| |
Gen. Michał Sokolnicki kontra mjr Wilhelm Joachim Reinhold hr. von KrockowW cyklu: Historia (liczba artykułów 64)[NG: 41] Autor: Andrzej Szutowicz - Drawno (liczba artykułów: 26)Portret generała Michała Sokolnickiego nieznanego malarza, który był w posiadaniu Gabriela Sokolnickiego w domu Sokolnickich w Brzuchowicach k. Lwowa i dzięki staraniom prof. Sokolnickiego w 1967 roku został darowany i przekazany, wraz z innymi obrazami (portretami rodziców generała, Franciszka Sokolnickiego i Urszuli z Poklateckich Sokolnickiej, prezydenta Warszawy Ignacego Zakrzewskiego, który był ojcem Marianny, żony Jana Nepomucena Sokolnickiego, brata generała) Muzeum Narodowemu w Poznaniu. Prezentowany portret generała Michała Sokolnickiego znajduje się w Muzeum Wojska w Poznaniu. Pierwsze Freikorpsy „Korpusy ochotnicze” (niem. Freikorps od Freiwillige Korps) powstawały już w czasach Fryderyka II Wielkiego. W dobie napoleońskiej pierwszy freikorps utworzony został z inicjatywy rtm. Ludwiga Aleksandra von der Marwitz (od 1805 r. adiutanta księcia Hohenlohe, późniejszego generała). W marcu 1806 r poprosił on króla Prus o wyrażenie zgody na jego utworzenie. Król przystał na propozycje i 2 kwietnia 1806 r. w Prusach Wschodnich Marwitz rozpoczął formowanie swego oddziału. W maju korpus ten wysłano na tzw. Szwedzkie Pomorze. Mimo kolejnych reorganizacji oraz ładnych mundurów niczym się nie odznaczył i 20 września został rozwiązany. Do sprawy organizacji „korpusów ochotniczych” powrócono po klęsce pod Jeną i Auerstedt. Główne zadania, jakie dla nich przewidziano, to: prowadzenie dywersji na dalekich przedpolach twierdz, szczególnie na szlakach komunikacyjnych, paraliżowanie łączności i zaopatrzenia dla wojsk francuskich i polskich oraz zwalczanie małych oddziałów wroga. Do dodatkowych obowiązków korpusów należało reprezentowanie władzy króla Prus, wymierzanie sprawiedliwości wobec zdrajców i kolaborantów, ściąganie kontrybucji, przeprowadzanie rekwizycji itp. Spośród żołnierzy freikorpsów jedni byli gorącymi pruskimi patriotami, inni awanturnikami, a jeszcze inni żądnymi przygód młodzieńcami. Co najważniejsze, w większości byli to ochotnicy. Najsłynniejszymi dowódcami tej formacji byli: por. (potem mjr) Ferdynand Baptysta von Schill, który na mocy królewskiego patentu z 12 stycznia 1807 r. utworzył oddział przy twierdzy Kołobrzeg, oraz wywodzący się z tego oddziału późniejszy generał Ludwig Adolf Wilhelm baron von Lützow. Freikorps von Lützowa powstał stosunkowo późno, bo w lutym 1813 r. Wśród jego żołnierzy było wielu uduchowionych humanistów (a także artystów) i oni po zakończonej kampanii, niewspółmiernie do zasług, rozpropagowali oddział w literaturze i sztuce - na taką skalę, że jest on nadal postrzegany jako najsłynniejszy freikorps z okresu zmagań Prus z Napoleonem. Barwy tego korpusu - czarne mundury z czerwonymi wypustkami i złotymi guzikami - mają odniesienie do barw na fladze Niemiec. Dokonania i śmierć von Schilla oraz legenda von Lützowa (którzy uznawani są za bohaterów narodowych) przyćmiły postać autentycznego prekursora zmagań partyzanckich na Pomorzu w roku 1807 r. Wywodził się on ze starej pomorskiej rodziny Krokowskich, której zasług dla Rzeczypospolitej nawet dziś się nie kwestionuje, lecz która bardzo szybko przystosowała się do zmieniającej się rzeczywistości i jak niegdyś Rzeczypospolitej, tak potem wiernie Prusom służyła. Historia dokonań potomka Krokowskich nasuwa przypuszczenie, że niemal od początku swej wojennej aktywności miał on w 1807 r. autentycznego pecha. Tym pechem był gen. inż. Michał