| | Pomorski Kongres ObywatelskiW cyklu: Wydarzenia (liczba artykułów 55)[NG: 41] Autor: Danuta Sroka - (liczba artykułów: 5)Pokongresowe refleksje W maju odbył się III Pomorski Kongres Obywatelski w Gdańsku, zorganizowany przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Patronat nad nim sprawował marszałek Jan Kozłowski. Temat przewodni zjazdu brzmiał konsolidująco, a mianowicie: „Razem wobec kryzysu i przyszłości”. Owa idea skłania do wyjścia poza ramy własnych myśli, do współdziałania w grupie. Takie działanie daje większe szanse powodzenia. Wyobrażenie bycia „razem”, wyzwala w „zastraszonym” lub „zobojętniałym” człowieku chociażby odrobinę decyzyjności. Obserwując i analizując własne otoczenie dochodzimy do pewnych wniosków, które stają się bodźcem do współdziałania. Bierność zaś prowadzi jedynie do zastoju. Umartwianie się nad kryzysem globalnym, czy też regionalnym rodzi frustracje. Z niepokojem patrzymy na spadki na giełdzie, wzrosty cenowe, brak środków w budżecie, oskarżamy decydentów o brak odpowiedzialności, a tak naprawdę, to wszyscy powinniśmy czuć się odpowiedzialni i wszyscy powinniśmy być „samorządowcami” w naszym mieście. Byłoby niezwykle, gdyby połączyć indywidualne umiejętności w zbiór, wówczas siła pozytywnych inicjatyw byłaby ogromna, warunkując jakość naszego życia. Jeżeli determinantę przeniesiemy w byt wspólny, lokalny czy regionalny, wówczas wszystkim będzie żyło się lepiej. O roli tychże wspólnot mówił w części plenarnej jeden z najlepszych polskich socjologów prof. Marek Szczepański z Uniwersytetu Śląskiego. Gościem specjalnym Kongresu był prezydent Lech Wałęsa, który w swojej mowie przedstawił pogląd na temat wartości, na których powinien oprzeć się rozwój Polski i świata cyt. „(…) Ludzie muszą się czuć potrzebni i mieć poczucie własnego miejsca na ziemi, żeby mogli się włączyć w proces budowy Europy bezpiecznej, pięknej, a przy tym bogatej (…)”. Pokuszę się o stwierdzenie, że większość z nas biernie oczekujących zmian, zasłaniających się wartościami, tak naprawdę milczy. Przyparci do muru jesteśmy w stanie odnieść się do tych wartości, jednocześnie krytykując bardziej zaradnych. A gdyby tak, zanim zaczniemy narzekać na władzę, kolejne rządy, samorządy i prywatnych przedsiębiorców, zadać sobie konstruktywne pytanie czego my – mieszkańcy i obywatele, pracownicy i pracodawcy – chcemy? Czy realizujemy własne marzenia, wyznaczamy cele, tworzymy wygodne zaplecze życia w społeczeństwie? Należy wreszcie uwierzyć w to, że działanie w grupie ułatwi nam życie. Nikt z nas nie chce żyć w chaosie, sami zaś nie jesteśmy w stanie wypracować sobie uporządkowanego świata. Nawet jeżeli ten świat będzie wewnętrznie dopracowany, to wokół niego pozostanie niestety chaos. Kongres składał się z dwóch sesji plenarnych oraz z pięciu sesji tematycznych. Osobiście zainteresowały mnie dwa tematy: „Miasta – czy wszystko na sprzedaż?” oraz „Prawdziwe wartości edukacji”. Niestety, wszystkie sesje odbywały się równolegle, ja natomiast nie mogłam się rozdwoić, w związku z tym wybrałam sesję dotyczącą miast. Panel poprowadziła dr Małgorzata Domnicka z Katedry Urbanistyki i Planowania Regionalnego Politechniki Gdańskiej. Podczas dwugodzinnej sesji wypowiadało się grono naukowców, w tym: dr Krzysztof Nawratek (University of Plymouth), dr Marta Smagacz-Poziemska (Uniwersytet Jagielloński), dr Mariusz Czepczyński (Uniwersytet Gdański) oraz Sergiusz Gniadecki (prezes Allcon Investment). Dyskusja