| | Nautologia - burzliwa historia morska[NG: 41] Autor: Sławomir Cholcha - Luzino (liczba artykułów: 13)Wśród licznych ostatnio rocznic minęło niezauważone pięćdziesięciolecie Polskiego Towarzystwa Nautologicznego i jego organu - „Biuletynu Nautologicznego”. Liczne ciekawostki oraz oczywista paralela z dziejami Zrzeszenia Kaszubskiego skłaniają do krótkiego przypomnienia choćby paru detali z dziejów PTN i pisma. Polskie Towarzystwo Nautologiczne jest oczywiście tworem pomorskim. Formalnie powołano je 12 marca 1957 roku, ale jeszcze wcześniej zaczął działać jego oddział w Szczecinie. Szybko powstały kolejne: w Gdańsku, Poznaniu i Krakowie, a potem delegatura stołeczna; dwie ostatnie placówki we wrześniu 1958 r. Po roku istnienia PTN znalazł się wśród towarzystw naukowych objętych opieką Polskiej Akademii Nauk, z czym wiązała się dotacja finansowa. Właśnie wtedy kmdr Karol Zagrodzki, jeden z głównych działaczy Towarzystwa, podsumowywał sukcesy i porażki PTN. „Z przyczyn zupełnie zrozumiałych i uzasadnionych Towarzystwo nasze nie może wykazać się nadzwyczajnymi osiągnięciami. Tymczasowa Rada Główna nie rozwinęła w dostatecznej mierze swej aktywności i nie wykorzystała wszystkich możliwości. Cały ciężar prac organizacyjnych spoczywał na Sekretarzu Generalnym, który w imieniu Rady kierował pracami Towarzystwa.”i Problemy były raczej standardowe: brak funduszy, niedostateczne wsparcie środowiska i władz oraz brak bazy. „Ministerstwo Żeglugi i Gospodarki Wodnej odmówiło Towarzystwu lokalu w olbrzymim i nie wykorzystanym gmachu Państwowej Szkoły Morskiej. Fakt zdumiewający, lecz prawdziwy”, pisał kmdr Zagrodzkiii. Sukcesem pierwszego roku istnienia PTN było zaś organizowanie pracy naukowej i komórek Towarzystwa, współpraca z zagranicą, organizacja biblioteki i archiwum oraz wydawanie „Biuletynu Nautologicznego”. Właśnie „Biuletyn” jest najważniejszym śladem po tamtych pionierskich latach. Z założenia miał to być miesięcznik, ale w pierwszym roku jego wydawania, czyli 1958, wyszły 4 numery pojedyncze (à 5 zł) i 4 podwójne (w różnej cenie), w tym pierwszy. Drukował go PAN, w nakładzie 1000 egzemplarzy, a redaktorem naczelnym „BN” była mgr Jadwiga Poterałowicz, pracownik Biblioteki Gdańskiej PAN. Siedziba redakcji mieściła się w Gdyni Orłowie, na ul. Przebendowskich 3 m 4, w mieszkaniu państwa Drapellów. Najpewniej właśnie oni: wspomniany sekretarz generalny PTN mgr Władysław Antoni Drapella i jego żona Zofia, napędzali wiatr w żagle „Biuletynu”. J. Poterałowicz była do końca naczelną pisma, choć publikowała w nim niewiele i raczej zwięźle, państwo Drapella na mostku z honorem stali do ostatka. Można przypuszczać, że to W. Drapella stworzył też termin „nautologia”. Od początku był on przedmiotem kontrowersji. Nie sprecyzował go także K. Zagrodzki, który mówił o badaniach „historycznomorskich w zakresie tematyki nautologicznej”iii. Już w pierwszym numerze „Biuletynu” polemizował z Drapellą Stanisław Ludwig, zmarły na początku 2008 r. popularyzator tematyki morskiej, autor licznych książek oraz popularnego wyboru Żagle znikają z oceanów. Żegluga w oczach J. Conrada. Ludwig definiował nautologię jako „historię uprawy morza” lub - niewiele