Sokolnicki. Wilhelm Joachim Reinhold hr. von Krockow (Krokowski) urodził się 18 grudnia 1767 r. Jego ojcem był płk Heinrich Joachim Reinhold v. Krockow (1734-1796), dowódca pułku huzarów von Zieten Nr 2, który za bojowe zasługi dla Prus otrzymał tytuł hrabiowski, natomiast matką Louise Regine z domu von Göppel. Ze względu na służbę wojskową ojca przyszło Wilhelmowi urodzić się w pruskim garnizonie na Śląsku, w Żarach. Kształcony był w domu, a następnie w gimnazjum w Berlinie. Rodzina posiadała także dobra w Pieszczu (dziś gm. Postomino, pow. Sławno). Ponieważ nie tylko ojciec służył w wojsku, ale również dziadek (gen. mjr z 1750 r. Hans Kaspar von Krockow, bohater zmagań prusko-austriackich) i pradziadek (kpt. armii duńskiej Hans Kaspar von Krockow), młody von Krokow w wieku 18 lat wstąpił do pułku czerwonych huzarów Gebharda von Blüchera (późniejszego feldmarszałka i faktycznego pogromcy Napoleona spod Waterloo). Ponoć „orli nos młodego von Krockowa i czyste niebieskie oczy idealnie pasowały do futrzanej czapki huzarskiej”. W szeregach tego pułku Krockow w l. 1792-94 walczył z Francuzami. Karierę wojskową przerwała śmierć mu ojca, dlatego w 1796 r. w stopniu rotmistrza sztabowego odszedł ze służby i zajął się prowadzeniem rodzinnego majątku w Pieszczu. W 1806 r., na widok klęsk doznanych przez Prusy, postanowił działać i wrócił do służby. 23 grudnia 1806 r. jako pierwszy na Pomorzu (w okresie wojny z Francją), a może i w całych Prusach, zwrócił się z prośbą do króla Fryderyka Wilhelma III o pozwolenie na utworzenie freikorpsu. Zgodę - wraz z awansem na majora - otrzymał 27 grudnia 1806 r. Oddział miał być organizowany przy twierdzy gdańskiej. 10 stycznia 1807 r. von Krockow wydał odezwę do mieszkańców państwa pruskiego, a 12 stycznia 1807 r. rozpoczął w Gdańsku werbunek do swego oddziału. Freikorps Krockowa Etat tworzonego freikorpsu przewidywał: batalion strzelców pieszych (pięć kompanii, a w nich 21 oficerów, 50 podoficerów, 11 trębaczy-waltornistów, 10 cieśli, 750 jegrów, 4 chirurgów, 3 sztabowców - razem 849 ludzi), szwadron strzelców konnych (6 oficerów, 1 wachmistrz, 12 podoficerów, 12 karabinierów, 160 jegrów, 3 trębaczy, 1 chirurg, 1 kowal - razem 196 ludzi) oraz oddział artylerii konnej z dwiema trzyfuntowymi armatami (dostał je z garnizonu w Gdańsku) z konnymi zaprzęgami. Razem freikorps ten liczył 1091 oficerów i szeregowych. Po pierwszym tygodniu organizacji von Krockow sformował szwadron kawalerii i batalion piechoty. Przyjmował na zasadzie dobrowolności, głównie ochotników, ale także byłych jeńców wojennych oraz tych żołnierzy, którzy przedarli się na Pomorze. Częściowo z własnych środków ubrał i uzbroił oddział. Żołnierze jego mieli nietypowe umundurowanie, często zestawione przypadkowo z rozmaitych sortów, co znacznie ich różniło od typowych żołnierzy pruskiej armii. Na głowach mieli żelazne hełmy, które znaleziono w gdańskim arsenale. Miały one wymalowane trupie czaszki, pod którymi widniały skrzyżowane piszczele, a hełmy zdobiły ogony z końskiego czarnego włosia (trupie główki z hełmów Krockowa były nazywane „kocimi główkami”). Spodnie były koloru siwego, podszyte skórą z czarnymi lampasami. Umundurowanie składało się z ciemnozielonej kurtki z krótkimi połami, czarnym kołnierzem, klapami i mankietami oraz żółtymi guzikami, Na mundur narzucona była siwa burka kroju polskiego (!). Oficerowie mieli surduty. Żołnierze często dodawali sobie różne dodatki według własnego pomysłu lub uznania. Kawaleria miała np. na ramieniu żółte sznury i popielate spodnie. Uzbrojenie stanowiły