NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
1 procent z twojego podatku

W 2008 i 2009 roku w kuluarach Rad Naczelnych Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, na niektórych forach internetowych i w paru środowiskach rozgorzał spór na temat wyboru patrona kolejnego roku w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim. Ostrość pojawiających się wypowiedzi świadczy o tym, że zwolennicy Trepczyka wypowiadają się nie tylko przeciwko rokowi Karnowskiego lub Bądkowskiego, od czego nawet zapewne chcieliby się zdystansować, ale także mają pewną wizję rozwoju ruchu kaszubsko-pomorskiego.

Od samego początku pojawia się sporo pytań – już zarysowanie sporu o wymiar ruchu kaszubsko-pomorskiego wydaje się nie dość precyzyjne, być może chodzi o ograniczenie go do ruchu li tylko kaszubskiego. Dużo wokół niejasności, niewyraźnych linii podziału, wewnętrznych ansów, sporów osobistych między poszczególnymi osobami. Sprawy nie rozjaśnia fakt, że nie mamy do czynienia z konfliktem dwóch stronnictw – konfliktem o charakterze programowym, ale konfliktem symbolicznym – samo nazwanie określonego roku imieniem jakiegoś patrona jest nie tylko odwołaniem do symboliki ale językowym aktem performatywnym, który w pewien sposób zmienia rzeczywistość. Wbrew pozorom nie jest to spór o pamięć o przeszłości – ale spór o przyszłość, stosunek do postaci ma rzutować na przyszłość. Wokół patrona roku koncentruje się tematycznie seria imprez organizowanych przed wszystkim przez poszczególne Oddziały Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego oraz inne środowiska z nimi powiązane – w tym polityczne; dość wspomnieć, że od paru lat w Senacie Rzeczypospolitej Polskiej organizuje się wystawy poświęcone postaci, która patronuje danemu rokowi. Uchwała Rady Naczelnej ZK-P ma więc dość dalekie reperkusje, decydując w znacznej mierze o kształcie tej organizacji w danym roku.

 

Spór o Trepyczka – spór o symbolikę

Patron roku jest symbolem – sama postać staje się przedmiotem mityzacji i funkcjonuje jako mit. Nie jest to zjawisko przynależne tylko kulturze kaszubskiej czy polskiej, ale uniwersalne, pomiędzy zmitologizowaną postacią a rzeczywiście istniejącą zachodzi zasadnicza różnica. Postać – patron przynależny do dziedzictwa kultury a więc sfery ducha jest do pewnego stopnia kontruktem społecznym, nie jest czymś danym obiektywnie, ale jego wizja podlega zmianom w zależności od motywacji osób do niego się odwołujących – tym samym siła pamięci o nim odpowiada też pewnym konkretnym interesom społecznym. Sama idea upamiętnienia jest świadomym skorzystaniem z dostrzeżonego zjawiska przekształceń tego, co historyczne w znaki symboliczne – w omawianym wypadku nie jest to jednak proces naturalny, ale odbywający się odgórnie, tym większą ostrość nabiera spór.

Aby wyrazić rzecz lapidarnie, nie zagłębiając się w rozważania charakterystyczne dla antropologii kultury i filozofii mitu, dla zobrazowania zjawiska posłużę się analogią. Kim innym był Józef Piłsudski jako konkretna postać historyczna, kim innym staje się, gdy odwołujemy się do tej postaci na akademiach patriotycznych lub w przypadku budowania pomników.

Oczywiście działania komemoracyjne wiążą się z dążeniami do odtworzenia konkretnej biografii historycznej np. poprzez wydanie monografii, ale też przez np. postawienie pomnika lansują pewną doktrynę lub ideologię, także określoną grupę ludzi – tych, którzy podpisują się na tablicy, wydają książkę. W ten sposób pamięć historyczna jako składnik dziedzictwa kulturowego okazuje się dobrem, które można wykorzystać w doraźnych sporach politycznych, programowych, znana postać – autorytet uprawomocnia w pewien sposób działania grupy, która na nią się powołuje. Nie są to działania, które zasługują na ocenę negatywną, nie należy kojarzyć ich z manipulacją polityczną, choć niestety często i taki charakter przybierają działania komemoracyjne.

