| | * DWIE POETKI Z USTKI Legenda o Aldonie Żak i Teresie Opackiej
Motto: „Nie lekceważcie nawet najmniejszego poety, jego głos uczłowiecza bezduszne powietrze”. – Zbigniew Jerzyna
Motto II: „Narodziłem się w cierpieniu jak nieudany wiersz”. – autor anonimowy
Aldona Żak, malarka i poetka, była osobą tak malowniczą, że bez atrybutów, choćby pędzla, można byłoby odgadnąć, napotkawszy ją na ulicy, że to jest artystka. Rzadko tak kobiety ubierały się w malownicze sukienki, a korale to niczym jarzębina. Kolorowa Pani. Aldona do 1988 roku była prezesem Klubu Plastyka Amatora w Słupsku. Choć dużą uwagę jako animatorka przestrzeni w kulturze i sztuce oddała swój osobisty czas w Usteckim Klubie Plastyka Amatora – która to sama założyła i prowadziła przez 30 lat. Z Aldonką miałem literacką przygodę. Oto w roku 1981 wygrałem główną nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza, na wiersz – Erotyk, w trakcie III Sesji Literackiej w Bytowie, w średniowiecznym Zamku. Przewodniczącym jury był klasyk poezji polskiej Roman Śliwonik z Warszawy. Do pomocy miał także warszawiaków, Tadeusza Mocarskiego i Zbigniewa Jerzynę. I co się tam wówczas zdarzyło ? Otóż gdybym wówczas z głównej sali nie zszedł do restauracji, gdzie akurat Śliwonik ślęczał nad moim wierszem, to bym tę nagrodę otrzymał tylko ja. – Nie wiem, po co do niego podszedłem, i wprost mu powiedziałem: To jest mój wiersz, choć był pod godłem. Roman zrobił się taki sprawiedliwy, że do podziału tej nagrody zaprosił też Aldonę Żak. Powiedziałem o tym Aldonie, że gdyby inaczej, to ja bym miał pierwsze miejsce a ty drugie, a tak to exe guo mamy razem. Zrewanżowała się swoim otwartym uroczym uśmiechem.
Dla Aldony kilka Liryk... ŚWIEĆ GWIAZDĄ NAD SOSNĄ (w 10 rocznicę śmierci Aldony Żak)
Nie odchodź za daleko, zgubiłaś drugi pędzel, nic nie szkodzi – nie takie rzeczy gubimy, choćby miłość, choćby i życie po drodze. Droga Aldono, świeć gwiazdą nad sosną w głębi nocnej ciszy. Piszę o tobie w otwartej pamięci, tyle wierszy ukryłaś przed wiatrem.
Byliśmy młodymi poetami, literackimi ptakami na niebie.
Teresa Opacka, poetka i aktorka sceniczna, była jakby w swej kulturze osobistej damą z epoki XIX wieku. Pisała też piosenki – ale w tym była na tyle oryginalna, że pisała bez instrumentu, nie umiała grać aczkolwiek kilka utworów skomponowała pisząc do muzyki słowa. Także śpiewała. To ona w roku 1998 utworzyła w Ustce zespół chóralny pn. „Morska Fala”. Chór Seniorów trwa do dzisiaj, reprezentuje Miejski Dom Kultury. Występują przy różnych okazjach. Myślę że „Morska Fala” powinna nadać jej imię, jako Patronki. To byłby piękny gest dla niej, która odeszła za wcześnie; walczyła ze swoją chorobą. Wiele razy spotykaliśmy się na chodniku, skradając wzajemnie rozmową czas. Ale nie żałowaliśmy sobie tego czasu. Oczywiście rozmowy o literaturze, o poezji – bo przecież Teresa, z zawodu księgowa, kochała po swojemu ten poetycki świat w wierszu. Czasem zachowywała się jak dziewczynka lub podlotka, tyle miała w sobie wdzięczności, i siły, by uśmiechnąć się, nadać tym uśmiechem podziękowania, choćby i mnie, bo to ja ją zaprosiłem do literackiego środowiska w Starostwie Powiatowym w Słupsku. Przyszła do nas z niesamowitą emocją, i dzięki pracy twórczej w grupie, kilka wyróżnień w konkursach poetyckich zdobyła w kraju.
