r. Roppel zaczął pracę jako nauczyciel niemieckiego w szkole na Kresach. Za wschodnią granicą spędził lata wojny - pracował jako księgowy. Wrócił do Sopotu i pracował w radiu Gdańsk. Publikował w prasie, m.in. w „Dzienniku Bałtyckim” i „Zrzeszy Kaszëbskiej”. W 1945 r. zakończył studia germanistyczne na UJ oraz zawarł małżeństwo z Marią Makowską. Pracował również jako księgowy, przeprowadził się do Gdyni Orłowa. Miał syna i córkę, którzy poświęcili się karierze uniwersyteckiej.
W końcu 1955 r. wspólnie z Janem Piepką napisał i opublikował w warszawskiej Ludowej Spółdzielni Wydawniczej pierwszą po wojnie książkę kaszubską - zbiór „Nasze stronë. Wybór wierszy i opowiadań kaszubskich”, wydany pod pseudonimami „Piętów Tóna - Staszków Jan”. Wstęp do książki napisał Lech Bądkowski. Rok później Roppel wziął udział w założeniu Zrzeszenia Kaszubskiego i zasiadł w jego władzach - był członkiem komisji rewizyjnej, współzałożył też oddział w Gdyni, pisywał do dwutygodnika „Kaszëbë”. Na początku lat 60-tych bronił działaczy kaszubskich, A. Labudy, S. Bieszka i J. Rompskiego, oskarżanych o separatyzm.
W Zrzeszeniu pisarz poświęcił się pracy wydawniczej i w latach 1956-58 przygotował utwory m.in. F. Sędzickiego, A. Majkowskiego i J. Karnowskiego. Ukazały się one nakładem Wydawnictwa Morskiego w serii „Biblioteczka Kaszubska”, którą Roppel redagował. Wydał też własny zbiór „Orzechë do ucechë abo pół tësąca kaszëbskich zagôdk” (1956) oraz „Pieśni z Kaszub” w muzycznym opracowaniu Władysława Kirsteina i ze wstępem prof. Andrzeja Bukowskiego (1958). Na początku tego zbioru umieścił najpopularniejszą swoją kompozycję „Z piesnią do Cebie jidzemë, Mateńko!”
L. Roppel wiele pracował też naukowo. Był członkiem m.in. Polskiego Towarzystwa Nautologicznego, Instytutu Bałtyckiego i Gdańskiego Towarzystwa Naukowego. Na łamach naukowych czasopism pisał o kulturze Kaszub, m.in. o wybitnych jej postaciach, literaturze i wierzeniach. Zaś na początku lat 60-tych zaczął uczyć języka niemieckiego w Akademii Morskiej w Gdyni i Wyższej Szkole Pedagogicznej w Sopocie, późniejszym Uniwersytecie Gdańskim. Tam pracował do emerytury (1977).
Przez całe życie Leon Roppel tworzył kaszubskie wiersze i opowieści, publikował zbiory folkloru i antologie, upowszechniał też literaturę Kaszub za granicą. Opracował m.in. zbiory „Ma jesma od morza. Poezja i proza kaszubska o morzu” (1963), „Z księgi mądrości morzan. 13 centurii przysłów i powiedzonek kaszubskich o morzu” (1965) i „Wybór współczesnej poezji kaszubskiej” (1967). Napisał m.in. krótkie dramaty „We żniwa” i „Żeglarz »Złocistego Słońca«. Odejście Jana z Kolna” (1949), pracę „Gdzie leżało Truso” (1970) i dwa szkice biograficzne: „Florian Ceynowa. Twórca regionalizmu kaszubskiego” (1967) i „Zwycięstwo pieśni. O Lubomirze Szopińskim”, pomorskim dyrygencie i kompozytorze (1970). W pracowitym dla niego roku 1970 otrzymał Medal Stolema.
W latach 70-tych Leon Roppel prowadził swą wielostronną działalność naukową i publicystyczną. M.in. był członkiem komisji do spraw pisowni kaszubskiej i za pracę w niej otrzymał w 1974 r. nagrodę Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. W 1976 r. wznowiono „Zwycięstwo pieśni”. Później L. Roppel wydał popularny zbiór „Dykteryjki i historyjki z Kaszub” (1977). Nie zdążył ukończyć wszystkich swoich zamierzeń. Chorował na serce i zmarł w pełni sił twórczych 12 maja 1978 r. w swoim domu w Gdyni Orłowie. Na tamtejszym cmentarzu został też pochowany, a szkic pośmiertny o pisarzu opublikował L. Malicki. Część archiwum L. Roppla trafiła do Biblioteki PAN w Gdańsku.