szable w czarnych skórzanych pochwach, karabiny (muszkiety) z bagnetami lub strzelby (gwintowane sztucery) różnych wzorów. Jeźdźcy mieli po parze pistoletów. Później sprawy umundurowania i uzbrojenia się unormowały. Zadania, jakie postawiono przed oddziałem von Krockowa, były typowe jak dla tego typu formacji. Opinie o oddziale były różne: jedni, szczególnie Polacy, mieszkańcy Pomorza, postrzegali partyzantów von Krockowa jako pospolitych rabusiów i bandytów, inni mieli ich za bohaterów. I jednym, i drugim „krockowowcy” rekwirowali co tylko było można: pieniądze, żywność, furaż, odzież, obuwie. Często rekwizycje przeradzały się w zwykły rabunek. Niektórzy przyłączali się do oddziału tylko po to, by się wzbogacić Oddział stosował także akty terroru, szczególnie wobec ludności polskiej, wymierzano też tzw. sprawiedliwość w stosunku do pruskich urzędników wykonujących zarządzenia francuskiego okupanta. Wojacy najeżdżali na poszczególne gospodarstwa głównie w nocy, a dziwaczny i często przerażający uniform czynił ich strasznymi. Okazało się, że nie Gdańsk, lecz Słupsk wyznaczony został na główny ośrodek i bazę dla tego freikorpsu. Wybór nie był przypadkowy. Miasto to było jakby łącznikiem między dwiema twierdzami (Gdańskiem i Kołobrzegiem), zapewniało między nimi łączność i zaopatrzenie. Ponadto, co też nie było bez znaczenia, w jego okolicach były dobra von Krockowa, który posiadał tu licznych krewnych i znajomych, dlatego liczył na pomoc i poparcie okolicznej ludności oraz na wsparcie materialne i aprowizacyjne. Słupsk w owym czasie liczył ok. 4500 mieszkańców, posiadał stare mury obronne i był dobrze zaopatrzony. Znaczny odsetek jego ludności był gotowy do walki. Realizując swoje plany von Krockow osobiście 10 lutego 1807 r. wprowadził do Słupska swoją kompanię pod dowództwem młodego kapitana von Gutzmerowa, a sam podążył do Gdańska, aby przyśpieszyć zaopatrzenie w ekwipunek dla pozostałych kompanii. Słupsk, luty 1807 r. Gen. Sokolnicki sprawcą „afery” O ruchach von Krockowa dowiedział się gen. Michał Sokolnicki, od 12 lutego 1807 r. nowy dowódca działającego na Pomorzu zgrupowania polskiego pospolitego ruszenia. Niepokoiły go nadchodzące wiadomości o pojawieniu się nieprzyjaciela w rejonie Szczecinka i Miastka. Obawy budził bliżej nieokreślony oddział w okolicach Miastka, który miał przejąć bezpośrednio kontrolę nad Bytowem. Generał postanowił zlikwidować to powstałe dla Polaków zagrożenie. Wzmocniony piechotą, z ok. 1300 ludźmi ruszył na Bytów. 17 lutego osiągnął rejon Wojsk-Rekowo. Tu przekonał się, że Bytowowi nic nie zagraża. Jednak, nie chcąc dopuścić do dalszego wzmocnienia von Krokowa, podjął „pokerową” decyzję o zajęciu Słupska. W sprzyjających warunkach atmosferycznych, konno i saniami, wykorzystując także noc, przegrupował swoje oddziały i w środę 18 lutego ok. godz. 12.00 Polacy „stanęli u bram” Słupska. (Ponieważ gen. Sokolnicki nie posiadał armat, zabronił jego szturmu.) Licząc na zastraszenie wysłał parlamentariuszy z propozycją poddania miasta. Jednak ultimatum jego odrzucono. Generał zaskoczony odmową, zmienił zdanie i wydał rozkaz do ataku. W godzinach nocnych zajęto prawie cały Słupsk, lecz by uniknąć zniszczeń, gwałtów i samowoli, Sokolnicki wycofał się poza jego mury. Następnego dnia, tj. 19 lutego, ok. g. 11.00 d-ca obrony kpt. Gutzmerow razem ze swoimi żołnierzami wymknął się z miasta. Zorganizowany przez Polaków pościg już go nie dogonił. Zaraz potem Słupsk skapitulował. Tak oto oddział von Krockowa przeszedł niezbyt szczęśliwy chrzest bojowy. Ostatecznie Krockow