mniej górnolotnie - jako „historię kultury morskiej”. Drapella zaś widział sprawy szerzej, ale niemniej abstrakcyjnie: jako całą wiedzę o żegludze, acz w aspekcie głównie historycznym. Debata zajęła sporo miejsca na łamach pisma. Jak na skromny organ, zamierzenia, a także niektóre działania, były więcej niż ambitne. „Biuletyn” publikował m.in. szkice historyczno-etymologiczne (głównie W. Drapelli), prawne (mgra Waldemara Niemotki z Gdyni), wspomnienia i przeróżne przyczynki. Recenzował aktualne publikacje, informował o pracach Towarzystwa, gromadził księgozbiór i organizował wymianę informacji. Proponowano np. kilka wzorów odznaki PTN, ale były też tematy całkiem poważne. Od samego niemal początku apelowano o zgłaszanie nazwisk polskich marynarzy pływających w latach II wojny światowej, których listę chciano ogłosić. W planach były też dalsze czasopisma: „Nautologia” i „Archiwum Nautologiczne”, a nawet „Encyklopedia Nautologiczna”. Najobfitszym w sukcesy był drugi rok istnienia pisma, w którym wydano 7 jego zeszytów w różnych układach - był nawet numer potrójny kwiecień-czerwiec 1959 (10 zł). Publikowali nadal Drapella i Niemotko, Witold Bublewski z Sopotu ogłosił długi cykl „Z dziejów polskiego ratownictwa okrętowego”, a krakowianin mgr inż. Witold Żelechowski (rocznik 1888) opisywał swą długoletnią służbę bogom mórz, którą rozpoczął jako nurek we flocie carskiej Rosji! W roczniku 1959 „Biuletynu” spotykamy też miscellanea kaszubskie. Najpierw są to notki w dziale „Archiwum - Biblioteka - Zbiory”, z których chronologicznie pierwsza głosi: „Fenikowski Franciszek: Gburzy z Gnieżdżewa. Ilustrował Mieczysław Miscewy. „Wydawnictwo Morskie. Gdynia 1958, ss. 40 nlb. [Literatura dziecięca. Format podłużny]. - Nadesłało Wydawnictwo.”iv W tym samym numerze jeszcze notki o książce W. Rogowskiego „O chytrym gburze i trzech synach rybaka”, niemal identycznej w charakterze, i mini-przewodniku F. Mamuszki Polska. Pojezierze Kaszubskie, który też „nadesłało Wydawnictwo”. W następnym numerze czytamy, że 18 marca 1959 r. członkowie PTN „mgr W.A. Drapella (..) oraz mgr Czesław Ptak i mgr Leon Roppel” weszli w skład Komitetu Milenijnego Gdyni. Wejherowianin Cz. Ptak był raczej drugoplanowym autorem i w „Biuletynie” ogłosił kilka krótkich tekstów, polemikę o znaczeniu terminu „nautologia”, 1 komunikat, 1 nekrolog i recenzję wspomnień Bolesława Romanowskiego Torpeda w celu! - wszystko w dwóch pierwszych rocznikach „Biuletynu”, choć w Towarzystwie działał też później. Roppel zaś najpewniej wygasił swą działalność ok. roku 1960, choć wcześniej był nawet we władzach Towarzystwa jako członek Komisji Rewizyjnej. Musiał też znać się z W. Drapellą z racji zamieszkiwania w Orłowie. Po latach wspomniał marginalnie „uprawę morza” we wstępie do swego zbioru morskich sentencjiv. W „Biuletynie Nautologicznym” Roppel pozostawił artykuł Czy Posejdon-Neptun znalazł swego kaszubskiego odpowiednika?vi, niedawno przypomniany przez prof. Jerzego Sampavii. Nieco wbrew tytułowi L. Roppel pisze tam najpierw o wiłach i dejankach, a potem o domniemanym kaszubskim bogu morza - Gosku. Dość nieoczywisty charakter wywodów Roppla nie pozwala stwierdzić czy wszystko to nie jest