W 10-lecie śmierci pisarza w kruchcie gdyńskiego kościoła NSPJ odsłonięto tablicę: „Pamięci Leona Roppla / 1912-1978 / pisarza i działacza kaszubskiego. / Obywatele Gdyni.” W 1988 r. wydano zbiór wszystkich jego wierszy pt. „Z piesnią do Cebie jidzema Mateńko” z posłowiem I. Trojanowskiej. Książka ta nie zdołała jednak zapewnić Ropplowi znaczącego miejsca w pamięci potomnych i dziś jest on zdecydowanie w cieniu innych twórców literatury kaszubskiej. Jego publikacje, wydane najczęściej w nieatrakcyjnej szacie graficznej i trudno czytelne, pokrywa kurz w nielicznych bibliotekach, które je posiadają. Wyjątkami są tylko śpiewnik i zbiór dykteryjek. Również poglądy Roppla, w tym jego polonofilia, nie są obecnie szerzej podzielane przez działaczy kaszubskich. Zastrzeżenia budzą też pewne cechy charakteru i fragmenty życiorysu twórcy, który poza tym nie zostawił bliższych kontynuatorów swego dzieła.
12 czerwca 1992 r., w dzień inauguracji II Kongresu Kaszubskiego, imię pisarza otrzymała Gminna Biblioteka Publiczna w Luzinie, o którym L. Roppel pisał kilkakrotnie, m.in. w opowiadaniu „Ancëkrëst w Lëzënie”, zbierał też wspomnienia mieszkańców i napisał szkic historii tej wsi. Na tablicy umieszczonej na budynku biblioteki, a wykonanej przez Wawrzyńca Sampa, widnieje twarz jej patrona i napis: „Leon Roppel / 1912-1978 / Poeta, redaktor, edytor”. Poniżej znajduje się wiersz (w typowej dla Roppla pisowni), który od 17 już lat przyświeca pracy kulturalno-oświatowej tej placówki: „Może nie dozdrzą tego moje oczë, co mie sę mekci wiedno w mojij głowie, że zdżinąc muszy człowiek - wół roboczy, bë sę nareszce mógł narodzëc człowiek!” ("Wietrznici nie wzeszłë...” L. Roppel).
Dorobek jego życia jest dość obszerny: wiersze, artykuły, opowiadania, rozliczne wstępy, posłowia i opracowania. Jednocześnie nie przynosi on wyraźnych owoców i nie jest pielęgnowany ani kontynuowany. Postać pisarza i wydawcy zastygła w suchych hasłach słownikowych, biogramach i zestawieniach bibliograficznych oraz w jednym i tym samym zdjęciu, publikowanym przy wszystkich, nawet nie tak licznych, okazjach.
Ubiegły rok rocznicowy Leona Roppla udało się jednak zakończyć mocniejszym akcentem. W wejherowskim muzeum odbyła się konferencja naukowa o Ropplu i „Klëce”, a z jej materiałów powstała pierwsza większa publikacja o słynnym niegdyś „Piętów Tónie”, jak podpisywał swe kaszubskie felietony i opowiadania.

Udana publikacja o L. Ropplu

Wielką fascynacją wejherowskiego działacza kaszubskiego Leona Roppla (1912-1978) był Florian Ceynowa. Ale jego książkę o nim skrytykowano jako „nieudaną publikację o F. Ceynowie”. Od tamtych czasów minęło wiele lat; nie żyje już Roppel ani jego krytyk prof. Andrzej Bukowski. Ten pierwszy doczekał się właśnie książki o sobie.
Pod koniec lutego wydano materiały z grudniowej konferencji w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej, poświęconej Leonowi Ropplowi i tygodnikowi „Klëka”, z którym owocnie współpracował. Jest to pierwsza w ogóle książka o tym zasłużonym twórcy i działaczu, więc sam fakt nadrobienia tej zaległości musi cieszyć. Oprócz tekstów referatów, które zainteresowani mogli usłyszeć na żywo, mamy kilkanaście zdjęć i dwa wiersze Roppla, same wystąpienia zostały też dość dokładnie przejrzane, opatrzone przypisami i bibliografią. Zmieniono też ich kolejność i teraz pasują one do tytułu całości: „Leon Roppel i wejherowska »Klëka«”.
Zaczyna prof. Józef Borzyszkowski prezentując - częściowo chronologicznie, częściowo tematycznie oraz na bazie opracowań - życiorys Roppla. Efektem tego niezamierzonego chaosu jest wrażenie bogactwa działalności i dorobku pisarza. Trzeba jednak pamiętać, że większość jego książek to pozycje niewielkie, wydane dawno i nieatrakcyjnie - klasyczne „stare śmieci” zalegające półki w bibliotekach, wiele jest też wśród nich opracowań twórczości cudzej. I wszystko to właściwie nadal czeka na szersze zainteresowanie i opracowanie.
Tym niemniej profesorskie przemyślenia mogą zachęcić do zainteresowania się Leonem Ropplem, gdyż zawierają obszerne wskazówki bibliograficzne i odnośniki, jak również autorskie dygresje i dopowiedzenia (oraz niedopowiedzenia), zawsze jednak pozytywne w wydźwięku, a czasem nawet humorystyczne. W zakończeniu jesteśmy już prawie skłonni wierzyć, że Roppel był „osobowością na miarę słowiańską”, jak pisze J. Borzyszkowski (str. 17), a już kaszubską na pewno.