utracił zasadniczą dla swojej działalności miejscowość, poległo kilkadziesiąt wyszkolonych ludzi, a poprzez działania kontrybucyjne gen. Sokolnickiego walory aprowizacyjne Słupska uległy znacznemu ograniczeniu. Słupsk nie tylko został oficjalnie ogołocony, lecz mimo prób przeciwdziałania przez Sokolnickiego, częste były w nim samowolne kradzieże i rabunki. Łupiono nie tylko miasto, ale i okolicę. Rozbisurmaniona szlachta planowała nawet napad na dobra von Krockowa. Zaradził temu w nocy 20/21 lutego 1807 r. osobiście gen. Sokolnicki. Taka postawa Polaków budziła już wtedy moralne zastrzeżenia. Natomiast z punktu widzenia praktycznego rabunki były też swoistą formą pomniejszania zapasów, z których mógł korzystać nieprzyjaciel. Mimo niewątpliwej dzielności pododdziału Gutzmerowa, utrata Słupska nie przynosi jego dowódcy chluby. Gdyby Gutzmerow został i szczelnie zamknął miasto, Polacy bez armat długo byliby bezradni. Gutzmerow miał szansę wytrwać do czasu nadejścia posiłków, gdyż na wieść o marszu Sokolnickiego ruszył mu z pomocą z Kołobrzegu oddział von Schilla, a z Gdańska von Krockow. Analiza podjętych przez obu dowódców działań każe przypuszczać, że przy odrobinie determinacji von Gutzmerowa Słupska by nie zdobyto. Błąd lub brak wytrwałości kpt. Gutzmerowa rozumiał król pruski, dlatego odmówił nadania mu orderu, nazywając jego działanie „aferą”. Dalsze losy oddziału Gutzmerow przeszedł do Wrześcia, następnie przez Smołdzino dotarł rankiem 23 lutego do Wejherowa. Tu dowiedział się, że von Krockow z dwiema kompaniami strzelców i 60 jeźdźcami poszedł już z odsieczą dla Słupska (22 lutego był w Lęborku). Nie były to wszystkie siły, które w tym celu szły na Słupsk. Za von Krockowem maszerował batalion mjra Brauchitscha oraz oddział kpt. Gerskowa. Ten ostatni połączył się w Wejherowie z kpt. Gutzmerowem i razem dotarli do Lęborka. Niemal równocześnie z twierdzy kołobrzeskiej wyszedł oddział von Brünnowa, który otrzymał zadanie przebicia się i połączenia z von Krockowem. 25 lutego gen. Sokolnicki, po odebraniu od władz miasta przysięgi na wierność Napoleonowi, opuścił Słupsk i udał się w kierunku na Bytów. Tego samego dnia był w Motarzynie, a następnie, by nie dać się zaskoczyć z kierunku Koszalina i Lęborka, zajął pozycję w Gostkowie. Do starcia nie doszło, gdyż von Krockow otrzymał rozkaz powrotu do Gdańska. Sokolnicki również rozpoczął przegrupowanie swoich sił pod to miasto. (Pod Gdańskiem zbierano napoleońskie oddziały do blokady twierdzy.) 26 lutego gen. Sokolnicki był w Bytowie, 28 w Kościerzynie. Gdy dowiedział się, że w rejonie Kartuz znajduje się oddział von Krockowa, zajął rejon na tzw. Kolanie nad jeziorem w okolicach miejscowości Ostrzyce. 3 marca partyzanci von Krockowa napadli na przeprowadzający w Kaliskach rekonesans oddział gen. Łubieńskiego. Dzięki natychmiastowej reakcji gen. Sokolnickiego, opanowano początkową panikę, odrzucono Prusaków i w nocy 3 /4 marca ostatecznie ich rozbito. 18 Prusaków poległo, do niewoli dostało się ich 47 z kpt. Baumgartenem na czele. Następnie w celach organizacyjnych Sokolnicki 5 marca cofnął się do Orla, leżącego między Kościerzyną a Skarszewami. Zajął tam pozycje w bezpośredniej bliskości oddziałów gen. Ménarda (tych, które spotkał i witał koło Czarnego). Ponowił próby przekonania przełożonych o wzmocnieniu swoich sił i ponownym zajęciu Słupska. Nie otrzymał jednak zgody i marszem przez Żukowo przegrupował się, by zająć nakazane mu miejsce na lewym skrzydle wojsk oblegających Gdańsk (obok Polaków z Legii Północnej gen. Puthoda). Tu przystąpił do dalszej reorganizacji swoich sił i niejako ostatecznie zlikwidował pospolite ruszenie tworząc w jego miejsce pułki kawalerii. Na tej pozycji przyszło Sokolnickiemu jeszcze raz wyjść przeciw partyzantom i wyprawił swych kawalerzystów przez Puck na Hel. Wyprawa ta skończyła się sukcesem - zajęto Hel i wzięto kilkudziesięciu jeńców. 