| | Działalność V kolumny na Kaszubach[NG: 42] Autor: Bolesław Bork - Rekowo Górne (liczba artykułów: 3)Agresja, eksterminacja i okupacja hitlerowska na Kaszubach
Zasadniczym założeniem mocodawców z Berlina było utworzenie przy pomocy tych organizacji z ludności niemieckiej tzw. V kolumny, która w czasie pokoju miała prowadzić działalność propagandową, szerząc pogłoski o nieuniknionym wcieleniu tzw. korytarza pomorskiego do III Rzeszy, udowadniając „naukowo” odrębność etniczną Kaszubów w stosunku do narodu polskiego, głosząc wyższość kultury germańskiej, rozpowszechniając defetystyczne poglądy o skandalicznym stanie gospodarczym Polski, ośmieszając urzędy polskie i przedstawicieli władzy, a także dokonując aktów sabotażu i dywersji, zaś w czasie wojny otwarcie atakując wojsko polskie. Tym poczynaniom towarzyszyła od samego początku dywersja ideologiczna pseudohistoryków hitlerowskich, wyjaśniających „naukowo” konieczność ekspansji niemieckiej na wschód. Na Kaszubach tym poczynaniom towarzyszyła jeszcze inna forma propagandy, mianowicie starano się wszelkimi sposobami wpoić ludności polskiej, a w szczególności Kaszubom, przekonanie o tymczasowości stanu, jaki został ustanowiony postanowieniami wersalskimi. W marcu 1935 r. Niemcy zbierali w miastach i w większości wioskach na Kaszubach deklaracje o przynależności całych rodzin polskich do narodowości niemieckiej, wyjaśniając przy tym, że oświadczenia te mają rzekomo związek z plebiscytem, jaki na Pomorzu miała zorganizować ich zdaniem Liga Narodów. Na Kaszuby do wielu rodzin przychodziły z Niemiec pocztówki przedstawiające skrępowanego Niemca w cieniu żołnierza Wehrmachtu, nad którym znęcał się Polak. Na pocztówce widniał znamienny napis: „Kto bije Niemców, bije Niemcy”. Miało to związek z rozpętaną w Rzeszy i wśród mniejszości niemieckiej w Polsce oszczerczą kampanią, jakoby Niemcy byli u nas okrutnie prześladowani. A było wręcz odwrotnie! To Niemcy stawali się coraz bardziej agresywni w stosunku do ludności polskiej. Świadczą o tym choćby takie wypowiedzi obywateli polskich narodowości niemieckie), jak:” Przyjdzie nasz Führer i zrobi z Polakami porządek”, lub: „ Żeby Hitler zabrał już Pomorze, to każdy miałby dobrą pracę”. Wielu przedstawicieli mniejszości niemieckiej w miastach i na wsiach kaszubskich, nie kryło się ze swoimi antypolskimi poglądami. Jawnie odgrażali się miejscowej ludności polskiej, powołując się na swego wodza. Dla przykładu Volksdeutsch Walter Weihs z Dobrzewina wiosną 1939 r. zwrócił się do robotnika rolnego Ksawerego Hoppy ze słowami: „Ty polska świnio, poczekaj tylko, jak przyjdzie Hitler, wtedy się z wami rozliczy". Sporo Niemców z różnych miejscowości Wybrzeża w ślad za swoimi przywódcami z organizacji hitlerowskich, w związku z 50-leciem urodzin Hitlera wysyłało do Berlina hołdownicze depesze. Przywódca Volksdeutschów Weisner wysłał depeszę o następującej treści: „W związku z 50-leciem urodzin Führera składam w imieniu Jungdeutsche Partei jak najserdeczniejsze życzenia zdrowia i powodzenia w dokonywanym wielkim dziele. Razem z wszystkimi rodakami niemieckimi łączę się w podzięce za danie nam narodowego socjalizmu oraz za zapewnienie naszemu narodowi życia i przyszłości”. Mieszkańcy tzw. kresów zachodnich, w tym również Kaszub, którzy zajęli gospodarstwa rolne, warsztaty i sklepy opuszczone na początku lat dwudziestych przez Niemców, otrzymywali przez cały okres międzywojenny listy z pogróżkami, że oni, to znaczy Niemcy, byli właściciele wrócą i wyegzekwują „swoją” własność. Atmosfera na Kaszubach wiosną 1939 r. stawała się coraz bardziej nieznośna na skutek agresywnej postawy Niemców, rozzuchwalonych tolerancją i na ogół