NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
1 procent z twojego podatku

Właściwie nie minister a według oficjalnej struktury Komisarz Komisji (rządu) Europejskiej. Sam Janusz Lewandowski wypowiadając się, co do tego oficjalnego tytułu jest sceptyczny. W Polsce kojarzony w okresie, tzw. „komuny”, był jednoznacznie kojarzony z funkcją w aparacie bolszewicko – komunistycznym. Jak twierdzi wolałby, aby w nazewnictwie europejskiej dla tej funkcji powstało inne dla niej określenie…

Niemniej w rodzimie pana Janusza Lewandowskiego, jego dziadek (ojciec matki) Leon Frankowski, bohaterski żołnierz powstania styczniowego pełnił odpowiedzialną funkcje polityczno -dowódczą, mianowicie I Komisarza Rządu (polskiego)Narodowego na województwo lubelskie. Po upadku powstania został stracony został wraz swoimi współtowarzyszami walki przez Rosjan 18 czerwca 1863 roku.

No cóż historia się kołem toczy, dzisiaj wnuk wielkiego patrioty polskiego – komisarza rządu powstańczego Leona Frankowskiego – Janusz Lewandowski został w nowej polityczno – społecznej rzeczywistości zarówno polskiej a przede wszystkim europejskiej, jednym z sterników zjednoczonej Europy, niepoślednim mężem stanu, z którego my Polacy a zwłaszcza my Pomorzanie możemy być dumni. Tym bardziej, że na tę godne stanowisko w pełni zasłużył nie tylko swa wiedzą i zawodową mądrością, ale poprzez te wszystkie działania, które nam dały demokratyczne, wolne i z świetlaną dla swych Obywateli państwo.

Wypada nam życzyć Komisarzowi J. Lewandowskiemu powodzenia, dużo sił i skuteczności w sprawowaniu swej funkcji.

Wierzymy, że tak jak na innych polach swej pracy i społecznej działalności tak i z Brukseli, gdzie nie jest „nowicjuszem”, dobrze pokieruje strategią ekonomiczną i budżetem UE.

Jako realista zapowiada, że w tych kwestiach, a zwłaszcza przy ukształtowanej przez lata polityce ekonomiczno – gospodarczej Unii w tych kwestiach, nie zrobi rewolucji, ale wie i będzie robił wszystko, by nie doprowadzić do większego podziału na bogaty Zachód i uboższy Wschód. Stąd zapowiada, że szczególnie poświęci się szukania w tym względzie równowagi, wierzy, że istnieje złoty środek między polityką wyrównywania szans a dynamicznym rozwojem. Jest to jeden z ważniejszych dla istoty Unii warunków jej rozwoju. Zdaje sobie sprawę, że od niego ma pochodzić inicjatywa zmian i perspektywa finansowa, której wyznacznikiem jest m.in. europejski budżet, który w wydaniu unijnym rządzi się zarówno na etapie jego powstawania jak i realizacji rządzi się zasadą jednomyślności, która jest dzisiaj spoiwem dzisiaj już 27 krajów członkowskich.

A czego się obawia, na co więcej poświęcić musi swoją uwagę otóż na niwelowanie kryzysu, który nadal jest niebezpieczny, bowiem powoduje zadłużenie czy deficyt budżetowy. To rodzi egoizm zwłaszcza w kontekście łożenia do wspólnej kasy, to bogatsze państwa muszą więcej łożyć na wspólnotę od tych mniej zamożnych …

Jeszcze raz życzę Januszowi Lewandowskiemu powodzenia, życzę jeszcze więcej przyjaciół w dziele budowy naszego europejskiego państwa…im ich będzie więcej tym Jemu będzie łatwiej a nam wszystkim Europejczykom – lepiej!

Zbigniew Talewski

***

Janusz Lewandowski – o sobie

Urodziłem się 13 czerwca 1951 roku. Pochodzę z rodziny, która szczyci się tym, iż wśród przodków miała Leona Frankowskiego, dowódcę powstania styczniowego na ziemi lubelskiej.