2 marca 1807 r. von Krockow połączył się pod Pruszczem Gd. z wysłanym do osłony Gdańska oddziałem płk Schülera. Następnie toczył walki pod Tczewem i poniósł znaczne straty. Ze względu na zmieniającą się sytuację militarną został wezwany pod Gdańsk. (Po drodze stoczył liczne potyczki.) 12 marca otrzymał rozkaz obrony Nowego Portu i Wisłoujścia. W szeregach pruskich obrońców Gdańska było dużo Polaków wcielonych do niemieckiej armii z terenów pozaborowych; dość wspomnieć, że w wyniku III zaboru Warszawa również przypadła Prusom. Gdy pod Gdańsk podeszły oddziały polskie, nawet w biały dzień dochodziło do dezercji Polaków z szeregów pruskich (łącznie uciekło ich ok. 4000). W efekcie na najważniejsze posterunki wprowadzono Rosjan. Wtedy doszło do antagonizmów. Rosjanie czując, że są wykorzystywani, zaczęli pogardzać oddziałami pruskimi. Szanowali tylko żołnierzy von Krockowa i Schmellinga, uznając ich za wiernych sprawie prawdziwych żołnierzy i patriotów. Sytuacja von Krockowa w Gdańsku stawała się coraz trudniejsza. W końcu Francuzi przecięli łączność między Nowym Portem a Gdańskiem. Kpt. Antoni Sokolnicki i pojmanie von Krockowa 26 marca 1807 r. Prusacy postanowili dokonać wypadu na oblegającego Gdańsk przeciwnika. Pod komendą pułkownika von Massenbacha wyruszyło rano ok. 1800 piechoty i 1000 kawalerii. Równolegle von Krockow otrzymał rozkaz wsparcia tej akcji i przeprowadził wypad z Nowego Portu przez Bramę Oliwską na pozycje polskiej Legii Północnej we Wrzeszczu. Termin akcji nie był przypadkowy, gdyż po pierwsze, chciano obalić przesąd, że Wielki Czwartek jest dla miasta nieszczęśliwy (jak w 1793 r.), a po drugie, wiedziano, że o godz. 4.00 następowała zmiana oddziałów pełniących służbę w przykopach. Uderzenie pruskie zaskoczyło Polaków, a będący na pierwszej linii badeńczycy cofnęli się bez walki. Początkowo Polacy nie wytrzymali naporu przeciwnika, dopiero pośpiesznie zorganizowane siły kontratakiem zatrzymały Prusaków. Ostatecznie kryzys zażegnał marsz. Lefebvre (dowódca oblężenia, marszałek Francji i przyszły książę Gdańska), który osobiście na czele polskiego 2pp, wybijając rytm do ataku na wyrwanym od dobosza bębnie, odrzucił nacierających na ich pozycje wyjściowe. Na wieść o wypadzie Prusaków ruszyli swoim z pomocą Polacy z innych kierunków. W porę nadjechał z kawalerią gen. Sokolnicki i niemal z marszu wziął udział w odrzuceniu przeciwnika oraz w odebraniu Wzgórza Cygańskiego (Cygańska Góra k. Wrzeszcza). Po otrzymaniu wiadomości, że freikorps von Krockowa przebił się do Lasów Oliwskich, Sokolnicki ruszył na zagrożone stanowisko i najechał na toczący się bój między Legią Północną a grupą wypadową mjra von Krockowa. „Rozdzielił” grupy pruskiej jazdy i zagroził odwrotowi oddziału najbardziej wysuniętego ku Oliwie. Niestety by dobić nieprzyjaciela, nie uzyskał od będącego na miejscu gen. Jacka Piotra Puthoda wsparcia piechoty. W tym czasie nadjechał szwadron „rawskich rycerzy” pod komendą por. Macieja Sutkowskiego. Gen. Sokolnicki przez groblę przecinającą przymarzniętą część zatoki zaatakował posiadającego 2 armaty przeciwnika. Wiele się nie namyślając, rawski szwadron uderzył w centrum oddziału freikorpsu. Tempo było tak duże, że armaty strzeliły w stronę atakujących