biedną postawą wobec ich poczynań władz sanacyjnych. Podjudzani przez wrogą Polsce propagandą goebelsowską docierającą tu za pośrednictwem radia i prasy, Niemcy odgrażali się coraz częściej i coraz bardziej zuchwale Polakom. Niemcy tej wiosny zorganizowali z okazji urodzin Hitlera. specjalną uroczystość, mającą swe odbicie prawie we wszystkich miastach i większych, wioskach Kaszub. Odpowiednio przygotowani przez niemieckie środki przekazu wysłuchali przemówienia Hitlera, traktując ten dzień jako uroczystość narodową. Wielu Niemców z Wybrzeża i z całego terytorium Kaszub z tej okazji przerwało pracę. A w następstwie demagogicznego przemówienia Führera znacznie wzrosła liczba antypolskich wystąpień i prowokacji. Na Wybrzeżu ukazywało się legalnie, w zależności od okresu, około 10 niemieckich czasopism, a zza granicy zachodniej i Wolnego Gdańska docierały dziesiątki innych tytułów gazet i czasopism. Prasa ta, a prawie wszystkim popularne na Wybrzeżu „Deutsche Rundschau”, „Pommereller Tageblatt”, „Danziger Nachrichten”, „Puziger Zeitung” lub „Dirschauer Zeitung“, starała się wykorzystać na omawianym terenie regionalizm, w którym przywódcy hitlerowscy upatrywali potencjalnego sojusznika w swych rewizjonistycznych poczynaniach. Prasa niemiecka głosiła separatystyczne hasło: „Kaszuby dla Kaszubów” i w ten sposób próbowała, stosując starą rzymską maksymę „dziel i rządź”, zbuntować ludność kaszubską przeciwko macierzy. Zakusom tym sprzeciwiali się sami Kaszubi, dając temu wyraz w swojej regionalnej prasie „Zrzesz Kaszëbsko”, „Kleka”, „Bëne i buten”, „Gryf”, „Gazeta Gdyńska”, „Gazeta Kaszubska”. Niemcy na Wybrzeżu coraz wyraźniej szykowali się do wojny. Wielu właścicieli majątków ziemskich, a także drobni rolnicy narodowości niemieckiej,, wstrzymywali się już od 1938 r. ze sprzedażą produktów rolnych i gromadzić zapasy żywności lub przemycać ją. do Vaterlandu. Właściciel majątku z Borcza, Hoehne, podobnie jak jego stryjeczny brat z Leźna, wysyłali samochodami i wozami konnymi żywność i konie do Gdańska. Sabotowano też zarządzenia władz polskich. Po ogłoszeniu, mobilizacji alarmowej z wielu niemieckich majątków dostarczano w ramach mobilizacyjnych jednostkom polskim takie konie i uprząż, że nie nadawały się do celów wojskowych. Siłą trzeba było egzekwować od wielu Niemców porządne konie i dobrą uprząż. Masowym zjawiskiem u kaszubskich Niemców stało się gromadzenie srebrnych monet polskich. Niektórzy z nich, jak właściciel Chwarzna Gelder, zgromadził całe garnki srebrnego bilonu. Agenci V kolumny na szeroką skalę prowadzili na polskim Wybrzeżu wywiad. W samym Wejherowie około 30 Niemców było bezpośrednio powiązanych z różnymi komórkami wywiadu w Rzeszy i w Wolnym Mieście Gdańsku. Natomiast w powiecie tczewskim o współpracę z niemieckim wywiadem wojskowym podejrzewano co najmniej 82 agentów V kolumny. Znany nam oberlejtnant Hans Hoehne, właściciel majątku ziemskiego z Borcza, po odbyciu ćwiczeń wojskowych w Rzesy, prowadził wywiad na teranie powiatu kartuskiego. Agent Willi Siedschlag zamieszkały w Tczewie zbierał materiały o polskich jednostkach wojskowych i o placówkach Przysposobienia Wojskowego. Właściciel mleczarni w Luzinie Stucke utrzymywał stałe kontakty z niemiecką strażą graniczną (Grenzwache). Patrole tej formacji stacjonujące w Strzebielinie przekraczały systematycznie granicę polsko-niemiecką. W rejonie wsi Zelewo, położonej nad rzeką Redą, przenikały na terem Polski patrole Grenzwache i szpiedzy V kolumny. Staż graniczna w Karwi aresztowała Ernesta Litzau, który interesował się zbyt podejrzliwie rozlokowaniem jednostek polskich w rejonie Jeziora Żarnowieckiego. W Miłobądzu w 1938 r. policja