dorabianiem ideologii do wątłych przekazów. A chwiejny w tym jest i „mgr” Leon Roppel, który pisze: „Kończąc uważam, że wyciąganie wniosków tego rodzaju, że natrafiliśmy na ślady dawnego bóstwa morskiego, są [sic!] co najmniej przedwczesne.”viii W roczniku 1959 znajdujemy jeszcze analogiczne jak wyżej notki w dziale „Biblioteka” poświęcone Karnowskiemu (Nowotné spiéwë i wiersze), Neclowi (Okrętnicy spod Nordowej Gwiazdy), Rydzewskiej (Rybacy bez sieci), Sychcie (Wesele kociewskie), Bądkowskiemu (Połów nadziei), Afanasjewowi (Księżycowy pierścień) i ponownie Fenikowskiemu (Statek błaznów). Wszystkie je „nadesłało Wydawnictwo”, którym bez wyjątku było Wydawnictwo Morskie z Gdyni. Zaś w ostatnim numerze z tego rocznika Stanisław Mielczarski pisze o nadaniu Gdańskowi prawa lubeckiego datując ten moment na rok 1261ix. (W samym PTN-ie działał też kmdr Gereon Grzenia-Romanowski, prominentny członek ZK-P.) W dalszych rocznikach pisma trafiamy jeszcze na recenzję Ropplowego zbioru Ma jesma od morzax. Omówiła go krótko J. Poterałowicz, podkreślając, że „oczywiście warto wydać zbiór poezji kaszubskiej o tematyce morskiej”, acz krytykując jego „powielaczową” formę. Był to jeden z ostatnich śladów Kaszub na łamach „Biuletynu”. Wspomniana recenzja ukazała się w najobszerniejszym „czasowo” numerze pisma, które miało być miesięcznikiem. Jest to podwójnej grubości (90 str., 15 zł) wydanie specjalne za aż 2 lata! Natomiast wcześniej wyszły 3 „roczne” numery „Biuletynu” (à 10 zł), z tym że pierwszy, za rok 1960, wyszedł jesienią 1963 roku! Pozostałe numery, włącznie z tym „dwulatkiem”, o ile mogę wnosić, pojawiły się w 1964 r. Nautologowie na przeciąg kilku lat znaleźli się w tarapatach finansowych. Nie ma na łamach pisma nic prócz lakonicznej wzmianki, że opóźnienie nastąpiło „z powodów zupełnie od nas niezależnych”xi. Zastanawia natomiast taki szczegół, iż poprzedni numer „Biuletynu” zawierał mocno nieprawomyślną treść. Otóż omawiając archiwalny numer „Morza” z listopada 1924 r. W. Drapella zacytował w całości jego przedmowę, a w niej słowa: „Zdarzenia roku 1920, kiedy całe społeczeństwo żywy udział brało w odparciu najazdu wroga na stolicę naszej ojczyzny, przerwały owocną pracę redakcji »Bandery Polskiej«.”xii Czy do powodów finansowych dołożyły się ideologiczne, nie umiem powiedzieć. Większość numerów „Biuletynu” ma kryptonim cenzora w stopce i ten też (M-3), ale zacytowane zdanie mogło się przemknąć i spowodować po czasie reakcję przewrażliwionych władz. Był to wszak przełom 1959/60, czyli również czas „przykręcania śruby” Zrzeszeniu Kaszubskiemu. Jakkolwiek było, „Biuletyn” zaliczył spore opóźnienie, ale nie obniżył lotów, przynajmniej merytorycznie. Wspomniana edycja za rok 1960 przynosi niemal w całości teksty związane z postacią portugalskiego Henryka Żeglarza, którego 500-tną rocznicę śmierci wtedy obchodzono. Kilka numerów - a więc i lat - później Stanisław Bernatt, autor wielu książek marynistycznych, choć mieszkaniec Jeleniej Góry, wrócił do tematu i pisał: „Zaznaczyć należy, że państwa demokracji ludowych [sic!] nie brały udziału w jubileuszowych uroczystościach ku czci księcia Henryka Żeglarza nie tylko dlatego, że Portugalią rządzi