Szczegółową branżę kaszubskich zainteresowań L. Roppla omawia następnie Justyna Pomierska, paremiolożka czyli badaczka przysłów. Czytamy, że w zbiorach etnograficznych pisarza doliczono się aż 1300 przysłów kaszubskich, a z nich większość opublikował on w pomnikowej „Nowej księdze przysłów polskich”, z której redakcją współpracował. Jak pisze badaczka, wiele z nich to „paremie z członem wulgarnym” (str. 25), co już samo w sobie brzmi dość nieprzyzwoicie. Niewiele z nich nadaje się do cytowania, choć w naukowej książce się zmieściły, podano je też - czego autorka nie zaznacza - w nowej pisowni. „Dzeùsa smród - dlô chłopa miód” (str. 30) brzmi nawet nieco starogrecko, mnie zaś najbardziej zastanawia podana aż w dwóch wersjach kaszubska mądrość ludowa: „Chwała w niebie, a rzëc w pòpiele” (str. 28). Narody mają jednak swoje zagadki...
Tekst p. Justyny zawiera również bogate odnośniki i bibliografię, spisany jest w punktach i podpunktach jak na ścisłą humanistykę przystało, zawiera też krótkie podsumowanie tematu. Wypada sprostować nieprecyzyjną informację, iż Roppel studiował filozofię (str. 21); źródła podają filologię polską. Również prof. Borzyszkowski delikatnie omylił się w jednym miejscu pisząc, że w redakcji „Klëki” zjawili się Roppel, a po nim Szefka i Kotłowski (str. 7). Kolejność była inna: gdy przybył Roppel, Pawła Szefki już nie było, zaś Jan K. Kotłowski zaczął publikować kilka miesięcy później, były to zresztą głównie przedruki z jego książeczki „Dożynki Kaszubskie” i zdjęcia.
O tych kwestiach pisze Ewa Kminikowska charakteryzując słynną „Klëkę”, wydawaną w l. 1937-39, a więc 70 lat temu. Bardzo szeroko opisuje tło zajść, powtarza informacje z fachowej literatury, omawia na zmianę dzieje pisma i sylwetki jego redaktorów. Wprowadza to pewien chaos do tekstu, w którym brakuje też podsumowania, zdarzają się za to nieścisłości. „Regionalne Zrzeszenie Kaszubów” (str. 43) nazywało się Zrzeszeniem Regionalnym, Roppel nie publikował w „Klëce” żadnych felietonów, podobnie Klemens Derc poezji (str. 50), a jedynie redagował Balladę A. Majkowskiego. Nie zgadza się informacja o stopniowym przechodzeniu z języka polskiego na kaszubski w tekstach „Klëki”. Pomijając pierwszy numer, cały po polsku, było to przez parę miesięcy jakby fifty-fifty, potem kaszubski schodził powoli na margines i w ostatnich numerach ograniczał się do góra półtora strony - na 12, bo tyle liczyło to pismo przed swą śmiercią.
Referat p. Ewy, najciekawszy z czterech, został jednak niedostatecznie przejrzany i wiele w nim drobnych pomyłek, zwłaszcza w cytatach z obficie przytaczanej literatury. Czasami te błędy się nawet kumulują, i to w prostych krótkich słowach. Np. cytowany z „Klëki” slogan „Kto u Niemców i Żyda kupuje - sam swój majątek rujnuje” brzmi w oryginale inaczej: „Kto u Niemca lub żyda kupuje...” Kilkanaście usterek można znaleźć też w kaszubskich cytatach z „Klëki” czy „Zrzeszy Kaszëbskiej”, choć to oczywiście wyższa szkoła jazdy, a może nawet uniwersytet.
O kaszubskim (a także polskim) w tekstach „Klëki” pisze prof. Jerzy Treder, uchylając się częściowo od jego kwalifikacji, a nawet od nazwania go językiem. Z licznych cytatów, aluzji, dygresji i pewnego nieładu wynika jednak podskórnie, że w piśmie panowała kaszubska „wolnoamerykanka” i każdy pisał po swojemu. Dało to pełen wachlarz wrażeń: od komicznych do tragicznych, które prof. Treder na spokojnie analizuje. Z niezrozumiałych przyczyn nie oddziela najczęściej usterek drukarskich od tekstu, przez co jego referat traci na naukowości. W „jadłospisie” gatunków literackich występujących w „Klëce” pomija też poezję, której było w niej najwięcej, nieściśle klasyfikuje też Hymn F. Sędzickiego i wspomnianą Balladę Majkowskiego do tekstów kaszubskich (str. 66), choć oba są całkowicie polskie. Wypada sprostować jeszcze jedną omyłkę: Kronika w „Klëce” pojawiała się w obu językach.
Wyraźnie więc widać, że pierwsza publikacja o Leonie Ropplu i wejherowskiej „Klëce” okazuje się być klasyczną pozycją pionierską. Chto pierszi przińdze, ten pierszi miele - pisze Roppel (str. 30), trzeba tylko pamiętać o tej „chwale” w tym „popiele”.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: bank internetowy materace kalendarzyki