aresztowała 15 niemieckich szpiegów, którzy próbowali przekroczyć granicę. Żołnierze tczewskiego batalionu strzelców Michał Różanowski został 16 sierpnia 1939 r. zamordowany przez dywersanta V kolumny w mundurze niemieckiego urzędnika celnego. Są to tylko nieliczne przykłady działalności przedwojennej niemieckiej V kolumny. Z przekazaniem w odpowiednie ręce zebranych informacji wywiadowczych agenci V kolumny nie mieli specjalnych trudności. Niemiecki rządca folwarku Tyłowo wybudował za zgodą władz polskich prywatną linię telefoniczną prowadzącą przez granicę do majątku Opalino po stronie niemieckiej. Linia ta była wykorzystywana przez szpiegów i za jej pośrednictwem przekazywano do Rzeszy tajne informacje. Niemieccy właściciele majątków ziemskich zatrudniali bez przeszkód hitlerowców z Gdańska, którzy penetrowali całe Wybrzeże, a spostrzeżenia i dane przekazywali swobodnie za pośrednictwem „swych” panów mocodawcom zza granicy. Tak było np. w majątku w Małym Kühla , u Pennera w Stefanowie, Strelau w Mostach, Rehmera w Matarni, Kullinga w Klukowie, Geldera w Chwarznie, czy też u Thymiana na Obłużu. Do tych majątków bez przeszkód zjeżdżali obywatele Rzeszy i Gdańska. Von Penner junior ze Stefanowa był kierownikiem szppiegowskich i sabotażowych grup V kolumny i obejmował swym działaniem całe Kaszuby, Wybrzeże, łącznie z Półwyspem Helskim. Zadaniem V kolumny było też dokonywanie przerzutów na tereny niemieckie poborowych pochodzenia niemieckiego, aby uchronić ich przed służbą wojskową w armii polskiej i zasilić nimi jednostki niemieckie. Głównym organizatorem nielegalnych przerzutów młodzieży niemieckiej do Gdańska był posiadający obywatelstwo polskie Johann Luks. Latem 1939 r. aresztowano kilka związanych z nim osób na dworcu w Tczewie. Między innymi aresztowany został jego współpracownik Stefan Lech pochodzący ze Świecia. Od 1936 r. procederem tym zajmował się również Franz Willinzig. Z chwilą rozpoczęcia działań wojennych V kolumna przeszła do działań natury militarnej. W pierwszych dniach wojny zabudowania Małego Kacka, ze szczególnym uwzględnieniem strychów, dywersanci wykorzystali jako dogodne gniazda oporu. Ze strychu jednej z ruder „dzielnicy chińskiej” w Kacku grupa dywersantów ostrzelała stanowisko polskiego karabinu maszynowego. Ze strychu pięcio kondygnacyjnego gmachu przy ulicy Świętojańskiej w Gdyni dywersanci w studenckich czapkach strzelali do przechodzących żołnierzy polskich. Żołnierze płk. Stanisława Dąbka biorący udział w nocnym wypadzie z 3 na 4 września 1939 r. na Osowę i Wysoką, zauważyli po przejściu Warzenka, regularne sygnały świetlne donoszące Niemcom o przemarszu jednostek polskich. Wieczorem 7 września mieszkańcy Przetoczyna zawiadomili wojsko, że cywilni osobnicy zabili polskiego policjanta. Konny zwiad por. Dworzańskiego zlikwidował uzbrojoną dywersantów. W dniu 10 września ostrzelano z lekkiego karabinu maszynowego, znajdującego się w baraku przy drodze Chylonia - Koleczkowo, wojskowy samochód polski, w którym zginął major, a kierowca został lekko ranny. W rybackiej wsi Chałupy na Półwyspie Helskim dywersanci V kolumny obrzucili ręcznymi granatami nocujących w miejscowej szkole polskich żołnierzy. Dywersanci skazywali też jednostkom niemieckim dogodne przejścia informowali o pozycjach wojsk polskich, sygnalizowali lotnikom Luftwaffe ważne obiekty i zgrupowania wojska polskiego, siali zamęt wśród ludności cywilnej. Społeczeństwo Wybrzeża, jak również wojsko, wykazało wiele poświęcenia i hartu w walce z V kolumną. Nie zdołało jednak zapobiec wszystkim akcjom antypolskim kierowanym przez mniejszość niemiecką. Ofiarność nie wystarczała dla uratowania niepodległego bytu narodu. |