Oczywiście stawiając omawiany spór w tej perspektywie ryzykuję zachowanie badacza, który sam poddaje się wiwisekcji – mam nadzieję, że taka perspektywa będzie nie tylko pewnym nowatorskim podejściem do problemu, ale też rzuci światło na wyodrębniające się w ruchu kaszubsko-pomorskim stanowiska.

 

Biografia Jana Trepczyka

Zanim przedstawię podłoża i objawy tego sporu chciałbym wpierw zarysować krótko biografię Jana Trepczyka, na wypadek gdyby niektórym czytelnikom nie była ona znana.

Jan Trepczyk urodził się w Styszej Budzie pod Mirachowem 22 października 1907 roku. Był ostatnim z pięciorga dzieci kaszubskiej rodziny rolników – ojciec nosił również imię Jan, matka Berta pochodził z kaszubskiej rodziny Heblów. W latach 1921-1926 uczył się w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Kościerzynie, gdzie uczył go m.in. kaszubskie poeta Leon Heyke – jeden z Młodokaszubów. Po ukończeniu szkoły został nauczycielem w Kartuzach. Wraz z Aleksandrem Labudą chciał założyć organizację nauczycieli Kaszubów, jednakże pod wpływem Aleksandra Majkowskiego inicjatywa ta przekształciła się w formułę szerszej ogólnokaszubskiej organizacji – powstałego w 1929 roku Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów, był także założycielem czasopisma Zrzesz Kaszebsko. Poza tym był współzałożycielem spółdzielni Gryf, która wydawała w latach 931 -1934 czasopismo Gryf, pisma nawiązującego swą nazwą do wcześniej powstałego 1 1908 roku czasopisma środowiska Młodokaszubów. Od tego czasu datuje się ścisła współpraca z Aleksandrem Labudą – z którym musiał zetknąć się bliżej w Seminarium Nauczycielskim w Kartuzach, a nawet wcześniej gdyż Labuda pochodził z najbliższej okolicy Trepczyka – urodził się w 1902 roku w Mirachowie.

Środowisko Zrzeszińców uznawało się za kontynuatorów tradycji Ceynowy, głosiło umiarkowany w zasadzie program kaszubskiej autonomii kulturowej. Nie był to program nazbyt jednolity, jednakże był jak najdalszy od idei separatyzmu lub autonomii kaszubskiej, trudno też uznać, aby ludzie z tego środowiska głosili poglądy o istnieniu oddzielnego narodu kaszubskiego. Jan Trepczyk spotkał się jednak z prześladowaniami ze strony władz – ruch kaszubski w formie jaką nadali mu Zrzeszińcy pomimo wszystko był uznawany za zagrożenie. Z tego też powodu przeniesiono go do pracy poza Pomorzem, od 1934 roku uczył w Rogoźnie w Wielkopolsce, od 1936 roku aż do wybuchu wojny pracował w Tłukawkach. Podczas wojny jak wielu mieszkańców Pomorza został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, potem jednakże po zakończeniu wojny służył w armii generała Andersa, by powrócić do Polski w 1946 roku.

Okres powojenny Jan Trepczyk poświecił znowu pracy poświęconej Kaszubom – był aktywny na bardzo wielu polach, m.in. w publicystyce pracował przy odrodzonej na krótko Zrzeszy Kaszubskiej, jak też czasopiśmie Checz. Kierował także chórem w latach 1950-1960. Jako jeden z współzałożycieli Zrzeszenia Kaszubsko Pomorskiego (w 1956 roku powołanego jako Zrzeszenie Kaszubskie, formuła organizacji poszerzyła się w 1962 roku – przekształconego wówczas w Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie) był zarazem długoletnim prezesem wejherowskiego oddziału tej organizacji. W 1968 roku był też współzałożycielem Muzeum Piśmiennictwa Kaszubsko-Pomorskiego w Wejherowie. Jego działalność stała się powodem wyróżnienia go wraz z żoną przez Klub Studencki „Pomorania” w Gdańsku przyznaniem Medalu Stolem w 1967 roku.