dyktator Antonio de Oliveira Salazar. Nie brały udziału w uroczystościach również i z tego powodu, że Portugalia hołduje nadal kolonialnym zasadom w Afryce i w Indii [sic!] i wydaje się jej, że nic w świecie nie zmieniło się od tych czasów, gdy to książę Henryk Żeglarz główne korzyści w penetracji zachodnich brzegów afrykańskich widział w zdobywaniu niewolników, a po uzyskaniu „przywileju” na handel murzynami [sic!] od ówczesnego papieża Eugeniusza IV założył na południe od Przylądka Białego - nad Zatoką Arguim, fort, który na długie lata stał się głównym ośrodkiem portugalskiego handlu niewolnikami.”xiii Ślad czasów - bez dwóch zdań. Numer roczny 1960 relacjonuje też pierwszy zjazd Polskiego Towarzystwa Nautologicznego, który od początku zapowiadany i przygotowywany, z dużym opóźnieniem odbył się 30 maja 1960 r. w lokalu Klubu Morskiego w Gdynixiv. Po rezygnacji W. Drapelli z funkcji sekretarza generalnego wybrano na zjeździe na jego miejsce mgr Jerzego Bohdana Zaleskiego, który kilkakrotnie publikował na łamach „Biuletynu”. Zaś przewodniczącym Rady Głównej PTN został ponownie doc. mgr inż. Witold Urbanowicz. Jego ogólnikową zjazdową przemowę, która otwierała obrady, przytoczył „Biuletyn”xv. Jednak państwo Drapella nie zrezygnowali z pracy na niwie nautologii. Redakcja tego i następnego numeru nadal znajdowała się w ich domu, a dopiero „rocznik” 1962 przyniósł nowy adres: Gdynia, ul. Waszyngtona 34, pokój 32. Nakład spadł do 300 egz., które finansowano z funduszów oddziału gdańskiego, a drukowano już na miejscu. Kilka z nich powielono w tajemniczym CBKO nr 1, a ostatnie nawet w Dowództwie Marynarki Wojennej! Władysław Drapella publikował do ostatniego numeru, dłuższy cykl pt. Bogowie morza ogłosiła też Zofia Drapellowa. Te „roczniki” stawały się coraz grubsze, ciekawsze i dojrzalsze. Próbowano je ilustrować, a od 1962 r. wprowadzono jednolitą okładkę z (uwaga!) odznaką PTN. Łączyła ona w sobie kompas, kotwicę i koło sterowe oraz zawierała łacińską maksymę De necessaria cognitione ventorum (o właściwą znajomość wiatrów). Nic nie napisano o trybie jej przyjęcia przez Towarzystwo. Poza tym odżyła dyskusja o znaczeniu i zakresie nautologii (Ludwig, Drapella), opublikowano też pierwszy zestaw nazwisk marynarzy walczących podczas wojny na polskich okrętachxvi - jedyny mimo sporego nagłośnienia tej sprawy we wcześniejszych publikacjach. Na łamy wrócił też W. Żelechowski w dwuczęściowej kontynuacji wspomnień i doświadczeńxvii. Ostatni zryw w dziejach „Biuletynu Nautologicznego” nastąpił w 1965 roku. Nie udało się osiągnąć formy miesięcznika, ale wyszły 4 numery kwartalne, i to raczej skromne: od 44 do 72 str., od 10 do 15 zł. Wszystkie zawierają głównie kolejne odcinki trzech cykli. Oprócz Bogów morza, którzy doszli do Rzymu (wydanych potem oddzielnie), są to Zarys dziejów Gdyni Władysława Szulista (księdza, choć tu w „cywilu”) oraz Odkrycie Pacyfiku Stanisława Telegi ze Szczecina, omawiającego marynistykę Wacława Sieroszewskiego. Gdyni dotyczy też krótki tekst wyszperany przez W. Drapellę w przedwojennej prasiexviii, zresztą przedruków w całej historii „Biuletynu” było sporo. Musiały one zastąpić owo planowane, acz niezrealizowane „Archiwum Nautologiczne”. Z „Kroniki”xix z pierwszego numeru tego rocznika dowiadujemy się o kryzysie wewnętrznym Polskiego Towarzystwa Nautologicznego. 