tylko 2 razy. W natarciu, w szeregach „rawskich rycerzy”, brał udział adiutant gen. Sokolnickiego, kpt. Antoni Sokolnicki. Zdobyto jedną armatę drugą udało się Prusakom wycofać. Część kawalerzystów pruskich ratowała się ucieczką. Dopadli ich rawczanie, a ze środka ich oddziału kpt. Antoni Sokolnicki wyrwał i pojmał do niewoli dowódcę. Owym dowódcą był ranny mjr von Krockow. Marek Dzięcielski podaje, że było to „gdzieś na wysokości obecnego dworca kolejowego”, natomiast prof. M. Sokolnicki w biografii gen. Sokolnickiego mówi, że fakt ten miał miejsce nad zamarzniętym morskim brzegiem. Obok mjra von Krockowa, z jego grupy wypadowej Polacy wzięli do niewoli 63 jeńców. Kim był oficer, który pojmał do niewoli mjr von Krockowa? Niestety w przekazach rodziny Sokolnickich zachowało się o nim niewiele. Według danych posiadanych przez p. Stefana Sokolnickiego, Antoni Paulin Sokolnicki (ur. 22 czerwca 1786 r., zm. 1839) był czwartym synem Pawła Benedykta Sokolnickiego ze Starogrodu (zm. 1813) i Antoniny z Budziszewskich herbu Grzymala. W l. 1806-14 był oficerem Wojsk Polskich i adiutantem generała Michała Sokolnickiego. Z generałem łączyły go więzy pokrewieństwa - byli kuzynami i mieli wspólnego pradziadka Wojciecha Sokolnickiego. Antoni Sokolnicki występuje w literaturze dotyczącej kampanii 1807 i 1812 r. Znajduje się na liście proponowanych do wyróżnienia za zdobycie Słupska 19 lutego 1807 r. Podczas kampanii 1812 r. był członkiem sztabu gen. Sokolnickiego, w skład którego wchodzili też kapitanowie Dembicki i Sołtyk oraz porucznicy Budziszewski i Strzembosz. W dniach 5-7 września 1812 r. A. Sokolnicki uczestniczył w bitwie pod Borodino. Po wkroczeniu Wielkiej Armii do Moskwy, jako adiutant przebywał na Kremlu od 15 do 17 września 1812 r., gdy był tam Napoleon. (W okupowanej Moskwie sztab gen. Sokolnickiego mieścił się w pałacu Musin - Puszkino, który w nocy 15/16 września, podczas pożaru Moskwy, o mało nie spłonął.) Antoni Sokolnicki był właścicielem dóbr Potarzyca oraz Kajewie w pow. Pleszew k. Kalisza. Był dwukrotnie żonaty. Pierwszy raz ożenił się 27 kwietnia 1809 r. w Poznaniu ze swoją kuzynką Elżbietą Suchorzewską herbu Zaremba (córką Ignacego i Marianny Ignacji z Sokolnickich herbu Nowina), z którą mieli dwóch synów, zmarłych wkrótce po urodzeniu, i córkę Mariannę (ur. 1 grudnia 1811 r., zm. 16 stycznia 1851 r.), w 1834 r. wydaną za mąż za Kacpra Niemojewskiego. Drugą żoną A. Sokolnickiego była Antonina de Guitry (ur. 1772, zm. 11 czerwca 1844 r. w Kcyni). Małżeństwo to było bezdzietne. Gen. Sokolnicki miał rację W nocy 26/27 marca 1807 r. von Brünnow, d-ca oddziału wysłanego przez von Schilla, zdając sobie sprawę z niepowodzenia swojej ekspedycji, wydał rozkaz powrotu do Kołobrzegu. Okazuje się, że gen. Sokolnicki właściwie oceniał niebezpieczeństwo grożące mu ze strony pruskich partyzantów między Gdańskiem a Kołobrzegiem i że jego monity oraz propozycje odnośnie ich likwidacji miały sens i były właściwe. Uciążliwość działań partyzantów na tym szlaku zaniepokoiły Napoleona i spowodowały, że nakazał dowódcy X Korpusu marsz. Lefebvre zlikwidowanie zagrożenia. Do wykonania tego zadania wyznaczono znaczne siły francuskie i polskie (Legia Północna), którymi dowodził gen. Henryk Wołodkowicz. Ekspedycja Wołodkowicza wyruszyła 27 marca 1807 r., czyli w dzień po pojmaniu von Krockowa. Niczym miotła od Lęborka poprzez Słupsk, Darłowo i Sławno do Kołobrzegu oczyściła szlak z partyzantów von Schilla. Był to koniec jego działalności na Pomorzu Środkowym. Freikorps bez Krockowa Po wzięciu do niewoli mjra