Trepczyk jak niemal wszystkie wybitne postaci w ruchu kaszubsko-pomorskim udzielał się także jako literat. Debiutował w 1930 roku publikując w Checzy swoje opowiadania. Poza tym wydawał wiersze, niektóre ukazywała się w antologiach poezji kaszubskiej inne w zbiorach wierszy. Zbierał i wydawał kaszubskie pieśni i podania ludowe. Jednym z najważniejszych osiągnięć Trepczyka było przygotowanie dwutomowego Słownika kaszubsko-polskiego , który został wydany już po jego śmierci w 1994 roku.

 

Co z Trepczyka na dziś?

Jan Trepczyk jest z pewnością postacią zasługująca na uznanie, zastanawiające jest jedynie, czy jedynie pamięć o nim przyświeca osobom, które chciałyby go szerzej upamiętnić. Na wstępie zaznaczyłem, że patronat roku rzutuje też na szereg wydarzeń – postać patrona wpływa także na inne wydarzenia w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, a także szerzej na cały ruch kaszubsko-pomorski. Należy zastanowić się, jakie wątki z jego biografii byłyby najsilniej podkreślane, wybór z mojej strony w tym wypadku jest dość dowolny, mam jednak wrażenie, że w kontekście sporów, które obserwuje w środowisku trafny.

Trepczyk był czołową postacią Zrzeszińców. Ze Zrzeszińcami wiąze się mit – przekoanie, że byli oni zarazem obrońcami jak i krzewicielami kultury kaszubskiej wobec zamiarów ujednolicenia ze strony centralistycznych władz II Rzeczypospolitej, na ile były to działania świadomie wymierzone w centralizm, na ile zaś rekacja na dyskryminację trudno jest określić. Przypuszczam, że spojrzenie na Zrzeszińców jako zjawisko pojedyncze wypacza pewną szerszą perspektywę – zdają się być oni jednym z etapów naszego rodzimego aspektu szerszego ogólnoeuropejskiego dążenia do regionalizmu, to ogólne odwrócenie ku regionowi, krajowości według określenia Bądkowskiego, jest charakterystyczne nie tylko dla Polski; w naszym kraju pojawiło się z pewnym opóźnieniem z racji długoletniego kierowania wysiłku społecznego przede wszystkim o niepodległość i niezależność polityczną. Nie wydaje się, aby Zrzeszińcy stanowili jakiekolwiek zagrożenie dla polskości albo dla władzy w II Rzeczypospolitej. Było tak z dwóch powodów. Przede wszystkim był to krąg osób nazbyt mały – nie posiadał wystarczającego potencjału, aby mieć jakiekolwiek znaczenia nawet jako koalicjanta któregoś ze stronnictw politycznych, po wtóre jego działania – wydawanie małonakładowego czasopisma, organizacja chórów śpiewaczych, uroczystości, publikowanie ludowej literatury nie mogły zagrażać polskości jako takiej, trudno uznać je również za dążenia narodotwórcze, a co dopiero tworzenie zrębów ideologii, która miałaby aspiracje narodowotwórcze. Zrzeszińcy są odbierani jako pewien bastion kaszubskości, nieco radykalniejszy w swych postulatach od linii tzw. mestwinowców Jana Karnowskiego, którzy silniej akcentowali jedność Pomorza i jego dobrowolny związek z Polską. W działalności Zrzeszińców nie można dostrzec ideologii związanej z całym Pomorzem. Owszem, deklarowano, że ruch dąży do utworzenia wielkiego Pomorza, Zrzeszińcy nie dziali jednak na Kociewiu, czy Krajnie, ich zbiory baśni, poezje nie dotyczyły Pomorza niekaszubskiego. Bliższa odmiennej wizji Pomorza była działalność Jana Karnowskiego, udzielającego się w Chojnicach, w Czersku i w Toruniu w środowiskach i organizacjach o ogólnopomorskim wymiarze. Do Karnowskiego nawiązywał również wyraźnie Lech Bądkowski, osoba niezmiernie zasłużona dla Kaszub i Pomorza, ale której nie można zakwalifikować jako propagatora Kaszub wyłącznie, także z racji biograficznym Kaszubem z urodzenia nie był – przyszedł bowiem na świat w 1920 roku w Toruniu.

