NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Udana publikacja o L. Ropplu

[NG: 41]   Autor: Sławomir Cholcha - Luzino (liczba artykułów: 13)

Wielką fascynacją wejherowskiego działacza kaszubskiego Leona Roppla (1912-1978) był Florian Ceynowa. Ale jego książkę o nim skrytykowano jako „nieudaną publikację o F. Ceynowie”. Od tamtych czasów minęło wiele lat; nie żyje już Roppel ani jego krytyk prof. Andrzej Bukowski. Ten pierwszy doczekał się właśnie książki o sobie.

Pod koniec lutego wydano materiały z grudniowej konferencji w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej, poświęconej Leonowi Ropplowi i tygodnikowi „Klëka”, z którym owocnie współpracował. Jest to pierwsza w ogóle książka o tym zasłużonym twórcy i działaczu, więc sam fakt nadrobienia tej zaległości musi cieszyć. Oprócz tekstów referatów, które zainteresowani mogli usłyszeć na żywo, mamy kilkanaście zdjęć i dwa wiersze Roppla, same wystąpienia zostały też dość dokładnie przejrzane, opatrzone przypisami i bibliografią. Zmieniono też ich kolejność i teraz pasują one do tytułu całości: „Leon Roppel i wejherowska »Klëka«”.

Zaczyna prof. Józef Borzyszkowski prezentując - częściowo chronologicznie, częściowo tematycznie oraz na bazie opracowań - życiorys Roppla. Efektem tego niezamierzonego chaosu jest wrażenie bogactwa działalności i dorobku pisarza. Trzeba jednak pamiętać, że większość jego książek to pozycje niewielkie, wydane dawno i nieatrakcyjnie - klasyczne „stare śmieci” zalegające półki w bibliotekach, wiele jest też wśród nich opracowań twórczości cudzej. I wszystko to właściwie nadal czeka na szersze zainteresowanie i opracowanie.

Tym niemniej profesorskie przemyślenia mogą zachęcić do zainteresowania się Leonem Ropplem, gdyż zawierają obszerne wskazówki bibliograficzne i odnośniki, jak również autorskie dygresje i dopowiedzenia (oraz niedopowiedzenia), zawsze jednak pozytywne w wydźwięku, a czasem nawet humorystyczne. W zakończeniu jesteśmy już prawie skłonni wierzyć, że Roppel był „osobowością na miarę słowiańską”, jak pisze J. Borzyszkowski (str. 17), a już kaszubską na pewno.

Szczegółową branżę kaszubskich zainteresowań L. Roppla omawia następnie Justyna Pomierska, paremiolożka czyli badaczka przysłów. Czytamy, że w zbiorach etnograficznych pisarza doliczono się aż 1300 przysłów kaszubskich, a z nich większość opublikował on w pomnikowej „Nowej księdze przysłów polskich”, z której redakcją współpracował. Jak pisze badaczka, wiele z nich to „paremie z członem wulgarnym” (str. 25), co już samo w sobie brzmi dość nieprzyzwoicie. Niewiele z nich nadaje się do cytowania, choć w naukowej książce się zmieściły, podano je też - czego autorka nie zaznacza - w nowej pisowni. „Dzeùsa smród - dlô chłopa miód” (str. 30) brzmi nawet nieco starogrecko, mnie zaś najbardziej zastanawia podana aż w dwóch wersjach kaszubska mądrość ludowa: „Chwała w niebie, a rzëc w pòpiele” (str. 28). Narody mają jednak swoje zagadki...

Tekst p. Justyny zawiera również bogate odnośniki i bibliografię, spisany jest w punktach i podpunktach jak na ścisłą humanistykę przystało, zawiera też krótkie podsumowanie tematu. Wypada sprostować nieprecyzyjną informację, iż Roppel studiował filozofię (str. 21); źródła podają filologię polską. Również prof. Borzyszkowski delikatnie omylił się w jednym miejscu pisząc, że w redakcji „Klëki” zjawili się Roppel, a po nim Szefka i Kotłowski (str. 7). Kolejność była inna: gdy przybył Roppel, Pawła Szefki już nie było, zaś Jan K. Kotłowski zaczął publikować kilka miesięcy później, były to zresztą głównie przedruki z jego książeczki „Dożynki Kaszubskie” i zdjęcia.

O tych kwestiach pisze Ewa Kminikowska charakteryzując słynną „Klëkę”, wydawaną w l. 1937-39, a więc 70 lat temu. Bardzo szeroko opisuje tło zajść, powtarza informacje z fachowej literatury, omawia na zmianę dzieje pisma i sylwetki jego redaktorów. Wprowadza to pewien chaos do tekstu, w którym brakuje też podsumowania, zdarzają się za to nieścisłości. „Regionalne Zrzeszenie Kaszubów” (str. 43) nazywało się Zrzeszeniem Regionalnym, Roppel nie publikował w „Klëce” żadnych felietonów, podobnie Klemens Derc poezji (str. 50), a jedynie redagował Balladę A. Majkowskiego. Nie zgadza się informacja o stopniowym przechodzeniu z języka polskiego na kaszubski w tekstach „Klëki”. Pomijając pierwszy numer, cały po polsku, było to przez parę miesięcy jakby fifty-fifty, potem kaszubski schodził powoli na margines i w ostatnich numerach ograniczał się do góra półtora strony - na 12, bo tyle liczyło to pismo przed swą śmiercią.

Referat p. Ewy, najciekawszy z czterech, został jednak niedostatecznie przejrzany i wiele w nim drobnych pomyłek, zwłaszcza w cytatach z obficie przytaczanej literatury. Czasami te błędy się nawet kumulują, i to w prostych krótkich słowach. Np. cytowany z „Klëki” slogan „Kto u Niemców i Żyda kupuje - sam swój majątek rujnuje” brzmi w oryginale inaczej: „Kto u Niemca lub żyda kupuje...” Kilkanaście usterek można znaleźć też w kaszubskich cytatach z „Klëki” czy „Zrzeszy Kaszëbskiej”, choć to oczywiście wyższa szkoła jazdy, a może nawet uniwersytet.

O kaszubskim (a także polskim) w tekstach „Klëki” pisze prof. Jerzy Treder, uchylając się częściowo od jego kwalifikacji, a nawet od nazwania go językiem. Z licznych cytatów, aluzji, dygresji i pewnego nieładu wynika jednak podskórnie, że w piśmie panowała kaszubska „wolnoamerykanka” i każdy pisał po swojemu. Dało to pełen wachlarz wrażeń: od komicznych do tragicznych, które prof. Treder na spokojnie analizuje. Z niezrozumiałych przyczyn nie oddziela najczęściej usterek drukarskich od tekstu, przez co jego referat traci na naukowości. W „jadłospisie” gatunków literackich występujących w „Klëce” pomija też poezję, której było w niej najwięcej, nieściśle klasyfikuje też Hymn F. Sędzickiego i wspomnianą Balladę Majkowskiego do tekstów kaszubskich (str. 66), choć oba są całkowicie polskie. Wypada sprostować jeszcze jedną omyłkę: Kronika w „Klëce” pojawiała się w obu językach.

Wyraźnie więc widać, że pierwsza publikacja o Leonie Ropplu i wejherowskiej „Klëce” okazuje się być klasyczną pozycją pionierską. Chto pierszi przińdze, ten pierszi miele - pisze Roppel (str. 30), trzeba tylko pamiętać o tej „chwale” w tym „popiele”.

 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: Samochody