von Krockowa dowództwo jego freikorpsu objął płk Schuler von Senden. Jego następcą był mjr von Mutius z regimentu dragonów Rouquette’a. 31 maja 1807 r. dowodzenie objął mjr von Wilamowitz. Dowodził aż do rozwiązania oddziału. Po poddaniu się Gdańska freikorps udał się w kierunku niemieckich ugrupowań na północnym wschodzie Prus. Na skutek strat i chorób liczył prawie połowę pierwotnego stanu: ok. 23 oficerów i 523 żołnierzy. Rozkazem z 27 lipca 1807 r. jeden z najbitniejszych freikorpsów pruskich roku 1807 został z dniem 1 sierpnia rozwiązany w Schmelzu nad rzeką Memel. Żołnierzy włączono do różnych formacji. 327 wojaków z brandenburskich i pomorskich regimentów - w tym 87 chorych - zostało wcielonych do 2 batalionu rezerwowego z Nowej Marchii, niektórzy trafili do gwardii, a kawalerzyści (77 jegrów) do oddziałów jazdy. Dalsze losy von Krockowa Zatrzymany dowódca Wilhelm Joachim Reinhold von Krockow wymagał specjalnego traktowania. Miał złą sławę. Był znienawidzony przez Francuzów oraz oskarżano go, że osobiście rozstrzeliwał wziętych do niewoli Polaków. Sądzić można, że ta sława to efekt działań innego oficera (lecz z freikorpsu Schilla) por. Philippa von Diezelsky’ego. Miał on polskie korzenie i z neofickim sadyzmem unikał brania jeńców spośród Polaków. Von Krockowa przewieziono do Torunia, gdzie był więziony do chwili zawarcia pokoju w Tylży. Został tam postawiony przed sądem, który go uniewinnił. Odzyskawszy wolność, poprosił swego monarchę o dymisję i 24 sierpnia 1807 r. w Kłajpedzie król zwolnił go ze służby, jednocześnie zezwalając na noszenie przez niego uniformu freikorpsu. Von Krockow osiadł w Pieszczu. W 1808 r. udał się do Królewca na spotkanie z królem, który podziękował mu za dotychczasową służbę i udzielił zgodę na sformowanie nowego freikorpsu. 24 lutego 1809 r. von Krockow przystąpił do jego formowania. W tym czasie należał do tajnej patriotycznej organizacji „Tugendbund”. Gdy wybuchła wojna austriacko-francuska, Krockow wyjechał do Austrii. Po drodze dowiedział się, że za członkostwo w „Tugendbundzie” jest poszukiwany królewskim listem gończym. Aby oczyścić się z zarzutów zdrady, zawrócił i 13 czerwca 1809 r. wrócił do Pieszcza. 27 czerwca został osadzony w Kołobrzegu, gdzie był sądzony. 29 października skazano go na trzy miesiące twierdzy. Po apelacji, 25 maja 1810 r. dostał karę zapłaty 1000 talarów z zamianą na rok więzienia i wybrał więzienie. 25 lutego 1811 r. został zwolniony. Rozpoczął starania o powrót do służby, lecz król nie wyrażał zgody. Ostatecznie w liście do von Krockowa napisał: „Król wybacza chętnie, ale nie zapomina nigdy - najmniej samowolnej działalności swoich sług”. Mimo burzliwych czasów W. von Krockow nigdy do służby nie powrócił. Rozgoryczony zaszył się w swoim majątku i zaczął pisać patriotyczne wiersze. Zmarł w Pieszczu 29 września 1821 r. (w roku śmierci Napoleona). Do końca swoich dni był majorem, nigdy już nie awansował. Jego żoną była Jakobina Dorothea Friederike z d. v. Below, z którą miał dwóch synów: Heinrich Joachim Reinhold (1797-1829) był pułkownikiem i dowódcą pułku huzarów von Zieten, a Karl Gustaw Adolf (1800-1867) odziedziczył majątek rodzinny, który sprzedał i nabył od swoich kuzynek dobra krokowskie. Był członkiem Izby Parów w pruskim parlamencie. W 1920 roku jego potomkowie z Krokowej przyjęli obywatelstwo polskie. W 1932 r. starosta Władysław Henszel napisał w urzędowym piśmie: „Rodzina Krockowów jest od dawna zasiedziałą na Pomorzu i przystosowała się zawsze do nowych warunków politycznych, wykazując lojalność wobec panujących.” Po