Dla Teresy UWIODŁO CIĘ ŻÓŁTE NIEBO (Pamięci Teresy Opackiej)
Pochylam się, by nie zadeptać kwiatu, rośnie samotnie bez liści, goły kwiat z otwartym kielichem, jakby czekało na porcję szampana z rąk Anioła. Tereso z tamtych lat, w słomkowym kapeluszu i umalowanymi ustami, pamiętasz tę ciernistą drogę Jezusa – byłaś zawsze bliska dobrych rzeczy. Uczyłaś szanować zwykłą przyrodę za zardzewiałym płotem, zaniedbane ogrody ci nie przeszkadzały, bardziej wracałaś w te miejsca by zapamiętać każdy szczegół z tej ziemi – z której wyfrunęłaś nagle, do żółtego pokoju Pana Boga… 25.01.2009 - Ustka
** Człowiek z ostatnim zębem - Być w fantazji. To lepsze niż liczyć kamienie. Po trosze lub według planu kalendarza starzeję się. Wczoraj, nie, muszę podać przyczynę daty: 14 sierpnia 2008 roku wypadł mi przedostatni ząb u góry. Na dole mam już niestety ostatni ząb, zdrowy, (jak powiadają tubylcy: „Jak rydz”!). No tak, ważny mój osobisty obraz starzenia się. Przecież za półtora miesiąca 30 września 2008 roku skończę 60 lat; cóż za spokój we mnie iskrzy. – Zastanawiam się, jaki ze mnie… „poeta”? To, że mam kilkaset utworów porozrzucanych po świecie, teraz w Internecie sam się pogubiłem, gdzie, co, i jak. Kilkadziesiąt obecności w antologiach i almanachach, ale cóż z tego jak właściwie (nic nie mam autorskiego (!), chodzi o tomiki poezji. O książki, gdzie na obwolucie pisze moje imię, nazwisko, i dany tytuł książki. Na emigracji, w roku 1987 wydałem dwa zeszyty literackie, w Monachium: „Słowo” i „Oaza Polska”. Skromna ilość – prawie „białe kruki”… Znany poeta Ryszard Antoni Hajczuk, w Bawarii utworzył Niezależny Związek Pisarzy Polskich „Feniks”. To on dokonał wyboru i z redagował. Pamiętam, że miałem tam dwie miniaturki prozatorskie. Z tej okazji, dzięki też obrotnemu Antoniemu, Caritas niemiecki w swojej siedzibie w Monachium zorganizował mi spotkanie autorskie. Było kilkadziesiąt osób. To oni są pewnie szczęśliwi, że te dwie książeczki mają. Ja, jako autor ich nie mam. Kiedyś napisałem, (że jestem poetą gubiących wierszy)… Wiele tych wierszy zgubiłem, bo nosiłem pod pazuchą, w kieszeniach, no taki to mój osobisty blues wierszy zaangażowanych, polityczne wywody, polityczne hymny zdrady, polityczne wyjałowienie w szarym zapisie o moim Narodzie. – Pytam się mojego Boga:, Dlaczego poeta musi dźwigać to narodowe brzemię? A cóż to, poeta innych rzeczy nie ma do roboty?! Dlaczego mnie obdarowano, bym z siebie wyrzucał te słowa – jak pianę z ust u człowieka który jest wściekły, po prostu (wkurwiony), przepraszam za ten dokładny opis mojego wnętrza? Całe życie przed oczyma mam tę debilowatość w Polsce. No jak tu się kochać z dziewczyną, na wydmach, w łąkowym trawo-kwiatowych łaskach, w gaiku zielonym, czy po prostu o tak na gałęzi wybranego drzewa. – Debilizm nas tak otoczył, że z tego gówna nigdy nie wyjdziemy, chyba, że Polacy dokonają Zrywu Historycznego, Powstania i wypędzą tę swołocz, tę zgniliznę inteligentów, którzy tak mają daleko do inteligencji jak ja do posłuszeństwa w niewoli. Dlatego napisałem książkę (wybór wierszy) pt. „W krainie żebraków słyszę bluesa”. To był mój prawdziwy debiut na przełomie Milenium w 2000 roku. To mój symbol w kalendarzu czasu. A teraz leżą sobie utworki, odpoczywają – kilka książek by z tego było. Ale komu ? – Po co komuś wiersze o Polsce…? 15.08.2008 r.
|

![Zygmunt Jan Prusiński [Ustka]](/foto/autorzy/73.jpg)