| | Przełom epok w „Pomeranii”?W cyklu: PLUS MINUS (liczba artykułów 2)[NG: 41] Autor: Sławomir Cholcha - Luzino (liczba artykułów: 13)List do przyjaciół redaktorów Wiadomość o odwołaniu red. Iwony Joć ze stanowiska naczelnej „Pomeranii” zdawała się wisieć w powietrzu, a jednak była i jest szokiem. W chwili spisywania tych krótkich refleksji (czwartek 14 maja, imieniny Nadziei) jej kulisy są jeszcze mgliste, choć można pewne rzeczy próbować wydedukować, a przynajmniej podsumować długie i owocne lata jej redagowania „Pomeranii”. Te cztery i pół roku to ledwo połowa obecności Iwony na łamach, zaś sumarycznie to prawie 50 numerów pisma. Udało się jej m.in. bardzo szybko przywrócić miesięczny cykl „Pomeranii”, uzupełnić ją o dodatek literacki oraz edukacyjny, poprawić wygląd zewnętrzny i niewątpliwie wiele zmienić też wewnątrz. Ostatni numer dowodnie świadczy, że ten wyjątkowy organ jest w bardzo dobrym stanie. Zawiera ciekawe teksty o pomorskim „wczoraj, dziś i jutro”, wiele informacji z terenu, istotne polemiki, opinie i recenzje, a także fragmenty literackie oraz część „szkòłową”. „Przeszłość i współczesność przeplatają się w niniejszym numerze” - słowa kończące pierwszy wstępniak red. Joć (nr 1/2005) można powtórzyć bez straty na aktualności. Zaczynał się on jednak inaczej: „Zmiany, zmiany...” No, właśnie! Proste porównanie wykaże bez trudu, że „Pomerania” jest grubsza, barwniejsza, bogatsza i lepiej drukowana. Tekstów nie brakuje, autorów są też tuziny, nie mówiąc o tematach. Pismo całkiem nieźle istnieje w internecie. Jego dystrybucja też się poprawiła, choć np. w kaszubskiej Gdyni widać je tylko w wielkim EMPiK-u. Co zatem sprawiło, że trajektoria obrana przez eksredaktorkę doprowadziła do ściany? Myślę, że część „winy” leży w przesunięciu akcentu w programie (i podtytule) pisma: z „kulturalnego” na „społeczny”. Stąd być może te liczne artykuły o urbanistyce, gastronomii, komunikacji czy ekonomii - praktycznie bez nawiązania do kaszubskości w żadnym sensie, prócz geograficznego. Nie byłoby w tym grzechu gdyby ta kaszubskość miała się gdzie podziać. Prosty przykład powinien to unaocznić. Bieżący rok jest rokiem rocznic: Heyke, Karnowski, Rompski, Trepczyk. To nie są nazwiska lokalnych gwiazdek, to czołówka. Póki co w „Pomeranii” nie wspomniano ich ani słowem. Prócz Roku Lecha Bądkowskiego mamy Rok Piaśnicki, który oficjalnie już się zaczął, nadciąga też rocznica transformacji. Jednak trudno oderwać się w takim momencie od historii, której przecież (w drugim znaczeniu) absolwentką jest red. Joć. Może więc to dziwić i niepokoić, a nawet zakrawać na odcinanie się od korzeni. Nie muszę wyjaśniać znaczenia i wagi tradycji dla współczesności, zwłaszcza gdy spada znajomość języka kaszubskiego oraz poziom wiedzy o regionie. Przez ożywienie dzieł choćby wspomnianych twórców i ich nazwisk dajemy sobie szansę na odwrócenie tych tendencji, na uruchomienie pewnego mechanizmu intelektualnego, który można by (nieco po heideggerowsku) określić trzema słowami: czytać - myśleć - pisać. Brzmi to może górnolotnie, ale przecież daje całkiem naturalny cykl pracy. Jak to zrobić? „Pomerania” powinna wrócić do Słowa, w którym język i kultura istnieją najpełniej. A dodatkowo czytanie jest rozrywką niewymagającą nakładów finansowych, podobnie pisanie - książki są w bibliotekach, w gratisowy ołówek można zaopatrzyć się w każdym punkcie totka. Również darmowy internet można uzyskać w coraz liczniejszych placówkach kultury. Kierunek na przyszłość wydaje się więc jasny. Nowemu naczelnemu pisma, p. Edmundowi Szczesiakowi, chcę zasugerować kilka posunięć: przywrócenie rubryki z nowościami wydawniczymi, w tym również informacji o pokrewnych tematycznie czasopismach. Jest ich przynajmniej kilkanaście i ich listę powinno się zamieszczać obok (jeśli nie zamiast) dat mszy kaszubskich czy nazwisk parlamentarzystów. Bardzo potrzebne byłyby kontakty do tych organów, a także do autorów tekstów. Warto przywrócić modę na podawanie adresów mailowych redaktorów, których ewentualna informatyzacja nie powinna być problemem jeśli już - jak się dowiadujemy - red. Kowalski wniknął w cyberprzestrzeń. Oczywiście pewien lifting strony internetowej „Pomeranii” jest tu priorytetem. Może to przynieść spore korzyści i ułatwienia, np. w redagowaniu czasopisma. A poza tym krucafuks i do przodu! Z najlepszymi życzeniami
|