Przybywając do Trójmiasta na studia, trafiłem wprost na wypadki grudniowe 1970 roku. Mogłem być widzem i uczestnikiem nadzwyczajnych zdarzeń, które działy się w moim Gdańsku, a zmieniły oblicze całej Polski. Była to lekcja na całe życie. Starczyłoby na trwałe wyleczyć się z socjalizmu.

Na studiach przeżyłem przygodę sportową. Grałem trochę w siatkówkę i koszykówkę, ale nade wszystko trenowałem sprint, dochodząc do niezłych wyników i medali na akademickich mistrzostwach kraju. Jako akademicki wicemistrz Polski w sprincie, drżałem, by nasza nowo powstała uczelnia nie przyjęła nazwy Uniwersytet Bałtycki, co na dresach i koszulkach dawałoby koszmarny skrót "UB". Na szczęście wygrała nazwa Uniwersytet Gdański; tu studiowałem, obroniłem doktorat i nauczałem do początku lat 80.

Potem robiłem różne rzeczy oficjalnie, by utrzymać rodzinę. Nieoficjalnie współpracowałem z "Solidarnością" i podziemnym pismem liberalnym "Przegląd Polityczny". Małżeństwo z Lidką zakotwiczyło mnie na Wybrzeżu - przyszła żona śpiewała w chórze szkolnym "Sopot moje miasto, najpiękniejsze z miast na świecie..." i brała te słowa śmiertelnie poważnie; mogła mieszkać tutaj i tylko tutaj. Zatem mieszkamy w Sopocie. Żona Lidka i urodzona w roku 1979 córka Justyna musiały oswoić się z brakiem normalnego życia rodzinnego. Zbyt wiele rzeczy działo się dookoła...

Z satysfakcją patrzyłem, jak rośnie i nabiera znaczenia środowisko gdańskich liberałów. Nie zgadywaliśmy, że tak szybko nadejdzie praktyczna próba naszych idei. Nie garnąłem się na urzędy - dwukrotnie odmawiałem "ministerialnym propozycjom" w roku 1990, ale kiedy rząd formował gdański liberał J. K. Bielecki, była to już siła wyższa...

Oficjalną ministerialną część życiorysu wspominam jako przygodę oraz jeszcze większą, przygniatającą do ziemi odpowiedzialność. Zapamiętałem mnóstwo symbolicznych zdarzeń, takich jak przerabianie siedziby cenzury na urząd prywatyzacji, a dawnego gmachu KC PZPR na Giełdę Papierów Wartościowych - którą otwierałem w kwietniu 1991 roku. Uczestnictwo w wielkich wydarzeniach naszej epoki uważam za szczęśliwy dar losu.

Nie skończyło się na "romantycznym" okresie przemian ustrojowych z lat 90-tych. Ich konsekwencją jest członkostwo Polski w Unii Europejskiej od 1 maja 2004 roku. Otworzył się nowy rozdział w moim życiu osobistym i rozpoczęła się nowa przygoda. Zostałem wybrany, z niezłym wynikiem, do Parlamentu Europejskiego i uczestniczę w tym niezwykłym spotkaniu 27 kultur i narodów Zjednoczonej Europy. W czasie pierwszej połowy kadencji przypadła mi rola szefa Komisji Budżetowej, co w przypadku debiutantów zza dawnej "żelaznej kurtyny" oznacza skok na głęboką wodę, jako że komisja postrzegana jest jako trudna, ważna i wpływowa.

Ubolewam, że dzisiejsza polityka mocno zbrzydła, a przesadne upartyjnienie życia publicznego nagradza miernych, ale wiernych. Zaufanie do indywidualnej wolności, pozostaje moim wyborem ideowym. Może to być żywa inspiracja dla współczesnego pokolenia Polaków, zanadto krępowanych przez nieżyciowe przepisy i nadmierne ciężary podatkowe.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: suplementy diety biżuteria ślubna