13 grudnia 1964 r. odbyło się nadzwyczajne walne zgromadzenie jego członków, na którym zlikwidowano oddziały w Krakowie, Szczecinie i Warszawie „wobec braku jakiejkolwiek działalności statutowej”xx, a oddział gdański przeszedł w stan „awaryjny” - wyznaczono dlań zarząd komisaryczny. Wybrano też nowy Zarząd PTN, w którego 7-osobowym składzie znalazł się Drapella. Przewodniczącym został prof. Ludwik Zabrocki z Poznania, który w „Biuletynie” w zasadzie nie publikował. I to prawie koniec. Ostatni numer pisma zamieszcza krótkie podsumowanie przewodniczącego i podziękowania dla pań Jadwigi Poterałowicz i Zofii Drapelli „za olbrzymią pracę, której nie sposób wynagrodzić, za rzadko spotykaną troskliwość i wytrwałość.”xxi Prof. Zabrocki informuje też: „Zeszyt niniejszy jest ostatnim. Od 1966 roku pismem Towarzystwa będzie kwartalnik »Nautologia«”xxii. Ów zeszyt kończą dwa wiersze: anonimowy „Pogrzeb rybaka” i „Parowiec” Jerzego Stiebera, również dość archiwalne. Ostatnia zwrotka tego drugiego brzmi tak: „Mignął tylko. Wyrzucił dymu kilka skrętów / i przepadł, gdzieś w oddali zasnutej już mrokiem, / przepadł - wraz z tajemniczym wieczoru urokiem, / rozwiawszy wprzód zadumę żaglowych okrętów.”xxiii Czy tak było z „Biuletynem” i całym Towarzystwem? Oczywiście nie. „Nautologia” powstała, nawet zgodnie z planem, i los miała lepszy, bo wychodzi do dziś, a PTN przetrwało i ponoć nawet działa - świadczą o tym pewne, nie do końca zatarte tropy w internecie. Siedziba się zmieniła i raczej nie są to ci sami ludzie, choć np. W. Bublewski, W. Urbanowicz i W. Drapella działali w PTN jeszcze przynajmniej w latach 80-tych. Ten trzeci był wtedy w komisji rewizyjnej. W ostatnich latach owdowiał i przeprowadził się ponoć do Słupska. Na miejscu jego kamienicy jest już bank. Losy pisma i Towarzystwa pokazują jak trudno łączyć entuzjazm (który niewątpliwie był) z konkretną i regularną pracą. Niektóre komórki „wisiały” tylko na pojedynczych jednostkach (Kraków - W. Żelechowski). Indywidualizm, właściwy środowisku pracowników morza, przeniósł się na ląd i nie sprawdził do końca. Nautolodzy zdobyli sobie w kraju pewne poparcie, ale było ono zbyt rozproszone. Choć warto wspomnieć, że popierał ich np. prof. Zdzisław Libera, znany językoznawca, który proponował PTN-owi wyjście do szkółxxiv. Jeszcze większą ciekawostką jest notka o pewnym darze (i donatorze!): „27 kart pocztowych wielobarwnych. Wyd. „Marine-galerie”. Dar ucznia kl. 3 Antosia Libery.”xxv Najpewniej chodzi o późniejszego sławnego tłumacza i pisarza, syna poprzedniego. Rodu owego dotyczy też chyba recenzja polskiego wydania jednego z „podstawowych pomników prawa morskiego” jak pisze Regina Maciejewskaxxvi o Konsulacie morskim według wydania barcelońskiego z roku 1494, który przełożył i opracował prof. Kazimierz Libera. Pozostaje jeszcze pytanie co z samą nautologią, jej definicją i zakresem badań. Przez całe 8 lat burzliwego istnienia „Biuletynu” był to przedmiot sporów. Nieraz postulowano, by robić swoje, a wszystko się wyklaruje, ale nie umiem