Do Trepczyka i Zrzeszińców wyraźnie nawiązywali działacze związani z środowiskiem Odrody – czasopisma ukazującego się na początku lat 90. XX wieku oraz osoby będące członkami KS „Pomoranii” na podatku lat 90, kładące nacisk głownie na rozwój kultury kaszubskiej. Charakterystyczne, że w obecnym kształcie Zrzeszenie Kaszubsko-Pomroskie personalnie zdominowane jest właśnie przez to środowisko – dość wymienić pana prezesa Aleksandra Jabłońskiego albo Pana Eugeniusza Pryczkowskiego.

 

Trepczyk a spór o hymn

Jedną z najbardziej znanych pieśni autorstwa Trepczyka jest Zemia rodno, przez niektórych lansowana na hymn Kaszubów, określana też jako hymn Zrzeszińców. Coraz częściej na uroczystościach organizowanych przez Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskie dochodzi do waśni, o to który z hymnów powinien być śpiewany. Podczas Dnia Jedności Kaszubów 21 marca br. w Bytowie miano nawet krzyczeć „hańba”, gdy druga grupa śpiewała Rodną Zemię. Rodno zemia została niejako przyjęty jako hymn osób reprezentujących opcję narodową, to jest deklarujących się jako osoby narodowości kaszubskiej, a przynajmniej podkreślających odrębność etniczną Kaszubów. Hymn autorstwa Hieronima Derdowskiego ma być nazbyt przesycony polaszyzmami, to jest zapożyczeniami z języka polskiego, dla niektórych kojarzy się z folkloryzmem rodem z PRL-u. Pojawiają się nawet głosy, aby Zrzeszenie Kaszusko-Pomorskie lub Kongre Pomorski ostatecznie uchwalił, który hymn uważa za swój własny. To oczywiście budzi opór, także działaczy pomorskich, którzy Kaszubami nie są albo nie chcą określać swej pomorskości w kontekście wyłącznie Kaszub – w obu hymnach wzmiankowani są wyłącznie Kaszubi i Kaszuby a Pomorze ( u Trepczyk) wyraźnie jako ich rodzima ziemia w granicach tzw. wielkiego Pomorza. Nie ma tam miejsca na Kociewiaków, mieszkańców Żuława, czy Borowiaków. W ewentualnym roku Trepczyk „Zemia rodna” jako hymn zyskałaby niejako uprawomocnienie – niekoniecznie śpiewana jako hymn Kaszubów, ale jako symbol roku – do atakujących pieśń Derdowskiego można byłoby skierować zapytanie – dlaczego atakują na uroczystość związanych z Trepczykiem, a taki charakter nabrałaby każda niemal impreza organziwana przez Zrzeszenie jako najsłynniejszy utwór Trepczyk.

Zrzeszenie jak dotąd nie zajęło wyraźnego stanowiska – stoi jakby rozdwojone pomiędzy bardziej radykalną opcją nardową reprezentowaną m.in. przez prezesa Aleksandra Jabłońskiego, Tomasza von Piechowskiego i wielu innych, ponadto opcją która widzi ruch kaszubsko-pomorski jak i samo Zrzeszenie raczej jako ruch etniczno-regionalny, a nawet folklorystyczny, aż po głosy z wewnątrz jak i zewnątrz Zrzeszenia, które zwracają uwagę na miejsce Kociewia i innych regionów pomorskich Zrzeszenia. Są w reszcie osoby, które podchodzą sceptycznie do samego Zrzeszenia i jego obecnego kształtu, zwraca się uwagę na kaszubocentryczność jego działań. Takie poglądy wypowiadają m.in. senator Andrzej Grzyb, akcentowała to również pani Sławina Kosmalska – córka Lecha Bądkowskiego w liście otwartym z maja br. Środowiska stojące na zewnątrz Zrzeszenia – zarówno jego byli członkowie, jak osoby, które nigdy do tej organizacji nie łączy bliżej określona wizja, nierzadko są one ze sobą skonfliktowane – zarówno personalnie, jak też pomiędzy linia podziałów biegnie wokół konfliktów pomiędzy konkretnymi grupami. W samym Zrzeszeniu również nie brak konfliktów i oskarżeń, obecna jest także dyskusja pomiędzy tzw. folkloryzmem a modernizmem, Z niezbyt jasnych przyczyn Trepczyk kojarzony jest z bardziej nowoczesną wizją ruchu kaszubskiego – być może dlatego, że reprezentował pokolenie, które samo siebie określało jako następców Ceynowy i Derdowskiego, jakby trzecią fazę ruchu kaszubskiego bliższą naszym czasom.