kampanii 1939 r. Krockowowie znów byli wierni Niemcom. Podsumowanie Wydaje się, że wyznaczając Słupsk na główny ośrodek dla swoich pododdziałów von Krockow planował lub przewidywał możliwość ograniczenia albo zlikwidowania polskiego zgrupowania pospolitego ruszenia działającego w okolicach Chojnic. Przypadek sprawił, że z chwilą, gdy pierwszy jego pododdział lokalizował się w Słupsku, dowództwo nad pospolitym ruszeniem objął gen. Michał Sokolnicki. Był starszy od swego przeciwnika o 7 lat, ponadto miał bogatszą przeszłość bojową. Jednak, jak uczy historia, często doświadczenie wojenne z walk wojsk regularnych zawodzi lub jest nieprzydatne w starciach z partyzantami. Sokolnicki przewidział zagrożenie, jakie może wyniknąć z umocnienia się von Krockowa w Słupsku. Podjął decyzję na granicy blefu i bez artylerii pomaszerował na Słupsk. Zajęcie Słupska u zarania pokrzyżowało realizację planów von Krockowa, co obok walk o Gdańsk spowodowało, że nigdy nie rozwinął on i nie wykorzystał w pełni w tym rejonie możliwości militarnych swego freikorpsu. Jak skuteczny i niebezpieczny był freikorps, świadczy krótka obrona Słupska tylko przez jego jeden pododdział. Słupsk skapitulował nie z powodu przegranej militarnej czy z braku waleczności broniących, lecz z braku wytrwałości kpt. Gutzmerowa. Natomiast Sokolnicki swoim niemal pokerowym zagraniem dał sygnał, który się sprawdził, że może być równie niekonwencjonalny jak partyzanci. Gdyby doszło do bezpośredniego starcia całego freikorpsu z rycerzami pospolitego ruszenia, to mimo doświadczenia Sokolnickiego, wynik dla niego mógł być niekorzystny. Na szczęście Sokolnicki zdawał sobie z tego sprawę i umiejętnie manewrował oraz włączał się do walki tam, gdzie miała ona sens, co w konsekwencji uszczuplało freikorps von Krockowa. Można przypuszczać, że gen. Sokolnicki miał szacunek do swego przeciwnika. Trudno powiedzieć czy wynikało to z docenienia jego pruskiego patriotyzmu, umiejętności organizacyjnych czy też z wysokiego urodzenia von Krockowa. Możliwe, że również powody stanowe spowodowały, że generał przeszkodził w zorganizowaniu najazdu szlachty na dobra pieszczeńskie. Gdyby do najazdu doszło, uczyniłoby to von Krockowa bankrutem, a czyn ten na pewno nie spotkałby się z potępieniem przez Polaków. Obaj adwersarze zostali przywołani do Gdańska, jeden do jego obrony, drugi do zdobywania, ale ich podwładnym przyszło jeszcze się spotykać na placu boju. Siły von Krockowa topniały, a ci, co zostali przy Sokolnickim, uczyli się nowoczesnej wojaczki. Freikorps von Krockowa przedstawiał w oblężonym Gdańsku pod względem morale największą wartość bojową, osłabił ją akcją swej kawalerii 26 marca 1807 r. (twierdza padła 26 maja) nie kto inny jak gen. Sokolnicki. To ostateczne starcie miedzy nimi nastąpiło, gdy kawaleria Sokolnickiego liczyła już tylko 300 ludzi, a von Krockow też nie posiadał swej pierwotnej siły. Wpadł w ręce Sokolnickiego i już nigdy nie zyskał na znaczeniu. Sukces Sokolnickiego docenił marsz. Lefebrve, który podarował generałowi ową zdobytą na „krockowowcach” armatę. Z drugiej strony von Krockow miał szczęście, że pojmał go kpt. Antoni Sokolnicki. Gdyby zrobił to ktoś inny, najprawdopodobniej zostałby u zarania niewoli zlinczowany. Wydaje się, że nadszedł już czas, by umieścić gen. Michała Sokolnickiego we właściwym kontekście dziejów Pomorza roku 1807. Pora spostrzec pozytywy akcji na Słupsk i znaczącą rolę generała w pokrzyżowaniu zorganizowania zwartego ruchu partyzanckiego na Pomorzu. Źródła:
|

![Andrzej Szutowicz [Drawno]](/foto/autorzy/26.jpg)