powiedzieć czy tak się stało. Koncepcje zdroworozsądkowe (S. Ludwig, Cz. Ptak, A. Muszyński) wydają się być dość mało atrakcyjne; podsumował je Przemysław Smolarek, dla którego nautologia to „termin używany ostatnio dla określenia badań nad historycznym rozwojem całokształtu zagadnień gospodarki i kultury morskiej”xxvii. Pomysły W. A. Drapelli grzeszą przesadną abstrakcją, choć mogą pociągać. Ale jego idea „przestrzeni nautogonalnej”xxviii o dwóch obszarach: centralnym i ultimalnym, oraz podział nautologii na 3 działy: naupegiologię, limenologię i pleiologięxxix, są jednak bardziej zagmatwane niż niejeden wąż morski. Czy to znaczy, że nautologii nie ma i nie było? Bynajmniej. Są w końcu te 23 zeszyty „Biuletynu Nautologicznego”, w których utrwalono bardzo dużo pasji i entuzjazmu oraz rzetelnej - na miarę czasów i możliwości - wiedzy. Warto je przypominać, i to nie tylko z okazji takiej jak niedawne 50-lecie wydania pierwszego numeru pisma. (Niemal komplet „Biuletynu” posiada Ośrodek Kultury Kaszubsko-Pomorskiej w Gdyni, ul. Piłsudskiego 18, któremu dziękuję.) i K. Zagrodzki, Na progu drugiego roku, „Biuletyn Nautologiczny” [dalej: „BN”], nr 4/1958, s. 4. ii Tamże, s. 5. iii Tamże, s. 3. iv „BN” 3 (15)/1959, s. 26. v L. Roppel, Z księgi mądrości morzan. 13 centurii przysłów i powiedzonek kaszubskich o morzu, Wyd. Morskie, Gdynia 1965, s. 3; wzmianka dotyczy w istocie zbioru Ma jesma od morza. vi „BN” 10-11/1959, s. 6-14. vii J. Samp, Gosk - brakujące ogniwo kaszubskiej mitologii Bałtyku, [w:] Lew - Stolem - Budziciel. Wojciechowi Kiedrowskiemu na 70. urodziny, Gdańsk-Wejherowo 2007, s. 109-124. viii „BN” 10-11/1959, s. 13; nie jest to też, jak widać, dosłowny „koniec” tekstu L. Roppla. ix S. Mielczarski, Kiedy Gdańsk uzyskał prawo lubeckie?, „BN” 12/1959, s. 3-8. x „BN” wyd. specjalne 1963-1964, s. 44-47. xi Od Redakcji, „BN” wyd. specjalne 1960 [wrzesień 1963], s. 2. xii W. A. Drapella, Pierwszy numer „Morza”, „BN” 12/1959, s. 30. xiii S. Bernatt, Portugalski „Pochód na Wawel”, „BN” 7-9/1965, s. 54. xiv 1 Walny Zjazd Delegatów PTN, „BN” wyd. specjalne 1960, s. 49-50. xv „BN” wyd. specjalne 1960, s. 45-48. xvi Materiały biograficzne, „BN” wyd. specjalne 1961 [kwiecień 1964], s. 67-69. xvii W. Żelechowski, Okrętowy solomierz chemiczny Brandta. Ze wspomnień, „BN” wyd. spec. 1962 [1964], s. 49-69, „BN” wyd. spec. 1963-1964 [1964], s. 71-85; do tego materiału opublikowano także obszerną erratę: „BN”, nr 7-9/1965, s. 55. xviii Dawna Gdynia (Artykuł nie podpisany, opublikowany w „Gazecie Morskiej 3.VII.1935 r.), „BN” 7-9/1965, s. 51-52. xix Kronika towarzystwa. 1Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Członków, „BN” 1-3/1965, ss. 2, 63-65. xx Tamże, s. 63. xxi Podziękowanie, „BN” 10-12, s. 2. xxii Tamże. xxiii „BN” 10-12/1965, s. 71. xxiv Z. Libera, Koła szkolne PTN, „BN” 10-11/1959, s. 3-5. xxv Archiwum - Biblioteka - Zbiory, „BN” 7-8/1958, s. 29. xxvi „BN” 11-12/1958, s. 40-43. xxvii P. Smolarek, Z dziejów polskiej floty, Warszawa 1957, s. 4, cyt. za: „BN” 5/1958, s. 29 (recenzja W. A. Drapelli). xxviii W. A. Drapella, Przestrzeń nautogonalna (z rozważań nad terytorium badawczym), „BN” 4-6/1959, s. 3-9. xxix Tamże, s. 6. |