 

Rok Jana Trepczyka – co dalej?

Jaki wpływ na polaryzację stanowisk miałoby ogłoszenie roku Jana Trepczyka? Przedstawić możemy sobie przynajmniej dwa scenariusze. Przede wszystkim działacze kociewscy i ci, którym bliska jest ogólnie pomorskość zostaliby zniechęceni do działalności w Zrzeszeniu. Niekoniecznie musiałoby to objawić się rozłamem, ale podtrzymaniem obecnej tendencji w której Kociewie i Bory są marginalizowane, osoby z tych regionów do Zrzeszenia nie garną się, bo obecna wizja Zrzeszenia nie przedstawia dla nich żadnej atrakcji. Czy Zrzeszenie Trepyczka mogłoby przyciągnąć osoby których korzenie sięgają innych regionów Polski – należy szczerze wątpić. Na pozór nie wydarzyłoby się nic spektakularnego – nie obserwowalibyśmy żadnych wystąpień z organizacji. Po wtóre taki patronat roku zostaliby odebrany jako jasno określone zwycięstwo zwolenników większego skupienia Zrzeszenia na sprawach kaszubskich – w tym i opcji narodowej.

Niebagatelne znaczenie miałoby także podkreślenie związków Jana Trepcyzka z Aleksandrem Labudą – wyrzuconym ze Zrzeszenia w początkach lat 60. i jak dotąd nigdy oficjalnie nie zrehabilitowanym. Doskonały argument dla tych, którzy zarzucają Zrzeszeniu jak całości oportunizm lub konformizm – strach przed zajmowaniem wyraźnego politycznego stanowiska. Nie byłoby chyba istotne, że do tego wydarzenia doszło sprzed wielu lat, w innych warunkach politycznych i na skutek inspiracji komunistycznych władz. Podobny wymiar miałoby podkreślenie prześladowań Trepczyka przez władze II Rzeczypospolitej – łatwo jest je przedstawić nie jako wyraz autorytarnych, centralistycznych rządów panującyh w latach 30. XX wieku ale jako prześladowanie Kaszubów przez „Polochów”, podkreślenie odrębności, która może iść dalej niż tylko odrębność etniczna.

Jeden z prominentnych działaczy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego powiedział mi w prywatnej rozmowie, że według niego nadmiar sporów przemawia za rezygnacją z idei obierania patrona roku w Zrzeszeniu. Nie wydaje mi się, aby było to rozwiązaniem problemów, spory o patrona są efektem głębiej tkwiących podziałów, które znajdą swoje źródło także w innych sferach.

Warto tutaj przytoczyć konkluzje Stanisława Janke („Zrzeszenia portret własny” Pomerania, lipiec –sierpień 2006 , nr 7-8 (389)) piszącego o obecnym Zrzeszeniu:

Od kilkunastu lat pomiędzy nimi (chodzi o pokolenie młodych działaczy z okresu lat 90.) a dziaączami średniego i starszego pokolenia toczy się mniej lub bardziej wyraźny spór: jakie ma być Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskie? Organizacją etniczną, może nawet w jakiejś mierze narodowo-kaszubską, czy też najwyżej etniczno-kulturową, regionalną, otwarta na szeroko rozumianą pomorskość (…) Czas pokaże, czy zwycięży opcja jedności w różnorodności, czy też ideowej polaryzacji, która jednak na dłuższa metę może grozić rozłamem w Zrzeszeniu”.

Nie sądzę, aby patronat roku mógł doprowadzić do rozłamu, ale żywię poważną obawę, czy nie byłby to jeden z etapów do niej prowadzących. Może miałoby to charakter ożywczy, pozostawiam to pytanie pod rozwagę czytelników.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: Znakomity przed treningiem MHP A Bomb