dotyczyła przestrzeni publicznej, wolnego rynku, wartości wspólnotowych oraz roli galerii handlowych w przestrzeni publicznej. Centra towarowe, które wyrastają jak grzyby po deszczu w naszych miastach, oferują nam przestrzeń sprywatyzowaną. Na ile galerie handlowe pełnią funkcję przestrzeni publicznej? Czy wolny rynek i wspólnotowość w przestrzeni miast są do pogodzenia? Na te i inne pytania starano się znaleźć odpowiedź. Odniosłam wrażenie, że te dyskusje nie były jałowe. Wszyscy mogliśmy zadawać pytania, lub naświetlić nurtujący nas problem. Każdy z nas, tęskni za odrobiną neutralności, za przestrzenią w której będziemy czuć swobodę. Zastanawiam się, w jakiej przestrzeni ja czuję się bezpiecznie, gdzie się kończy, a gdzie zaczyna przestrzeń publiczna? Zdaję sobie sprawę, że zmiany następowały i następować będą, wszak do tego zmierza rozwój społeczny. Miotanie się w niepewnej rzeczywistości nie satysfakcjonuje mnie w żadnej mierze. Odpowiadając na jedno z powyższych pytań, uważam, że wolny rynek i wspólnotowość w przestrzeni miast są do pogodzenia. Należy jednak działać razem, nie odkładać problemów na potem, jak to robiła Scarlet O'Hara, bo wszystko przeminie z wiatrem. Miejska Biblioteka Publiczna w Słupsku, w której dane mi jest pracować od wielu lat, niewątpliwie tworzy przestrzeń publiczną. Idąc z duchem czasu wprowadzamy wiele zmian, aby współczesny użytkownik czuł się dobrze w tej przestrzeni. Realizujemy wiele przedsięwzięć, które utwierdzają nas w przekonaniu, że warto było. Jednym z projektów, który urodził się w głowach pracowników biblioteki już w 2008 r., było utworzenie multimedialnego centrum dla dzieci i młodzieży na terenie galerii handlowych. Wykorzystanie przestrzeni prywatnej do celów stricte edukacyjnych ma wiele pozytywnych stron. Służąc, obok boksu z płytami czy zabawkami, książką oraz wyspecjalizowaną kadrą biblioteczną, zapewnimy odrobinę przestrzeni społecznej w sprywatyzowanym świecie. Takie biblioteki będą nie tylko formą spędzania wolnego czasu, ale również spowodują bezpośrednie zetknięcie z kulturą. Często zdarza mi się obserwować młodzież oraz bawiące się dzieci w zatłoczonych holach galerii handlowych. Przysiadają na ławeczkach jak zagubione szpaki, tłoczą się w przejściach, urządzają harce na ruchomych schodach. Rodzice w tym czasie robią zakupy, zapominając o całym świecie, a tym samym o swoich pociechach. Podsumowując mój wywód, pragnę raz jeszcze zaznaczyć, że od nas samych zależy bardzo dużo. Młodzież daje nam sygnały, podpowiada jakiej przestrzeni potrzebuje. Stwórzmy im zatem w galerii handlowej atrakcyjne miejsce spotkań z rówieśnikami, a jednocześnie miejsce zetknięcia z kulturą: książką, filmem, muzyką, etc. To jeszcze nie wszystko. Z marketingowego punktu widzenia biblioteka jest produktem. Z reguły, każde miasto ma kilka dużych obiektów handlowych i powstają nadal nowe. Usytuowanie biblioteki w centrum handlowym ma wiele pozytywnych stron. Centra przyciągają nie tylko miejscowych klientów, ale również turystów, a nie każdy turysta odwiedza bibliotekę podczas spędzania urlopu, natomiast centrum handlowe z reguły zawsze. Produkt usytuowany w galerii handlowej będzie zatem produktem dobrze się „sprzedającym”. Istotne jest, iż jest on produktem kultury. Pewnie istnieje tysiące odpowiedzi na pytania zadane na debacie kongresowej. Zdaję sobie sprawę, że moja odpowiedź jest fragmentaryczna, ponieważ odpowiadam z pozycji jednego zawodu – bibliotekarza.
|
